Przyznanie się do winy, nawet jeśli jest fałszywe, ma decydujący wpływ na dalszy tok śledztwa – twierdzą na łamach „Psychological Science” uczeni z University of California-Irvine i Nova Southwestern University. Naukowcy przeanalizowali 241 spraw całkowitego oczyszczenia z zarzutów rzekomych sprawców zbrodni, których historie zostały opisane w specjalnym zestawieniu o nazwie Innocence Project. W przypadku 25 procent z nich do skazania doszło na podstawie fałszywego przyznania się do winy albo rzekomego sprawcy, albo jego współtowarzyszy. Reszta – na podstawie pomyłek świadków. Okazało się, że w przypadku przyznania się do przestępstwa (albo wsypania przez kolegów) analizowane w trakcie śledztwa dowody są znacznie częściej niż kiedy indziej tak dopasowywane, by odpowiadały popełnianym czynom. Jeśli dowodzą czegoś innego – ignoruje się je jako mało wiarygodne. Problem w tym, że wiele przyznań się do winy zostaje wymuszonych przez śledczych (niekoniecznie siłą). A wtedy, jak pokazuje praca z łamów „Psychological Science”, prawdopodobieństwo złapania prawdziwego sprawcy znacznie maleje.