Tej niejasności świadomi byli paryscy gospodarze Gralewskiego. „Jeszcze przysłał kartkę z Hiszpanii do Żarnowskich, że dojechał szczęśliwie, że wszystko dobrze. Potem była ta historia śmierci Sikorskiego i to był ogromnie niebezpieczny okres. Żarnowscy zniszczyli tę kartkę od Gralewskiego, bo się bali jakiejś rewizji, a ponieważ on tutaj mieszkał trzy miesiące, oni nie mieli odwagi zachować tej kartki” – opowiadała Wolska-Conus.

Czyli Żarnowscy, choć nie bali się przechowywać radiostacji, „nie mieli odwagi zachować kartki”. Czy mieli jakieś przypuszczenia co do „katastrofy” gibraltarskiej i tego, co stało się z Gralewskim, nie wiadomo. Więcej nie wyjaśni już też 93-letnia p. Wanda. Jak się dowiedzieliśmy we Francji, „mieszka teraz w domu opieki i jej kontakt z rzeczywistością jest nikły”…

Piekło w Miranda De Ebro

Zanim udało mu się dotrzeć do brytyjskiego Gibraltaru, Gralewski został zatrzymany we frankistowskiej Hiszpanii. Uwięziony, trafił pod koniec maja 1943 r. do obozu koncentracyjnego w Miranda de Ebro. 

Leopold Tebinka, inny z osadzonych tam Polaków, tak wspominał warunki: „Obóz Miranda de Ebro zajmował kilkadziesiąt hektarów podmokłego, malarycznego terenu położonego w zakolu rzeki, która stanowiła jego naturalną granicę z dwóch stron. Z dwóch pozostałych obóz otaczały zasieki z drutu kolczastego, z których co kilkadziesiąt metrów wyrastała wieżyczka obserwacyjna”. Osadzeni musieli pracować nie tyle, by coś zbudować, ile by umierać z wyczerpania. „Z koszami na ramionach, popędzani kijami przez strażników, ustawialiśmy się w szeregu naprzeciw niewielkiej kupy kamieni. Na rozkaz zdejmowaliśmy kosze, na rozkaz inna grupa więźniów napełniała kosze kamieniami, na rozkaz dźwigaliśmy kosze i przemierzaliśmy całą szerokość obozu, by w końcu wysypać kamienie na inną kupę. I tak dzień po dniu. (…) Zdawało nam się, że świat o nas zapomniał. Obóz Miranda de Ebro zaplanowany i urządzony był tak, by zabijać – i rzeczywiście wielu więźniów zmarło na naszych oczach” – wspominał Tebinka (na stronie Swiadkowiehistorii.pl). 

Przez tę „placówkę” przeszło wielu Polaków, starających się dostać przez Hiszpanię i Portugalię do polskiej armii w Wielkiej Brytanii. Do Miranda de Ebro trafił m.in. młody Antoni Kępiński, w przyszłości sławny psychiatra. Swoje doświadczenia wykorzystał potem w pracy terapeutycznej i naukowej ze straumatyzowanymi ofiarami obozów hitlerowskich. W Miranda de Ebro przesiedział prawie 3 lata, w kwietniu 1941 r. został tam brutalnie pobity, zwolniono go dopiero w marcu 1943 r. (trafił na Gibraltar, gdzie po śmierci Sikorskiego był jednym z tych, którzy na barkach nieśli trumnę ze zwłokami generała).  

Kilka miesięcy przed zatrzymaniem Gralewskiego w obozie doszło nawet do strajku głodowego 4 tys. zbuntowanych więźniów (ponad trzydziestu narodowości), w tym 700 Polaków. Sam kurier znalazł się tam w okresie, gdy represje ze strony strażników zelżały. „Przywieziono nas tu wczoraj w nocy. Cały wielki transport – 1000 ludzi. Siedzę w derce na brudnej podłodze pierwszego piętra naszego baraku. Pchły jedzą mnie, a ja jem pomarańczę” – pisał 27 maja. Gralewski na warunki bardzo nie narzekał. Bardziej na to, że „godziny rozdymają się chorobliwie”, a on czeka, kiedy wyjdzie na wolność.

Wyciągnęli go stamtąd podobno Anglicy. Nie znam jednak szczegółów” – wyznała żona Gralewskiego po latach. „Wojenne odcinki” męża z Hiszpanii dostała od Brytyjczyków, którzy znaleźli je („wyłowili”) po katastrofie gibraltarskiej…

Tajemnica Gibraltaru

Gralewski, wyszedłszy z obozu po paru tygodniach, przez Madryt dotarł na Gibraltar w sam raz, by spotkać się z Sikorskim. Ten zaprosił ponoć kuriera do samolotu. Gralewski zanotował w dzienniku dla żony feralnego 4 lipca 1943 r.: „No, ten etap się kończy i to w sposób niespodziewanie efektowny. Dziś wieczorem opuszczam Gibraltar. Boję się, że dostanę rugę od »starszego pana« [Sikorskiego – przyp. red.] za moją rozmowę w Madrycie [Gralewski w drodze na Gibraltar był u polskich i brytyjskich przedstawicieli w stolicy Hiszpanii, domagając się pomocy – przyp. red.]. Ale będę się bronił. Co najważniejsze rysuje się pomyślnie perspektywa na przyszłość... Jeszcze tylko trochę... Już niedługo... Nie mogę pisać, tyle się we mnie kłębi uczuć i myśli. Nareszcie osiągnąłem ten stopień napięcia życia, że uniemożliwia on autorefleksję. Dopiero kiedyś, później potrafię może – i będzie to stokroć bardziej upajające – opisać dziejące się dziś zdarzenia”…

Co było dalej, nie wiadomo. Są nawet hipotezy, że na Gibraltarze pojawił się sobowtór Gralewskiego lub że on sam nie miał czystych intencji. Nic nie jest jednak pewne. „Jeżeli Gralewskiego zastrzelono, to nie był to ani spontaniczny samosąd, ani efekt jakiegoś sądu kapturowego, lecz uczynili to zamachowcy” – uważa Kisielewski. Podkreśla, że o kompromitacji dotychczasowej brytyjskiej wersji przesądzi albo brak wspomnianych obrażeń kośćca Gralewskiego, albo negatywny wynik analizy porównawczej jego DNA. Najpierw jednak musiałoby dojść do tych badań, a tu sprawa się skomplikowała!

Kwestia ekshumacji

IPN wycofał się bowiem z wcześniejszych planów ekshumacji (być może pod wpływem artykułów w prasie o „marnowaniu” pieniędzy na rozkopywanie grobów i „historii”).