Na dnie Bałtyku czeka cała masa niespodzianek z czasów drugiej wojny światowej. Są tam podobno beczki z iperytem, miny, bomby głębinowe, wciąż groźne torpedy i mnóstwo innego śmiercionośnego żelastwa. Liczbę samych tylko min szacuje się na 150 tysięcy. Dlatego budowa rurociągu Nord Stream na dnie Bałtyku to rosyjska ruletka. Całą planowaną podmorską trasę z miejscowości Vyborg w Rosji do Greifswaldu w Niemczech ma wcześniej przeczesać podwodny robot, który zajmie się także zdetonowaniem zapomnianych ładunków. Robota zbuduje dla budowniczych rury wynajęta już firma Bactec International. Urządzenie ma znaleźć na trasie rurociągu wszystkie niebezpieczne obiekty (mające po kilkaset kilogramów trotylu). Po wykryciu miny robot sygnalizuje to statkom technicznym na powierzchni. Po wyznaczeniu strefy bezpieczeństwa robot umieści ładunek detonujący w pobliżu miny, a następnie zdalnie zdetonuje z bezpiecznej odległości. Potem robot wróci do przeszukiwania dna. h.k.