Zmieniły się same zwierzęta. Kiedy patrzę na najwcześniejsze triasowe ślady, wyczuwam w nich odległego ducha śmierci. Nie ma prawie żadnych tropów, ale za to mnóstwo jam sięgających głęboko w skałę. Wygląda to tak, jakby świat na powierzchni został unicestwiony, a wszelkie istoty, które zamieszkiwały ten znękany krajobraz, schowały się głęboko pod ziemią. Sytuacja z czasem stopniowo się poprawia. Pojawia się więcej tropów, niektóre ślady stają się większe, mniej jest też jam. Świat najwyraźniej otrząsnął się z szoku spowodowanego przez permskie wulkany.

TROPEM PRAPRZODKA

Potem, ok. 250 mln lat temu, ledwie parę milionów lat po wymieraniu, zaczynają pojawiać się całkiem nowe ślady. Są małe, ledwie kilkucentymetrowe – mniej więcej wielkości kociej łapki. Układają się w wąskie tropy: z przodu pięciopalczaste ślady przednich łap, z tyłu nieco większe ślady tylnych, z trzema większymi
środkowymi palcami i jednym małym palcem z każdej strony. Najłatwiej znaleźć je nieopodal maleńkiej polskiej wsi Stryczowice, w której można zaparkować samochód na moście, przedrzeć się przez cierniste jeżyny i grzebać przy brzegu wąskiego strumyka w poszukiwaniu pokrytych śladami kamiennych płyt. Tropy tu znalezione noszą naukowe miano Prorotodactylus.

Pierwsze, co można zauważyć, kiedy patrzy się na te tropy, to to, jak bardzo są wąskie. Między prawymi a lewymi śladami jest tylko kilka centymetrów. Zwierzę może pozostawić je, chodząc w jeden tylko sposób: wyprostowane, z przednimi i tylnymi łapami bezpośrednio pod tułowiem. My chodzimy prosto, więc kiedy zostawiamy ślady stóp na plaży, prawe i lewe pozostają bardzo blisko siebie. Ten sposób chodzenia należy uznać jednak za dość rzadki w królestwie zwierząt. Salamandry, żaby i jaszczurki poruszają się inaczej. Ich przednie i tylne nogi wystają poza boki ich ciał. Ich tropy są znacznie szersze, a między lewymi a prawymi śladami kończyn jest dużo miejsca. W okresie permu świat zdominowany był przez takie zwierzęta. Natomiast po ich wyginięciu wyewoluowała grupa gadów, które przyjęły postawę wyprostowaną – archozaury.

Był to ważny moment w historii ewolucji. Rozłożone szeroko kończyny przydają się zimnokrwistym stworzeniom, które nie muszą się zbyt szybko poruszać. Kończyny wciśnięte pod spód ciała otwierają jednak szereg nowych możliwości. Można szybciej biegać, pokonywać większe dystanse, łatwiej dosięgać zdobyczy i robić to wszystko znacznie efektywniej, tracąc przy tym znacznie mniej energii. Wydaje się, że chodzenie prosto stanowiło jeden ze sposobów, które pozwoliły zwierzętom odrodzić się – a wręcz rozwinąć – po tym, jak planetą wstrząsnęły wulkaniczne wybuchy.

Nowe chodzące prosto archozaury szybko wyewoluowały, tworząc niezwykłą różnorodność gatunków. Bardzo wcześnie podzieliły się na dwie główne grupy, które miały zmagać się ze sobą w ewolucyjnym wyścigu przez resztę triasu. Co ciekawe, obie te grupy przetrwały do dzisiaj. Pierwsza, pseudozuchy, dała początek krokodylom. Z drugiej, zwanej awemetatarsalami, powstały pterozaury, dinozaury, a w konsekwencji także ptaki, które wywodzą się od dinozaurów. Tropy prorotodaktyla ze Stryczowic to jedne z pierwszych śladów archozaurów w zapisie kopalnym – ślady praprapraprzodka całej tej menażerii.

EWOLUCJA WYCZYTANA Z ŁAP

W języku naukowym Prorotodactylus to dinozauromorf – członek grupy, która obejmuje dinozaury i garść ich najbliższych kuzynów. Dinozauromorfy nie tylko stały dumnie wyprostowane, ale miały również długie ogony, silne mięśnie nóg i biodra z dodatkowymi kośćmi łączącymi nogi z korpusem – wszystko to pozwalało im poruszać się jeszcze szybciej i efektywniej od wcześniejszych archozaurów. Ślady prorotodaktyla w Górach Świętokrzyskich zostały pozostawione przez przedstawiciela awemetatarsali, bardzo blisko spokrewnionego z dinozaurami. Był mniej więcej rozmiaru domowego kota i ważył jakieś 4,5 kg. Chodził na czterech łapach, pozostawiając ślady przednich i tylnych. Jego kończyny musiały być dosyć długie, sądząc po dużych przerwach między kolejnymi śladami. Nogi
z pewnością były szczególnie długie i chude, ponieważ ich ślady są często umiejscowione przed śladami przednich łap – małych i świetnie nadających się do chwytania, a długie stopy były stopami biegaczy. Prorotodactylus musiał być zwierzęciem tyczkowatym, poruszającym się z prędkością geparda, ale o dziwnych proporcjach leniwca – prawdopodobnie nie wyglądał jak przodek wielkiego tyranozaura czy brontozaura.