W jakim sensie?

- Jeżeli nosimy w sobie głębokie poczucie krzywdy w stosunku do kogoś, kogo kochamy, to trudno o wolność. Ale do tej celi to już sami wchodzimy, a raczej nie potrafimy z niej wyjść.

Chyba chodzi o to, by w pewnym momencie zejść z kołowrotka, przestać tworzyć kolejne oczekiwania, zrozumieć, co wydarzyło się w przeszłości, ale opuścić kraj dzieciństwa, do którego można wracać, w nieskończoność lizać rany, tyle że to nie prowadzi do wolności. Bo ta możliwa jest tylko w teraźniejszości. Wolność od rodziny to szacunek dla odmienności i akceptacja innych dróg. W tej wolności może pojawić się w końcu ciekawość rodziców i świadomość, że są nieod- kryci i nigdy nie będą jak przyjaciele. Pomaga w tym utrata „wiedzy” na ich temat, a bardziej na temat roli, jaką odegrali w naszym życiu. Bo dla mnie moment, gdy chcę zmieniać drugą osobę, oznacza utratę wolności w tej relacji.