Czytaj także: Ziemia pod ostrzałem

Katastrofa tunguska jest jedną z bardziej tajemniczych wydarzeń ubiegłego stulecia. 30 czerwca 1908 w tajdze, w środkowej Syberii doszło do potężnej eksplozji, która powaliła drzewa w promieniu 40 km, widziana była w promieniu 650 km, słyszana w promieniu 1000 km. Wstrząs zarejestrowały sejsmografy na całej Ziemi, a w wielu europejskich miastach zaobserwowano zjawisko „białej nocy”. 

Od tamtej pory uczeni na całym świecie zachodzili w głowę, co też mogło być przyczyną katastrofy. Hipotezy wskazywały m.in. na silne ruchy tektoniczne, wyziewy gazów, uderzenie meteorytu, asteroidy, komety czy nawet UFO. 

Naukowcy pod kierunkiem Wiktora Kwasnicy z Instytutu Geochemii, Mineralogii i Złóż Naturalnych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy w Kijowie po raz kolejny przyjrzeli się skalnym okruchom znalezionym w pobliżu epicentrum eksplozji.

Najnowsze badania wskazują, że ponad 100 lat temu w Ziemię uderzył meteoryt. Najprawdopodobniej leciał z szybkością 15 km/s, a po przejściu przez atmosferę rozpadł się na kawałki. Zniszczenia na Ziemi spowodowała fala uderzeniowa i termiczna.