Po pierwsze, przynosi zbyt wielkie zyski handlarzom, aby oddali pole bez walki. Fakt, policja dysponuje coraz lepszymi środkami, aby w ten rynek uderzyć, ale handlarze też nie są idiotami, uczą się na błędach, i wiedzą jak się przed tym bronić. Bo, po drugie, popyt na dragi jest ogromny i wszelkie kampanie informacyjne na zasadzie „narkotyki są do dupy” odnoszą coraz mniejszy skutek. Ludzie po prostu chcą „odlatywać” i nie przyjmują do wiadomości, że ten odlot może się skończyć w innym wymiarze. Bo, po trzecie, działa u nas wiele zagranicznych struktur przestępczych, które trudno inwigilować.

Bo, po czwarte, handlarze zyskali sprzymierzeńca w niektórych środowiskach politycznych (medialnych zresztą też), które aktywnie angażują się w kampanię na rzecz legalizacji marihuany. Ten, kto chce uchodzić za osobę nowoczesną, postępową i wyzutą z przesądów, powinien – ich zdaniem – przyklasnąć tej inicjatywie. Dlatego coraz więcej grup przestępczych przestawia się wyłącznie na narkotyki, wierząc, że będzie to interes na kilka pokoleń. Pytanie: kiedy państwo skapituluje i odpuści sobie walkę z handlarzami? Obawiam się, że kiedyś to nastąpi.

Redaktor naczelny, Artur Górski