MILION SREBRNYCH MONET

Większość brańców była osadzana wokół piastowskich grodów, by pracowali tam dla swych nowych panów. Przesiedlając i mieszając ludność z różnych terenów, Piastowie niszczyli tradycyjne wspólnoty, które mogłyby stać się zalążkiem ewentualnego oporu. To znana technika sprawowania władzy – w XX w. będzie się nią posługiwał np. Stalin. Jak wynika z ustaleń archeologów, Piastowie dokonali w X stuleciu w Wielkopolsce prawdziwej demograficznej rewolucji. Niektóre tereny kompletnie ogołocili z ludności. Z kolei centralny rejon wokół Gniezna, jeszcze około 900 r. prawie zupełnie niezamieszkany, stał się po stu latach najgęściej zaludnioną częścią prowincji. 

Część jeńców Polanie sprzedawali w niewolę za granicę. Żywy towar kupowali nabywcy z przodującego wówczas gospodarczo świata islamskiego. Za niewolników płacili dirhemami, srebrnymi monetami arabskimi wysokiej jakości. „Ilość znalezionego w północnej Europie srebra z tamtych czasów wskazuje, że skala tego handlu była bardzo duża, zapewne rzędu kilku tysięcy ludzi rocznie – mówi „Focusowi Historia” dr Marek Jankowiak, historyk z Uniwersytetu w Oksfordzie. – Przy czym dotyczy to ogólnie ziem, z których eksportowano niewolników, a nie tylko tych, które później weszły w skład Polski”.

Dr Jankowiak bada znaleziska dirhemów. W naszej części Europy odkryto do dziś ponad 1000 skarbów z tymi monetami. Jak się szacuje, w sumie mogły zawierać nawet milion monet. Polska należy przy tym do krajów o największej liczbie znalezisk tego typu.

Arabskie monety napływały na wschód przez cały IX i X w., ale szczególnie dużo skarbów zmagazynowano w latach 50. X stulecia, w okolicach Kijowa i w Wielkopolsce. Jest to okres, w którym rodzi się państwo piastowskie! Jego główny ośrodek Gniezno zbudowano około 940 r., zapewne rękami brańców spędzanych z okolicznych terytoriów. Jak możemy przypuszczać, pozostali zostali sprzedani handlarzom żywym towarem. „Dirhemy na polskich ziemiach praktycznie mogły pochodzić tylko z handlu niewolnikami. Były tu oczywiście również futra i bursztyn, ale Arabowie woleli lepsze futra z północnej Rusi, a bursztynem w ogóle nie byli zainteresowani” – podkreśla dr Jankowiak.

SEKRET PUSTYCH GRODÓW

Sprowadzaniem słowiańskich niewolników do państw arabskich parali się żydowscy kupcy, tzw. radanici. Należał do nich m.in. Ibrahim ibn Jakub, handlarz i dyplomata, w którego pismach znajdują się wczesne wzmianki o państwie Mieszka I. Pochodzący z kalifatu kordobańskiego Ibrahim podróżował po ziemiach słowiańskich w latach 965–966. Odwiedził prowadzące handel żywym towarem państewko Obodrytów. Do samej Wielkopolski nie dotarł, informacje o państwie piastowskim zgromadził prawdopodobnie podczas pobytu w Pradze. Czeska stolica była wówczas największym ośrodkiem handlu niewolnikami w tej części Europy.

„Zbudowana z kamienia i kredy, jest największym miastem targowym ze wszystkich krajów słowiańskich – pisał Ibrahim. – Do niego przybywają z miasta Kraków, Ruś i Słowianie z towarami (…), a sprowadzają ze sobą niewolników, cynę i różne skóry”. Handlem żywym towarem zajmował się czeski książę Bolesław II, szwagier Mieszka I. Nie miał skrupułów, jeżeli chodzi o sprzedawanie chrześcijan, za co krytykował go biskup Wojciech, późniejszy święty.

Ludzi pojmanych przez piastowskich władców sprzedawano zapewne nie tylko w Pradze, ale też na dwóch wielkich targach na wschodzie: w Bułgarze nad Kamą i w Itilu w dorzeczu Wołgi. Z tego handlu pochodzi prawdopodobnie większość dirhemów znalezionych na ziemiach polskich. W Pradze posługiwano się bowiem w transakcjach jako środkami płatniczymi raczej kawałkami tkanin (te już bezpowrotnie zaginęły).

To do organizowania handlu niewolnikami mogły służyć specjalne drewniane grody na wzgórzach – punkty etapowe w marszach kolumn niewolniczych. Taki gród stanowił właściwie tylko wał z drewnianych pali; w środku nie było żadnych zabudowań albo mieścił się tylko jeden czy dwa budynki. Niewolnicy spali na gołej ziemi. W budynku mógł mieć swą siedzibę dowódca drużyny wojów. To także tam nadzorcy mogli wykorzystywać seksualnie swoje branki.

Na terenach Polski odkryto szczególnie dużo takich grodów. Jeden z największych w Naszacowicach nad Dunajcem. Na powierzchni 15 ha mieściły się tam być może tylko dwa budynki. Archeolodzy prowadzący przez 20 lat wykopaliska nie znaleźli prawie żadnych przedmiotów charakterystycznych dla normalnego osadnictwa. Wskazuje to, że gród był po prostu wielką zagrodą dla „ludzkich stad”. Zapewne stanowił też węzłowy punkt na drodze handlowej wiodącej z ziem polskich do Pragi. Być może to tutaj drużyny piastowskie czekały na odbiór „towaru” przez nabywców z Czech. Dokonywano transakcji, po czym Czesi pędzili brańców do Pragi, a Polanie wracali z zapłatą na północ.