W „Ostatnim z Siekierzyńskich” zaleca zdeklasowanemu szlachcicowi zajęcie się handlem, choć jednocześnie pokazuje, że tradycyjne wyobrażenia na temat honoru czynią tę drogę właściwie niedostępną. Temat uzdrowiska znajdziemy w „Wielkim nieznajomym”. Pisarz osobiście przeprowadzał akcje inwentaryzacji zabytków Wołynia – opisując i rysując niszczejące ślady wielkości i dramatycznych dziejów tych ziem. Postulował także fotografowanie zabytków! Bo i w dziejach fotografii w Polsce ma swoje miejsce – jako pierwszy prywatny kolekcjoner zdjęć.

Ale znamy go przede wszystkim jako twórcę, sięgającego po wątki historyczne. Tymczasem dziś nawet „Stara baśń" okazuje się wyzwaniem dla młodzieży. A i ekranizacja nie należała do udanych. 

Kraszewski stworzył własny model powieści historycznej: powieść dokumentalną, opartą na rzetelnej wiedzy, gdzie tkankę fabularną buduje się z historycznych faktów, a głównym bohaterem jest często król, hetman, ważna postać naszych dziejów. Ten model najpełniej realizuje cykl „kronik historycznych”, zaczęty „Starą baśnią” i zakończony „Saskimi ostatkami”. To 29 powieści w 78 tomach. Zważywszy, że poza tym cyklem powstało kilka powieści na temat dramatycznego momentu utraty niepodległości, można powiedzieć, że całe dzieje przedrozbiorowe Kraszewski opisał systematycznie w powieściach. I tu ciągle trzeba przypominać, że ten rzetelny, ale łatwy, bo powieściowy wykład dziejów, otrzymał naród w niewoli politycznej. To m.in. dlatego współcześni wręcz czcili Kraszewskiego, czego najbardziej widocznym dowodem był jubileusz pięćdziesięciolecia jego pracy literackiej z 1879 r. Na krakowskie obchody jubileuszu zjechało 12 tysięcy przedstawicieli wszystkich regionów Polski. Pisarz był także bardziej od innych obiektywny w ocenach i komentowaniu naszych dziejów. Także bardziej krytyczny. 

Z kolei dzięki cyklowi poetyckiemu „Anafielas. Pieśni z podań Litwy” Kraszewski uważany jest na Litwie do dziś za jednego z tych, którzy uratowali pamięć o przedchrześcijańskiej kulturze tego narodu. Szedł więc pisarz drogą, którą w XX w. prowadzili nas i Jerzy Giedroyć, i Czesław Miłosz.

Wracając do urody dzieł pisarza – w wielu z nich osiągnął poziom dobrej literatury, co pozwala do dziś czytać z dużą przyjemnością „Hrabinę Cosel”, „Matkę królów”, „Ulanę” czy „Jermołę”. A „Starą baśń” bym wręcz zalecała. Znajomość mitologii greckiej jest kulturowym obowiązkiem, bo bez tego nie będziemy rozumieć dużej części dzieł  europejskich. Czy ten sam obowiązek nie dotyczy dzieła, które wykorzystuje nasze mity narodowe? A filmowa wersja tej powieści istotnie jest słaba. Powieść jest lepsza, więc spróbujmy ją czytać.

Czy Kraszewski nie został trochę wyparty przez Sienkiewicza? Czy „Krzyżacy 1410” ustępują Sienkiewiczowskim „Krzyżakom”?

Henryk Sienkiewicz rzeczywiście odebrał Kraszewskiemu część czytelników. Jego powieść jest literacko doskonalsza. Na temat roli Kraszewskiego w dziejach naszej powieści oraz na temat obu dzieł o bitwie pod Grunwaldem wypowiedział się Tadeusz Różewicz w „Przygotowaniu do wieczoru autorskiego”.

Pisał: „Daleki jestem od robienia z Kraszewskiego polskiego Balzaka, Kraszewski to Kraszewski. Nie robię z niego prekursora polskiej »antypowieści«, ale był prekursorem Sienkiewicza, Prusa (nie jestem nb. pewien, czy »Krzyżacy« Kraszewskiego są gorszą powieścią od »Krzyżaków« Sienkiewicza). Nie zamierzam głosić, że Kraszewski jest Zolą czy Dostojewskim, ale broniłbym go przed pobłażliwą pogardą moich współczesnych”. Uwierzmy staremu poecie. „Krzyżacy 1410” Kraszewskiego są powieścią, którą warto przeczytać. Choćby dlatego, że mówi również o tym, że nie potrafiliśmy wykorzystać tego wielkiego zwycięstwa.

Kraszewski był z pokolenia romantyków. Jego powieści zaczęły ukazywać się od początku lat trzydziestych XIX w. Nasza powieść znajdowała się wówczas w powijakach. To Kraszewski, dzięki ogromowi napisanych utworów i podjętych w nich tematów, dzięki odpowiadaniu w nich na najżywotniejsze wyzwania współczesności, przyczynił się do stworzenia klimatu, w którym „wybuchła” powieść czasów pozytywizmu. To Kraszewski stworzył czytelnika, wręcz stworzył popyt na powieść. A ponadto dał tyle wzorów, pomysłów fabularnych, że pozytywiści mogli czerpać z tej skarbnicy pełnymi garściami. Eliza Orzeszkowa ujęła to tak: „Jak gałęzie z drzewa swego, z niego początek swój bierzem”.

Powieściopisarze polscy wzięli istotnie z Kraszewskiego tak wiele, opracowawszy jego wzory najczęściej o klasę lepiej, że ta ilość zapożyczeń, odniesień, także polemik, w pełni uzasadnia słowa Orzeszkowej. Oto kilka dzieł, tematów i postaci wywiedzionych z Kraszewskiego. Janko, niedoszły muzykant, pierwowzór ma w „Historii kołka w płocie”. Niezłomnego Juranda ze Spychowa i losy nieszczęsnej Danuśki odnajdziemy w „Waligórze”. Zainteresowanie dziejami starożytnego Rzymu i okresem prześladowania chrześcijan rozbudził przed Sienkiewiczem Kraszewski w dwóch powieściach: „Caprea i Roma” i „Rzym za Nerona”. Jedna z najbardziej wzruszających postaci z „Lalki” Prusa – Rzecki – ma odpowiednik w „Dzienniku starego dziada” (a i erotyczne fantazje Izabeli Łęckiej można wywieść z Kraszewskiego). Ofiarny doktor Judym Żeromskiego nawiązuje zaś do bohatera „Ostapa Bondarczuka”. Kraszewski jest też pisarzem, który najpełniej w naszej literaturze opisał rolę kobiety w społeczeństwie. Znajdziemy w jego powieściach wszystkie niemalże funkcje, w jakich kobieta występuje. Od tych tradycyjnych – matki Polki, strażniczki domowego ogniska, tradycji narodowej i dawnego obyczaju – po kobiety poszukujące własnego miejsca w życiu, łamiące normy społeczne i obyczajowe.

Jeśli ktoś mówi o wtórności Kraszewskiego, to zapytać należy: wobec czego miałby być wtórny? Jego dzieła mają rzeczywiście wiele odpowiedników, ale późniejszych. To on był wzorem. I jeszcze jedno – był pisarzem, który wprowadził polską powieść do Europy. Ponad 70 jego dzieł miało w XIX w. przekłady na języki obce.

Pojawiają się jednak zarzuty, że rok 2012 powinien być rokiem Prusa, nie Kraszewskiego. W czym Kraszewski przerastał Prusa?