Zgon kobiety  z Ostrowa Lubelskiego stwierdziła lekarka z 30-letnim doświadczeniem. U pacjentki nie wyczuła ona ani tętna ani oddechu i akcji serca. Źrenice kobiety nie reagowały na światło. Na podstawie braku znaków życia, wypisano akt zgonu. Następnie kobietę przewieziono do zakładu pogrzebowego, gdzie rozpoczęły się przygotowania do ostatniej ceremonii. 

Tymczasem 11 godzin po stwierdzeniu zgonu, pracownicy zakładu przypadkowo w kostnicy zauważyli objawy życia u staruszki. Kobieta zaczęła poruszać się w worku, w którym ją umieszczono. Szybko po tym całkowicie zziębnięta 91-letnia kobieta wróciła do domu. Obecnie kobieta czuje się dobrze, jej stan jest stabilny, a życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. 

– Jestem w szoku, nie potrafię tego wytłumaczyć. Gdybym miała jakiekolwiek wątpliwości, czy jest zgon czy nie, wzywałabym pogotowie i próbowalibyśmy ją reanimować – mówiła w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim" Wiesława Czyż, kierowniczka przychodni w Ostrowie Lubelskim, która badała kobietę.

Sprawę bada policja. Prokuratura w Lublinie wszczęła postępowanie karne przeciwko lekarce.


Czytaj więcej: