Kompostowanie ciała

Promesja to najbardziej naturalna metoda pochówku – mówi Susanne Wiigh-Mäsak z firmy Promessa. Zobacz materiały dodatkowe do wywiadu z „Focusa“ nr 11/2011

http://www.focus.pl/czlowiek/w-kompost-sie-obrocisz-ekologiczny-pogrzeb-8647

Jan Stradowski: Opracowana przez Ciebie metoda polega na zamrażaniu ciała, zamienianiu go w pył, a potem zakopywaniu w płytkim grobie, by uległo skompostowaniu. Czy nie brzmi to trochę przerażająco?

Susanne Wiigh-Mäsak: Wbrew pozorom coraz mniej osób unika dziś tego tematu. Owszem – rozkład, gnicie czy robaki to dość przerażające rzeczy, ale skoro jest mniej straszna alternatywa, to można o niej spokojnie rozmawiać. Wielu ludzi jest tym zainteresowanych, o czym przekonujemy się na naszym profilu na Facebooku.

J.S.: Napisałaś tam niedawno, że chcecie stworzyć społeczność zwolenników promesji.

SW-M: To Prolifera – organizacja non-profit dla tych, którzy będą chcieli kiedyś skorzystać z opracowanej przez nas metody. Będą mogli wydrukować oświadczenie woli lub prawnie wiążący dokument dla rodziny. Rejestracja i członkostwo są bezpłatne. Chcemy stworzyć forum do swobodnej dyskusji na ten temat, a Facebook jest dla nas cenną lekcją w tym zakresie. Nasza firma ma być bardzo otwarta, bardzo transparentna – uważamy, że najważniejsza jest tutaj edukacja.

J.S.: Czy internet to dla Ciebie dobre narzędzie edukacyjne?

SW-M: Kiedy miałam 17 lat, postanowiłam zrobić coś dobrego dla środowiska. Chciałam wejść na najwyższą górę, jaką uda mi znaleźć, by w ten sposób móc dotrzeć do wszystkich ludzi na świecie. Trochę mi było przykro, gdy okazało się, że nie ma takiej góry. Ale teraz już jest – poprzez internet czy Facebooka mogę komunikować się z całym światem i bardzo mi się to podoba.

J.S.: Skoro o świecie mowa – słyszałem, że promesją są zainteresowani wyznawcy zoroastrianizmu z Indii?

SW-M: Dla nich to jedyna alternatywa dla tzw. wież milczenia, w których od tysiącleci zostawiali swoich zmarłych, gdzie ich ciała zjadły sępy. Zapewne niedługo pojedziemy do Indii i mamy już osobę, która chce być tam naszym „ambasadorem” – to zoroastrianin, który rozmawiał już z kapłanami i współwyznawcami. Ale to zupełnie inny kraj i zupełnie inny rynek. Mamy nadzieję, że uzyskamy wsparcie indyjskiego rządu, dzięki któremu będzie można obniżyć cenę procedury.

J.S.: Wracając do edukacji – jakie są Twoje dalsze plany?

SW-M: Zamierzamy szkolić nauczycieli, stworzyć ruch społeczny, zwiększać świadomość ekologiczną. Ona powinna dotyczyć nie tylko życia, ale i tego, co się dzieje po śmierci – z nami, z naszymi zwierzętami domowymi, gospodarskimi itd. To wielkie wyzwanie, dlatego zaczęłam pisać książkę – w zasadzie szkolny podręcznik ekologicznego stylu życia. Pomysł podsunęli mi koledzy jednej z moich córek. Studiowała florystykę, a gdy jej nauczyciele zorientowali się, jak wiele wie o ekologii, poprosili mnie o prowadzenie wykładów dla 300 studentów rocznie. Floryści zajmują się m.in. dekoracją trumien, więc zależało mi na zwiększaniu ich świadomości ekologicznej. Wszystkim spodobała się idea promesji, a po zajęciach poprosili mnie o napisanie książki.

J.S.: Ale nie będzie ona poświęcona wyłącznie kompostowaniu zwłok?

SW-M: Nie, chcę napisać w niej o wielu aspektach codziennego życia, o wyborach, których dokonujemy. Natomiast druga książka, nad którą pracuję będzie poświęcona naszej drodze – naszemu projektowi od początku aż do otwarcia pierwszego promatorium na świecie. Mam nadzieję, że jesienią przyszłego roku napiszę jej ostatni rozdział.

Jan StradowskiJ
Napisane przez

Jan Stradowski

Zastępca redaktora naczelnego „Focusa”, z wykształcenia lekarz, z zamiłowania biolog i przyrodnik. W Radiu TOK FM prowadzi audycję „Człowiek 2.0”. Więcej: www.stradowski.net