Bogaty jak żebrak: najlepsi żebracy zarabiają jak menedżerowie

Andrzej Fedorowicz

Dziennikarz, współpracownik organizacji pozarządowych, prowadzi szkolenia oraz projekty internetowe. Specjalizuje się w tematyce kryminalnej.

Chociaż ich metody znane są od średniowiecza – wciąż się na nie nabieramy. Dzięki temu najlepsi żebracy na świecie zarabiają tyle, ile menedżerowie w dobrze prosperujących firmach.

Kiedy dwaj policjanci z Oklahoma City zostali w lipcu wezwani do żebrzącego przy autostradzie mężczyzny, byli przekonani, że znajdą starszego, brudnego i schorowanego człowieka. Tymczasem przywitał ich ubrany w kwiecistą koszulę, szczupły 45-latek, Shane Warren Speegle. „A gdzie ja bym tyle zarobił?” – odpowiedział pytaniem na pytanie policjanta, który chciał wiedzieć, dlaczego zdrowy mężczyzna w tym wieku nie pójdzie do pracy. „W zeszłym roku zgarnąłem z żebrania 60 tys. dolarów bez podatku” – dodał, a osłupiałym funkcjonariuszom, których dochody były dwa razy niższe, zrzedły miny.

„Żebractwo to zawód, większość ludzi nie robi tego z konieczności, tylko z wyboru” – mówi dr Kazimiera Król z Poznania, która we współpracy z opieką społeczną i strażą miejską prowadziła skierowaną do żebraków akcję pomocy. Dr Król była przekonana że ludzie żebrzą z powodu nędzy. Tym większe było jej zdziwienie, gdy okazało się, że na 44 żebrzących w Poznaniu tylko kilku chciało skorzystać z jej pomocy, a na 80 żebrzących w Krakowie – tylko jeden. 

Według obliczeń dr Król, wśród działających w Polsce około 100 tys. zawodowych żebraków jedynie 10 proc. stanowią osoby naprawdę potrzebujące. 

Szacuje też, że dzienny zarobek żebraka w Polsce wynosi 200–500 złotych. Jej samej podczas przeprowadzanych na użytek swoich badań żebrów udawało się uzbierać nawet 70 złotych w ciągu godziny. 

„Takie dochody trudno osiągnąć w większości innych zawodów, szczególnie, że nie są one opodatkowane” – komentuje badaczka. „W Krakowie spotkałam żebraczkę, która była właścicielką kilku kamienic. Inna z tego miasta miała wynajętego ochroniarza, któremu przekazywała zarobione pieniądze. Kolejna zwierzyła mi się, że żebrząc, zarobiła na mieszkanie dla wnuczki”.

Powtarzane od pokoleń opowieści o bogactwach, gromadzonych przez ulicznych żebraków, znajdują więc potwierdzenie w faktach. Nie tylko zresztą w Polsce. Zanim Shane Warren Speegle z Oklahoma City trafił na czołówki serwisów informacyjnych, największą sławą wśród żebraków cieszył się Australijczyk Ken Johnson, który na stałe wpisał się w krajobraz biznesowej dzielnicy Sydney.

„Potrzebuję wsparcia dla dużych wydatków rodzinnych, w tym na coraz droższe leki. Proszę zostaw mnie w spokoju, jeśli masz paskudny zwyczaj obrażania ludzi” – głosi tablica, przy której przesiaduje.

Johnson nie ukrywa swoich dochodów. „Najlepiej zarabiam w piątki – około 250 dolarów” – zwierzył się lokalnej telewizji. „W słabsze dni od 75 do 150 dolarów. Mój rekord to 400 dolarów jednego dnia” – przyznaje, szacując swoje roczne dochody na ponad 50 tys. australijskich dolarów, czyli ok. 175 tys. złotych. Wydatki ma niewielkie: nie płaci za dom, nie pije ani nie pali. Część zarobionych pieniędzy przekazuje znajomym, część wpłaca do banku.

Korporacja z nieograniczoną  odpowiedzialnością

Żebracy byli od zawsze stałym elementem miejskiego krajobrazu. W XVIII wieku stanowili 25 proc. mieszkańców Bolonii, a na początku rewolucji przemysłowej – aż 10 proc. całej ludności Francji i Wielkiej Brytanii. W 1496 roku uchwalono pierwsze regulacje dotyczące żebractwa w Polsce. Ustalono, że osoby niezdolne do pracy mają mieć wyznaczone stałe miejsca do żebrania, a zdolnym do pracy nie wolno żebrać pod groźbą przymusowej służby u starosty. 

Dziś zbieranie jałmużny bywa legalne, jak np. w Finlandii, albo jest ograniczane przez władze. W  niektórych stanach USA nie wolno żebrać po zmierzchu, a robienie tego w odległości mniejszej niż 15 metrów od bankomatu jest przestępstwem. Wiele miast, szczególnie tych chętnie odwiedzanych przez turystów, próbuje zwalczać uciążliwy dla gości proceder. Gdy cztery lata temu władze Wenecji zdecydowały się pójść na wojnę z  tamtejszymi żebrakami, Caritas policzył, że zgarniają oni rocznie z jałmużny 10 mln euro. Ustalono też, że 30 miejsc w  mieście było na stałe zajętych przez żebracze korporacje, a praca odbywała się na trzy zmiany. W szczycie sezonu jeden żebrak mógł tam zarobić nawet 500 euro dziennie. Większość z tej kwoty musiał jednak oddać nadzorcom, tworzącym korporacyjny system, który dziś sprawdza się w tej branży równie dobrze, jak w średniowieczu.

Udowodnili to m.in. dziennikarze brytyjskiej telewizji BBC, którzy przez rok nagrywali ukrytą kamerą działalność żebraczych grup Romów w  Londynie. Ich główną siłą roboczą były dzieci, które przesiadywały w okolicach odwiedzanego przez bogatych turystów z krajów Zatoki Perskiej meczetu przy Regent Park. Śledząc dzieci, reporterzy dotarli do domu w Ilford pod Londynem, gdzie na podjeździe stała sportowa terenówka BMW X5. Reporterzy ustalili, że jeden mieszkający w Londynie romski czterolatek przynosił swoim rodzicom 100 tys. funtów rocznie. Na tę kwotę składały się zarówno wyżebrane przez niego pieniądze, jak i zapomogi wyłudzone z opieki społecznej. 

  • Kategoria: Człowiek
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze