Te jeziora stanowiły krwiobieg lokalnego ekosystemu, poiły ziemię, dając schronienie przed upałem i wiatrem. Zbierały się przy nich najróżniejsze zwierzęta. Były tam oślizgłe salamandry większe od psów, wałęsające się przy krawędzi wody i od czasu do czasu kłapiące pyskiem na przepływające ryby. Krępe gady – bestie zwane parejazaurami – dreptały na czterech łapach, a ich guzkowata skóra, ciężka budowa i generalnie brutalna aparycja sprawiały, że wyglądały jak agresywni zawodnicy na linii ofensywnej w futbolu.

Grubiutkie istotki zwane dicynodontami grzebały w błocie jak świnie, używając swoich ostrych kłów, by wydobyć smaczne korzenie. Nad nimi wszystkimi królowały gorgonopsy, potwory wielkości niedźwiedzi, które znajdowały się na szczycie łańcucha pokarmowego i swoimi przypominającymi szable kłami rozrywały na kawałki wnętrzności parejazaurów i dicynodontów. Ta przedziwna banda rządziła światem bezpośrednio przed dinozaurami. Potem, gdzieś w głębi, ziemia zaczęła się trząść. Na powierzchni nie dało się tego odczuć, przynajmniej na początku. Działo się to 80, może nawet 160 km pod ziemią, w ziemskim płaszczu, między jądrem a skorupą. Raz na jakiś czas gorące pióropusze ciekłej skały wyzwalają się z płaszcza i zaczynają płynąć ku powierzchni, aż wreszcie wybuchają jako lawa w wulkanach. Nazywa się je plamami gorąca.

WULKANICZNA ZAGŁADA

Gigantyczna plama gorąca zaczęła formować się pod Syberią. Strumienie płynnej skały wypływały z wulkanów. Nie były to takie wulkany, do jakich jesteśmy dziś przyzwyczajeni: kopce w kształcie stożków, które przez całe dziesięciolecia drzemią, by raz na jakiś czas wybuchnąć i wyrzucić popiół oraz lawę. Były
po prostu dużymi pęknięciami w ziemi, często długimi na całe kilometry, z których nieustannie wypływała lawa. Erupcje pod koniec permu trwały kilkaset tysięcy, a może nawet kilka milionów lat. Ze szczelin wydostało się wystarczająco dużo lawy, by zatopić kilka milionów kilometrów kwadratowych północnej i środkowej Azji. Nawet dzisiaj, ponad ćwierć miliarda lat później, czarne bazaltowe skały, które powstały z tej lawy, pokrywają około 2,5 mln kilometrów kwadratowych Syberii – to powierzchnia porównywalna do Europy Zachodniej.

To jednak nie wszystko. Kiedy wulkany wybuchają, nie wypływa z nich jedynie lawa, ale też gorąco, pył i szkodliwe gazy. Te, w odróżnieniu od lawy, mogą wpłynąć na całą planetę. Pod koniec permu byli to prawdziwi jeźdźcy apokalipsy, którzy rozpoczęli falę zniszczenia mającą trwać miliony lat i nieodwracalnie odmienić nasz świat. Bujne niegdyś lasy iglaste wymarły; parejazaury i dicynodonty nie miały co jeść, a tym samym i gorgonopsom brakowało pożywienia. Pejzaż stał się jałowy i niestabilny, błotne lawiny znosiły z powierzchni ziemi całe połacie gnijącego lasu. To dlatego delikatny mułowiec – taki jak w kamieniołomie w Zachełmiu – skała typowa dla spokojnego środowiska, oddał nagle pole skałom szorstkim.