Legenda głosi, że w 1121 roku na głazie stanął Bolesław Krzywousty i przyjmował stąd defiladę floty pomorskiej. Wielki kamień przywlókł w to miejsce oczywiście sam diabeł, który został wygnany z pobliskiego grodu. Postanowił się zemścić, zniszczyć gród, więc poprosił o pomoc olbrzyma. W zamian za tę przysługę obiecał mu znaleźć piękną partnerkę. Olbrzym nie zamierzał jednak kupować kota w worku i przyrzekł, że gród zniszczy, ale najpierw musi obejrzeć „zapłatę”. Diabeł umówił się na prezentację nad brzegiem zalewu i tam przedstawił olbrzymowi pewną ślicznotkę. 

Nieszczęśliwie zapiał jednak kur i piękność zamieniła się w dość pokracznego diabełka. Rozzłoszczony olbrzym chwycił głaz i rzucił nim w diabła. Ten szybko zamienił się w żabę, ale nie zdążył uciec. Ogromny kamień przygniótł go do dna i uwięził na wieki. Diabelski ślad odbił się w miejscu, które można by zobaczyć dopiero po odwróceniu kamienia. 

NAWRÓCENIE POMORZAN

[Biała, woj. wielkopolskie, pow. czarnkowsko-trzcianecki]

Przed ołtarzem kaplicy Matki Bożej Saletyńskiej w Białej w Wielkopolsce leży kamień z odciśniętym śladem w kształcie ludzkiej stopy. Jak mówi miejscowa legenda, ślad w kamieniu jest odciskiem stopy Matki Boskiej, która w tym miejscu około 1100 roku postanowiła przemówić do pogan. Kiedy po raz kolejny plemiona Pomorzan najechały na te ziemie, gwałtom i rozbojom nie było końca. Pewnego dnia Pomorzanie świętowali kolejne zwycięstwo w lesie koło Białej. Ich kapłan składał pogańskiemu bożkowi Bulbugowi ofiary z pojmanych jeńców. W pewnym momencie wprost z nieba spłynęło oślepiające światło. Ukazała się w nim Matka Boska, która stopami oparła się o kamień ofiarny. Poganom, którzy padli na kolana, zakazała przelewać niewinną krew. Wezwała również do służenia jedynemu Bogu. Po chwili Matka Boska rozpłynęła się w powietrzu, a w miejscu gdzie stała, na kamieniu pozostał odciśnięty ślad jej stopy. Przerażeni poganie wkrótce przyjęli chrzest, a w miejscu cudu stanął kościół. Jego fundamenty powstały z ofiarnych kamieni używanych do krwawych rytuałów. Natomiast głaz ze śladem stopy został umieszczony w murze otaczającym kościół. Po II wojnie światowej kamień trafił do specjalnie zbudowanej kaplicy, gdzie można go do dzisiaj oglądać. 

ŚLAD NA KAMIENIU

[Bardzka Góra, woj. dolnośląskie, pow. ząbkowicki]

Zaczęło się od cudu. Na zalesionym szczycie Bardzkiej Góry odpoczywał młody pasterz. Z uśpienia wyrwał go nieziemski blask i ujrzał wtedy Matkę Boską Płaczącą. Rozpaczała nad tragicznymi wydarzeniami, których doświadczą mieszkańcy okolicy w czasie nadchodzących wojen husyckich, prorokując równocześnie, że po bolesnych chwilach nadejdą szczęśliwe, zaś do Barda zaczną przybywać pielgrzymi, aby Ją czcić. Na pamiątkę Matka Boska odcisnęła ślad swoich stóp na kamieniu, po czym uniosła się ku niebu. 

Wydarzenie odbiło się echem i wkrótce na szczyt góry zaczęli przybywać pierwsi pielgrzymi. „Boże stópki” stały się obiektem kultu i z czasem każdy usiłował odłupać kawałek skały jako relikwię. Pielgrzymi dość szybko zmietli z powierzchni ziemi niezwykły kamień. Jeszcze w 1608 r. pastor Katschker znany jako Aelurius widział skałę, ale ślady na niej były już mocno zatarte. Pielgrzymów mimo to przybywało i z czasem na szczycie Bardzkiej Góry stanęła kapliczka. Ufundował ją arcybiskup wrocławski do spółki z opatami z Henrykowa i Kamieńca. W miejscu cudownych odcisków stanął ołtarz, zaś na kamieniu za kaplicą została wyryta stopa przypominająca o cudzie. Na górze znajduje się kalwaria, a w połowie drogi stoi Studzienka Maryi, z której woda ma leczyć oczy i bóle głowy. Samo Bardo, w którym mieści się sanktuarium maryjne, nazywane jest miastem cudów. 

CZARCIA ŁAPA

[Lublin, woj. lubelskie]

To jeden z najbardziej niezwykłych eksponatów Zamku w Lublinie. Na stole sądowym z XVI w. znajduje się zagadkowy odcisk rozpostartej dłoni. Według legendy jest to diabelska łapa. Stół miał niegdyś stać w lubelskim ratuszu, w którym mieścił się Trybunał Koronny, instancja odwoławcza od wyroków sądów grodzkich. W 1637 lub 1638 r. sprawiedliwości przed trybunałem domagała się pewna wdowa. Przegrała proces ze szlachcicem, który ograbił ją z całego majątku i spalił należące do niej zabudowania. Szlachcic przekupił jednak skład sędziowski i wygrał sprawę w pierwszej instancji. Także Trybunał Koronny nie dał wiary oskarżycielce i uniewinnił podpalacza. Wdowa straciła ostatnią szansę na odzyskanie majątku. Kiedy opuszczała gmach ratusza, zakrzyknęła: „Nawet diabli sprawiedliwiej by osądzili!”. Legenda mówi, że o północy na sali rozpraw ponownie zasiedli panowie w perukach. Rozprawa zaczęła się na nowo i tym razem wdowa wygrała. Szlachcic musiał oddać zagrabiony majątek i wypłacić odszkodowanie. Kronikarz, który notował przebieg procesu, zauważył, że sędziom spod szat wystają kopyta.  Na  potwierdzenie mocy wyroku diabeł prowadzący rozprawę uderzył rozpostartą dłonią w blat stołu, pozostawiając na nim ślad. Zaś wiszący na krzyżu w sali sądowej Chrystus odwrócił głowę, by nie widzieć, jak konkurencja wydaje sprawiedliwszy wyrok niż ludzie.