Najnowszy iPhone 8, który ma trafić na rynek jesienią, prawdopodobnie będzie wyposażony w bezprzewodową ładowarkę. Według niepotwierdzonych pogłosek pozwoli ona na ładowanie baterii nawet z odległości kilku metrów. Jeśli tak się stanie, Apple dołączy do grona firm, które coraz mocniej stawiają na wizję przyszłości bez kabli.

Jest wśród nich także wytwórnia Disneya, która w swych laboratoriach pracuje nad nowymi metodami przesyłania energii. Niedawno zaprezentowała przełomowe rozwiązanie – system bezprzewodowego ładowania, który obejmuje całe pomieszczenie. „Można do niego podłączyć wiele urządzeń jednocześnie: telefon, zdalnie sterowany samochód, wentylator, lampę...” – wyliczają inżynierowie Disneya. Czy w niedalekiej przyszłości będziemy mieli takie technologie w naszych mieszkaniach?

„Teoretycznie moglibyśmy w ten sposób przesyłać energię w zasadzie do wszystkich domowych urządzeń, ale w praktyce niekoniecznie musi to mieć sens. Podstawową przeszkodą są tu prawa fizyki” – wyjaśnia dr Cezary Worek z Katedry Elektroniki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

NA POCZĄTKU BYŁY SZCZOTECZKI

Statystyki mogą napawać optymizmem. Według badań agencji IHS już 16 proc. konsumentów codziennie korzysta z bezprzewodowych ładowarek. Jednak lwia część tego rynku to stosunkowo niewielkie urządzenia – zwłaszcza te, z których korzystamy w łazience. W pomieszczeniu tym panują specyficzne warunki. Najczęściej jest tam wilgotno, co sprzyja awariom urządzeń elektrycznych. Pierwsi zrozumieli to producenci szczoteczek do zębów. Większość tych urządzeń korzysta dziś z tzw. ładowarek indukcyjnych.

Jak to działa? W stojaku na szczoteczkę znajduje się cewka – mały zwój przewodu. Stojak podłączony jest do gniazdka. Kiedy przez cewkę przepływa prąd, powstaje pole magnetyczne. Podobny zwój przewodu znajduje się w szczoteczce. Gdy pole magnetyczne dociera do niego, zachodzi zjawisko indukcji – w cewce zaczyna płynąć prąd, który ładuje akumulator urządzenia. Rozwiązanie jest wygodne, ale ma podstawową wadę – działa tylko na krótki dystans. Szczoteczka musi stać dokładnie na swoim stojaku, bo inaczej nie będzie się ładować.

System pokazany przez Disneya i podobne rozwiązania, które są już na rynku (i z których może skorzystać Apple), działają na trochę innej zasadzie. Wykorzystują tzw. sprzężenie magnetyczne obwodów rezonansowych, które wchodzi w interakcje praktycznie tylko z odbiornikiem w zasilanym urządzeniu. To zjawisko jest podobne do tego znanego z akustyki. Jeżeli uderzymy w pianinie klawisz
A, to struna A w gitarze po drugiej stronie pokoju zacznie wibrować. Jeżeli wejdziemy do pomieszczenia, w którym stoją szklanki wypełnione w różnym stopniu wodą i zaśpiewamy jeden konkretny dźwięk, to jedna ze szklanek nam odpowie, a pozostałe będą milczeć. W przypadku sprzężenia magnetycznego oznacza to, że można przesyłać energię na większe odległości z mniejszymi stratami.