Eckhart Tolle w książce „Nowa ziemia” rozdziela rolę rodzica od funkcji. Ta pierwsza czasami staje się tożsamością, z której rodzice czerpią poczucie własnego ja, wtedy rola nabiera nadmiernego znaczenia i pochłania: „Nie potrafią zapomnieć o potrzebie bycia potrzebnym swoim dzieciom. Nawet gdy to dorosłe dziecko ma czterdzieści lat, rodzice nie porzucają koncepcji: »Ja wiem, co jest dla ciebie najlepsze«. Wciąż kompulsywnie odgrywają rolę rodzica i dlatego nie tworzy się żaden prawdziwy związek”. Spotyka się archetyp rodzica z archetypem dziecka. A to prowadzi do krytykowania, kontrolowania, wywoływania w dziecku poczucia winy, często nieświadomie. Na zewnątrz wygląda to jak przejaw troski, ale tak naprawdę jest manifestacją lęku rodzica o przetrwanie jego tożsamości, czyli roli rodzica. „Tęsknota za miłością, właściwa każdemu dziecku, to pragnienie, aby być bardziej dostrzeganym, nie tylko na poziomie formy, lecz na poziomie Istnienia. Jeśli rodzice uznają tylko ludzki wymiar swojego dziecka, a lekceważą jego Istnienie, dziecko wyczuje, że relacja ta jest niepełna, że brak w niej czegoś, co jest absolutnie konieczne, i zrodzi się w nim ból, a czasem podświadomy żal do rodziców. »Dlaczego mnie nie dostrzegacie?« - zdaje się mówić jego cierpienie” - to dalej Tolle.

- To jest właśnie ten moment, kiedy miłość, w każdym razie związek może odebrać wolność. Bo przecież jakby mi znajomy z Facebooka napisał, jaka mam być, to to mnie tylko rozbawi. Ale jeśli robi to rodzic, podszyty lękiem właśnie, to nie jest już tak łatwe do zlekceważenia.

„Jeśli uważasz się za tak oświeconego - powiedział Ram Dass - to idź i spędź tydzień ze swoimi rodzicami”. Bo wolność od rodziców oznacza dla mnie możliwość swobodnego bycia obok nich, bez podejmowania prób uzyskania aprobaty i akceptacji, albo przeciwnie - bez przymusu zaznaczania swojej odrębności, wyjątkowości. Stosunki z rodzicami nadają ton wszystkim późniejszym związkom, są dobrym sprawdzianem wolności. „Robić, co do ciebie należy w danej sytuacji, i nie czynić z tego roli, z którą się utożsamiasz - to podstawowa lekcja sztuki życia, której mamy się nauczyć tutaj na ziemi” - raz jeszcze Tolle. Stąd również pomysł na wychowywanie zamiast bycie z dziećmi, pomysł na kontrolowanie zamiast towarzyszenia. Nawet jak jesteśmy dorośli, bronimy ukonstytuowanych ról, znikają wtedy ludzie i zostają kategorie. Dopiero od niedawna poznaję Joannę i Ryszarda poza pełnioną przez nich rolą, jako ciekawych, mądrych, zabawnych ludzi.

- Ale wcześniej, zanim stajemy się dorosłymi, rola rodzica jest potrzebna i element hierarchiczności też jest w niej potrzebny. Nie można tylko towarzyszyć dziecku; coś jednak wynika z faktu, że ty jesteś rodzicem, a ono dzieckiem, że ty żyjesz na świecie trzydzieści lat, a ono cztery lata. Tylko później ta hierarchia powinna się osłabiać i w końcu zniknąć. To jest trudne. Trudno jest rezygnować z pewnego rodzaju przewagi, poczucia, że jestem tą, która wie i która jest niezbędna. Stąd te różne sposoby na zatrzymanie dziecka - na przykład „poświęcam się dla ciebie, więc nie wolno ci odejść bez poczucia winy” albo „nie bądź taki pewny, że jesteś OK - zostań i udowadniaj mi, że zasługujesz na moją miłość”. Ale też dzieci, dorosłe dzieci, same siebie wsadzają do więzienia, czasem dożywotniego, poprzez to, że nie mogą rodzicom przebaczyć.