Jan Długosz w swoich „Rocznikach” zapisał pod datą 1330: „Karol, król węgierski i Elżbieta królowa, niespodziewanie przy obiedzie od pewnego szlachcica, Felicjana, który ich oboje wraz z synami chciał zamordować, mszcząc się za wydanie córki swojej Kazimierzowi, królewiczowi polskiemu, na sromotę, odnoszą rany; poczem Felicjan z całą rodziną swoją ginie śmiercią okrutną. Od tego czasu dopiero wszystkie klęski zwaliły się na Węgrów, a Kazimierz zszedł z świata bezpotomnie”. Czyli, krótko mówiąc: goszcząc na dworze węgierskim, królewicz Kazimierz rzekomo zgwałcił córkę miejscowego możnowładcy, za co ten w odwecie zaatakował parę królewską. Napastnik i jego rodzina przypłacili to życiem, a na Kazimierzu (później nazwanym Wielkim) zemściły się niebiosa…

Czy faktycznie? „Ze współczesnych badań węgierskich wynika, że królewicz raczej nie miał nic wspólnego z tym zamachem!” – mówi „Focusowi Historia” prof. Stanisław A. Sroka, mediewista, dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dlatego otwieramy śledztwo w sprawie Kazimierza Wielkiego, podejrzanego o gwałt, i jego siostry Elżbiety Łokietkówny, królowej węgierskiej, podejrzanej o pomocnictwo w przestępstwie.

DZIEWICA KLARA

Na przełomie 1329 i 1330 r., gdy 19-letni Kazimierz bawił na zaprzyjaźnionych Węgrzech, był od 4 lat żonaty z litewską księżniczką Aldoną Anną Giedyminówną (pierwszą ze swych czterech małżonek; kolejnymi stały się: Adelajda Heska, Krystyna Rokiczana oraz Jadwiga Żagańska). Na węgierskim dworze zjawił się, by wspomóc swego ojca Władysława Łokietka w montowaniu koalicji antykrzyżackiej. Ale młody człowiek, książę, a potem król, nie mógł przecież żyć samą polityką. „Kochliwości Kazimierza Wielkiego sprzyjały czy wręcz ją umożliwiały zasady życia codziennego dworu królewskiego. Prywatne życie monarchy uwarunkowane było także ówczesnym systemem sprawowania władzy, jak i faktem istnienia rozłącznych dworów i oddzielnego podróżowania króla i jego małżonek-królowych” – pisał prof. Józef Śliwiński w książce „Mariaże Kazimierza Wielkiego” (1987). 

W tych okolicznościach doszło do łóżkowej afery z węgierską dwórką Klarą Zach. Długosz donosił o tym wprawdzie aż półtora wieku później, zgromadził jednak tak dużo informacji, że nie można ich lekceważyć. „Cenimy Długosza jako historyka. Przekazywał rzetelnie stan swej wiedzy” – podkreśla prof. Sroka.

Długosz, ten swoisty świadek po latach, tak pisał o okolicznościach, w jakich miało dojść do gwałtu: „Kazimierz pragnący swojej chuci dogodzić, udał chorego i położył się w łóżku, po czym królowa węgierska Elżbieta, która go więcej nieco niż brata miłowała, wiadoma dobrze, iż to była choroba serca, a nie ciała, bo pochodziła z miłości ku dziewicy Klarze, przybywszy do niego niby w odwiedziny, powyprawiała z pokoju usługujących choremu domowników, pod pozorem jakoby coś tajemnego z nim mówić miała, a sama tylko pozostała z rzeczoną Klarą, która z nią razem przybyła”.

Następnie Elżbieta zostawiła dziewczynę, dobrze wiedząc, co jej grozi: „Wymówiwszy jakieś słowa pozorne, wyszła, a dziewicę Klarę u książęcia Kazimierza zostawiła na zgwałcenie, uważając je za niewielki występek i mniemając, że nawet nikt o nim wiedzieć nie będzie i że bynajmniej nie nadweręży dobrej sławy Klary”.

Trudno w to uwierzyć, choć romanse – i to często owocujące potomstwem z nieprawego łoża – były wówczas na porządku dziennym… 

W sprawie tej domniemanej afery narosło po wiekach wiele domysłów i prób interpretacji. „Jako ciekawostkę warto dodać, iż w literaturze wysunięto domysł, że romans z Klarą miał być »środkiem leczniczym dla dostojnego chorego (Kazimierza) przez królową węgierską obmyślonym, może nawet przez doktorów nakazanym«. Mianowicie jego autor uważał, iż po chorobie królewicza w 1327 r. rodzice wysłali go na Węgry, a lekarze mogli wówczas zalecić jakiś romans dla »wzmocnienia organizmu«” – wskazywał prof. Józef Śliwiński. 

Tak czy inaczej, po jakimś czasie Kazimierz wyjechał z Węgier  nieukarany. Jednak Klara Zach nie mogła żyć ze swoją hańbą. 

PRÓBA KRÓLOBÓJSTWA

Jak stwierdzał Długosz, dziewczyna zwierzyła się ojcu „zaklinając, aby się pomścił jej krzywdy. Jakoż Felicjan tknięty nią do żywego, postanowił zgładzić króla i pana swego, Karola, wraz z Elżbietą królową i ich dziećmi, wiedząc, że książę Kazimierz z Węgier uszedł do Polski”. 

W ten sposób za przestępstwo królewicza Kazimierza miała zapłacić węgierska rodzina królewska. Atak Felicjana Zacha, choć wynikły z gniewu, był precyzyjnie zaplanowany: „Jakoż gdy król Karol (…) w dworcu królewskim pod zamkiem Wyszehradem z żoną swoją, Elżbietą królową i dwoma synami, Ludwikiem i Andrzejem, obiadował, nie mając przy sobie nikogo z rycerstwa i straży prócz małej liczby domowników usługujących do stołu, Felicjan wraz z synem i kilku pachołkami korzystając z zwykłego sobie zaufania wpadł podczas obiadu i z największą gwałtownością, jaką nadzieja tak wielka lub ostateczna rozpacz sprawiać może, wymierzył sztylet na króla i królową”.

Napad zamienił się jednak w masakrę: „Przerażeni tak nagłym niebezpieczeństwem, gdy dla zasłonienia głowy przed grożącym ciosem ręce podnieśli, król Karol w rękę otrzymał krwawą, jednakże nie bardzo szkodliwą ranę, Elżbieta zaś królowa u ręki prawej, którą zwykła była sieroty i ubogich żywić, nędzarzów wspomagać, szaty i ozdoby kościelne wyszywać i inne pobożne wypełniać uczynki, cztery utraciła palce”.

Ale Felicjan nie poprzestał na parze królewskiej (tym bardziej że wedle jednej z kronik król Karol Robert dzielnie schował się pod stół). „Potem jakby zwierz wściekły, rzucił się morderca na dwóch braci królewiczów”, jednak „ochmistrze i nauczyciele królewskich synów, zasłoniwszy ich sobą z własnym niebezpieczeństwem, udaremnili zamach”.