W niektórych miejscach badacze poukrywali głośniki generujące infradźwięki lub pole magnetyczne. 79 studentów po spędzeniu godziny w pokoju zrelacjonowało swoje wrażenia. Trzy czwarte badanych doświadczało odczuć takich jak zawroty głowy, bycie poza ciałem, a nawet... podniecenie seksualne, mimo że tylko w połowie przypadków badacze uaktywnili źródło pola magnetycznego czy infradźwięków. Miejsca doświadczania dziwnych zjawisk nie pokrywały się z tymi, gdzie umieszczono źródła mające je wywoływać. – Ludzie są podatni na sugestię. Gdy zasugerowano im, że powinni coś odczuć, zaczęli to odczuwać – tłumaczy dr Szyburska. – Siła sugestii jest tak wielka, że zdarzało się, że pacjent widzący duchy indukował swoich bliskich i oni też zaczęli je widzieć.

WIADOMOŚĆ Z ZAŚWIATÓW

Podatność na sugestię rośnie w sytuacjach traumatycznych. – W okresie żałoby po stracie bliskiej osoby pacjenci często opowiadają, że ta osoba przyśniła im się lub że widziały ją np. w jej ulubionym parku – wylicza Justyna Szyburska. Tego typu doświadczenia są całkowicie naturalne. – Często wręcz pomagają nam wyciszyć się. Widok ukochanej babci, która we śnie uśmiecha się i mówi, że tam po drugiej stronie jest jej dobrze, może przynieść nam ukojenie. Doświadczenie obcowania z duchami przodków, którzy są gdzieś w pobliżu, sprawują niewidoczną opiekę, towarzyszy nam od wieków i występuje w wielu kulturach. W niektórych, jak nasza, zjawisko to jest mniej akceptowalne i ludzie niechętnie przyznają, że czegoś takiego doświadczyli, ale w innych krajach, jak Meksyk czy Japonia, zjawisko duchów, które współegzystują z nami, jest naturalne. Świetnie pokazuje to książka, którą teraz czytam, „Yūrei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej” – mówi Justyna Szyburska. Jej autor Zack Davisson opisuje przerażenie, jakiego doznali z żoną, gdy w ich japońskim domu na suficie zaczęli dostrzegać np. czerwone ślady dziecięcych rączek. Tymczasem dla ich japońskich znajomych sytuacja była całkiem naturalna, kwitowali to krótkim: „Aaaa... yūrei ga deteru” („Tutaj jest yūrei”).

Niezależnie od tego, czy dana kultura akceptuje obecność duchów, czy nie – nie można problemu bagatelizować, mówiąc, „Co to komu szkodzi, że słyszy czasem jakieś głosy”. – Zjawisko to jest źródłem cierpień dla chorych. Kto nie wierzy, niech spróbuje na YouTubie posłuchać, jak brzmią halucynacje słuchowe, które puszczam studentom. Te głosy mogą wyśmiewać, wyszydzać czy kazać pacjentowi zrobić krzywdę sobie lub bliskim. Miałam przypadki osób, które pod wpływem głosów duchów głodziły się albo tak głęboko wchodziły w urojenie, że jeśli otoczenie nie było skłonne dzielić z nimi irracjonalnego przeświadczenia, gotowe były popełnić samobójstwo – mówi Szyburska.

Do dziś zastanawiam się, czym było „coś białego”, co zamajaczyło mi w krzakach w Dubiecku. Może po prostu był to pływający po wodzie łabędź? Cóż, nawet gdyby nasz przewodnik wpadł na pomysł ubarwienia naszej wycieczki, przebierając się za ducha – mógłby się srodze zawieść. Tak było w przypadku Tony’ego Cornella. Ów badacz zjawisk paranormalnych w cyklu eksperymentów przebrany za zjawę próbował zwrócić na siebie uwagę przechodniów, strasząc po zmroku w parku w Cambridge, a następnie na tamtejszym cmentarzu. Mimo że „minęło go około 90 samochodów, 40 rowerzystów i 12 pieszych, jedynie cztery osoby zauważyły zjawę. Z dwiema z nich przeprowadzono rozmowę. Jedna powiedziała, że według niej duch występuje w jakimś projekcie artystycznym, druga, że człowiek owinięty prześcieradłem najwyraźniej jest stuknięty” – relacjonuje Richard Wiseman w „Paranormalności”. I dodaje: „Jeśli zmarli rzeczywiście przechadzają się wśród nas, powinni pomyśleć o założeniu dobrze widocznej kamizelki odblaskowej”.