9 stycznia 2015 roku Mandy Len Catron ogłosiła na łamach „New York Timesa”, że jest zakochana. Z wzajemnością! Informacja poszybowała w świat z szybkością internetu. Do mnie wiadomość dotarła z ulicy Marynarskiej w Warszawie, czyli redakcji „Focusa”, a dzień później została potwierdzona przez znajomego dziennikarza z Tel Awiwu („Przeczytaj to koniecznie!”) i koleżankę z Londynu („Inspirujące!”).

Nie, Mandy Len Catron nie jest  celebrytką, której romanse byśmy śledzili. To szerzej nieznana wykładowczyni anglistyki na uniwersytecie w Vancouver (na zdjęciach widać szczupłą blondynkę koło trzydziestki), która zakochała się w swoim dawnym koledze ze studiów. To, co tak zelektryzowało wszystkich, to sposób, w jaki do zakochania doszło.

 

Love z laboratorium

W 1997 roku dr Arthur Aron, psycholog ze State University of New York w Stony Brook, przeprowadził naukowy eksperyment dotyczący budowania bliskości i intymności. Dwoje nieznajomych wchodziło do sali dwoma różnymi wejściami, siadało naprzeciwko siebie i przez 45 minut zadawało sobie nawzajem pytania z przygotowanej przez psychologa listy (3 zestawy, każdy po 12 pytań). Po kwadransie należało przejść do kolejnego zestawu (niezależnie od tego, czy się poprzedni skończyło, czy nie), po czym przez cztery minuty patrzeć sobie w oczy.

W opisie badania psycholog wyjaśnia, że rozwój relacji międzyludzkich opiera się na postępującym, wzajemnym i osobistym procesie odsłaniania się przed drugą osobą. Dlatego kwestionariusz jest skonstruowany tak, aby rozmowa zaczęła się od błahych i bezpiecznych pytań, a skończyła na próbie wspólnego naprawienia problemu, który trapi jedną z osób. W badaniu wzięły udział zarówno pary mieszane, jak i jednopłciowe (heteroseksualne kobiety). Wszystko działo się pod okiem naukowców, w warunkach klinicznych. Mało romantyczne? Ale działało. I to jak! Jedna z par, która poznała się podczas doświadczenia, pół roku później wzięła ślub. Na uroczystość został zaproszony dr Aron z całym zespołem.

Mandy Len Catron zaproponowała podobną psychozabawę znajomemu ze studiów, którego od czasu do czasu spotykała na siłowni. Zamiast do laboratorium, wybrali się do baru. 36 pytań dr. Arona wygooglowali w smartfonie. Efekt? „Tak, potwierdzam, zakochaliśmy się w sobie” – napisała w liście do redakcji. „Być może stałoby się tak i bez tego doświadczenia, ale to ono stworzyło drogę do naszego związku. (…) Miłość nie przydarzyła nam się ot tak. Kochamy się, bo dokonaliśmy takiego wyboru”.

Wybór... No właśnie, kogo wybrać na partnera w tym doświadczeniu? Bo i ja postanowiłam (dla czytelników wszystko!) sprawdzić, czy zabawa w 36 pytań działa. Przyznam, że mocno wątpiłam w to amerykańskie love story. Czego nie można powiedzieć o koledze, któremu z marszu zaproponowałam ten eksperyment. Powiedziałam, że przygotowuję taki a taki materiał, że potrzebuję pomocy. Znamy się od lat, lubimy, pomagamy sobie przy różnych artykułach (tak jak ja jest dziennikarzem), myślałam, że zrozumie. „Anita, a jak zaiskrzy?! Przecież ja mam żonę i dzieci!” – był solidnie przerażony. No tak, ryzyko, że się w sobie po latach zakochamy było bliskie zeru, ale – widać – jednak było.

Zrobiłam listę kandydatów i po kolei skreślałam tych, którzy moją propozycję mogliby niewłaściwie odczytać. Zadzwoniłam do najbardziej wyluzowanego z nich. Zgodził się bez problemów. Nie, nigdy nas nie łączył żaden romans czy flirt, nie znaliśmy się też zbyt dobrze – to były plusy. Minusem było natomiast to, że Piotr mieszka 300 km od Warszawy. „Najwyżej będę do ciebie przyjeżdżał na weekendy” – zażartował. Weekend zresztą właśnie się zbliżał, a on miał w planie przyjazd do Warszawy i zatrzymanie się u wspólnego przyjaciela. Umówiliśmy się, że spotkamy się w mieszkaniu Marcina, przy  jego dyskretnej obecności w drugim pokoju.

Przyznam szczerze, że tuż przed drzwiami dopadła mnie trema. Jakbym szła na prawdziwą randkę! Czyżbym weszła w rolę? A może to tak właśnie działa? – przyszło mi do głowy. Na szczęście Piotr od razu przekuł romantyczny balon: „Dobra, dawaj te pytania!” – zagaił. „Gdybyś mogła zaprosić na obiad dowolną osobę na świecie, kto by to był?