Prom „Caledonia” z Odessy przypływa do portu Karakoy w Stambule w środy o 8 rano. To tradycyjny dzień dostawy nowego „towaru” do tureckich i bliskowschodnich burdeli. Na nabrzeże i do sąsiedniej dzielnicy Aksaray zjeżdżają właściciele domów publicznych ze Stambułu, Trabzonu, Ankary, Antalyi i innych miast. Każdy z nich przywozi po kilka tysięcy dolarów – wystarczy na 3–4 młode kobiety z Ukrainy lub Mołdawii.

Targu dobija się szybko, niemal na oczach dziewcząt. Zmęczone trwającą 38 godzin morską podróżą do ostatniej chwili wierzą, że czeka ich obiecana przez pośrednika praca w barze, sklepie lub nocnym klubie.

Ale pośrednik zniknął – zainkasował swoje 1000 dolarów i wkrótce wróci do kraju, gdzie znów rozpocznie polowanie na młode kobiety. Przywiezione przez niego dziewczyny są teraz w rękach hurtowniczki. Ta prowadzi je do portowego baru, gdzie umówieni wcześniej klienci mogą obejrzeć i wycenić „towar”. Jeśli obawiają się, że któraś z kobiet zaczyna rozumieć, co się dzieje, hurtowniczka dyskretnie wsypie jej do szklanki z napojem środek usypiający lub narkotyk.

Sprzedane w knajpach na nabrzeżu dziewczyny są pakowane do samochodów. Wkrótce rozpoczną podróż do koszmaru, jakiego nie spodziewały się w najgorszych snach. Pozostałe, w towarzystwie innych hurtowników, docierają taksówkami do dzielnicy Aksaray – największego targu niewolników w Europie.

Aksaray to wielkie centra handlowe i podziemne parkingi wokół ulicy o tej samej nazwie. Właśnie na nich zawiera się transakcje kupna i sprzedaży młodych kobiet. Miejsce jest dobre, gdyż Aksaray leży pomiędzy dwoma policyjnymi dystryktami Stambułu – Fatih i Eminonu. Funkcjonariuszom żadnego z nich nie chce się wkraczać na tę „ziemię niczyją”. Jeśli ktoś sprawia kłopoty, po prostu przeganiają go z jednej strony ulicy na drugą.

Władzę nad Aksaray sprawują potężne rosyjsko-tureckie grupy przestępcze, których wpływy rozciągają się od Sankt Petersburga i Moskwy na północy do Dubaju i Tel Awiwu na południu. To na ich zlecenie pracują setki „łowców”, „kurierów” i „hurtowników”, których zadaniem jest zaspokoić coraz większy popyt na seksualne niewolnice o białej skórze i jasnych włosach. Niewolnice, które jeszcze nigdy nie były tak tanie jak dziś.

Handel żywym towarem, a szczególnie młodymi kobietami sprzedawanymi w celu seksualnego wyzysku, na początku XXI wieku przeżywa niebywały rozkwit. Ponad 150 lat od zniesienia niewolnictwa kilkaset tysięcy kobiet rocznie jest sprzedawanych na całym świecie, a ich ceny spadły do najniższego poziomu w historii.

 

Łowcy  i ich ofiary

 

Katia, 26-latka z Mołdawii, chciała otworzyć niewielki sklepik z materiałami biurowymi. Na wyjazd do Stambułu namówił ją Vlad, znajomy męża. Długo przekonywał, że najlepszym miejscem do zakupu towaru będzie bazar, na którym ma wielu znajomych i może wynegocjować lepsze ceny. W końcu Katia wsiadła z Vladem na prom w Odessie. Jej mąż Viorel nie mógł jechać z powodu problemów z paszportem.

W Stambule Vlad zawiózł Katię do Angeli, rosyjskojęzycznej kobiety, która wyszła za mąż za Turka. Miała pomóc w zakupach. W barze, gdzie doszło do spotkania, Katia po kilku łykach piwa poczuła, że traci przytomność.

Ocknęła się w samochodzie, obok Angeli i kilku nieznanych mężczyzn. Była noc, jechali pustą drogą przez góry. Wpadła w panikę. Wtedy Angela powiedziała jej, że została sprzedana przez Vlada za 1000 dolarów. A teraz ona sprzeda ją następnemu odbiorcy.

Transakcja odbyła się w opuszczonym domu na pustkowiu. We wszystkich oknach były kraty. Kolejnym właścicielem Katii został mężczyzna, który przedstawił się jako Apo. Jak się później okazało – właściciel kilkunastu burdeli w turystycznych ośrodkach Turcji. Gruba ryba w miejscowym seksbiznesie.