Polskiej robotnicy przymusowej, która nawiązała intymne kontakty z Niemcem, groziło 21 dni aresztu lub zsyłka do obozu koncentracyjnego. Polski robotnik, który miał romans z Niemką, zazwyczaj karany był śmiercią. Wiedział, że ryzykuje życiem, bo stosowne przepisy w języku polskim odczytywano każdemu. Robotnik musiał potwierdzić podpisem, że został z nimi zapoznany.

Często jednak pokusa okazywała się i silniejsza niż strach przed straszliwą karą.

Berta Fritz nie chciała wyjść za mąż za Karola Wołowca. Ale nie przestała się z nim spotykać. Szczęście trwało kilka miesięcy. W lipcu 1942 roku Polak został aresztowany. Przypadkiem wyszedł na jaw jego wcześniejszy romans z inną Niemką. Ktoś musiał wspomnieć także o Bercie.

Takich spraw byłoby znacznie mniej, gdyby nie gorliwi donosiciele. Denuncjowali sąsiedzi, lokalni urzędnicy, czasem rodzice dziewczyny albo koleżanki z pracy. Powody były rozmaite. „Rasizm, wiara w nazistowską ideologię, prywatne zatargi albo oburzenie, że córka zaszła w ciążę z Polakiem” - wylicza Muggenthaler. Nazwisk wielu denuncjatorów nie sposób dziś ustalić, bo często policja dostawała anonimy.

WYMUSZONE ZEZNANIA

Muggenthaler zetknął się z zaledwie jednym przypadkiem denuncjatorki, która po wojnie została skazana. Karą były dwa lata pracy w obozie internowania w Augsburgu i grzywna wynosząca 20 tysięcy marek. Większość donosicieli w ogóle nie stanęła przed sądem. Nawet jeśli zainteresowała się nimi prokuratura, postępowanie z reguły umarzano. Także większość gestapowców odpowiedzialnych za egzekucje polskich robotników uniknęła konsekwencji. To właśnie gestapo prowadziło tego typu śledztwa.

„Dziewczęta i kobiety były do tego stopnia bite, że podpisywały sfabrykowane przyznanie się do winy” - mówi „Focusowi Historia” Gisela Schwarze, autorka książki „Es war wie Hexenjagd” (To było jak polowanie na czarownice).

Maria K. z wioski Asbeck w Westfalii miała 14 lat, gdy we wrześniu 1941 roku była przesłuchiwana przez gestapo. Funkcjonariusz uderzył ją w twarz. „Przyznasz się, że odbyłaś stosunek płciowy z Polakiem?” - naciskał. Gdy naiwnie zapytała, co to znaczy, znów została uderzona. K. dobrze znała dwóch polskich robotników przymusowych: 26-letniego Floriana S. i młodszego o dwa lata Józefa G. Razem z nimi i Hedwigą N., 18-letnią siostrą szwagierki, chodziła na niedzielne spacery po okolicy. W wiosce plotkowano jednak, że doszło do czegoś więcej. W rzeczach Józefa policja odnalazła zdjęcie Hedwigi z dedykacją. To wystarczyło, by ruszyło brutalne śledztwo. Gestapowiec obiecał płaczącej Marii, że jeśli podpisze podsunięte jej dokumenty, będzie mogła pójść do domu. Podpisała bez czytania, że trzykrotnie odbyła stosunek płciowy z Florianem S. Zmaltretowany Józef G. zeznał, że utrzymywał kontakty seksualne z Hedwigą N. Najgorsze miało dopiero nadejść. Nieletnia Maria trafiła najpierw do domu wychowawczego, a później do przeznaczonego dla dziewcząt obozu Uckermark. Hedwiga odsiedziała siedem miesięcy w więzieniu w Münster. Obaj Polacy zostali powieszeni.