Focus.pl

Formularz logowania
Formularz wyszukiwania
  1. szukaj
  1. Newsy
  2. Foto
  3. Video
  4. Rozrywka
  5. Gadżety
  6. Warto wiedzieć
  7. Magazyn
  8. Jak to działa
  9. Forum

Pytia znad Renu

30/01/12
Madame Buchela była Cyganką, ale uniknęła śmierci z rąk hitlerowców. Potem została wróżką kanclerza Adenauera i ulubienicą niemieckich mediów.

Margarethe Meerstein była prostą kobietą. Jej ojciec Anton zarabiał jako domokrążca i muzyk. Matka Josephina zajmowała się dziećmi. Twierdziła, że Margarethe urodziła 12 października 1899 r. w szczerym polu gdzieś koło Honzrath. Ponieważ była burza, poród odbył się pod rozłożystym bukiem. Bez komplikacji, jakkolwiek fakt ten miał pewien wpływ na dalsze życie dziecka. Z czasem, gdy w Niemczech zrobiło się o niej głośno, Margarethe postanowiła wybrać sobie pseudonim. Powstał właśnie od owego buku. W języku niemieckim buk to „Buche” – stąd Madame Buchela.

WOJNA ZAMIAST RODZINY

Nie kończyła żadnych szkół. Czytać i pisać nauczyła się podczas pobytu w sierocińcu. Trafiła tam po śmierci swego brata Antona, który postrzelił się, gdy czyścił broń ojca. Ponoć Margarethe przepowiedziała matce jego śmierć. Miała wtedy 8 lat i wyróżniała się zdolnościami wróżbiarskimi. Już wówczas z tyłu wędrownego wozu cygańskiego wróżyła innym dzieciom. Jednak z tamtych czasów nie zostały jej najlepsze wspomnienia. Życie w cygańskim taborze tylko z pozoru wydaje się wesołe. „Byłam dzieckiem Cyganów, bez żadnego mienia i majątku – wspominała po latach. – Moja przyszłość była z góry ustalona. W życiu nic innego mnie nie czekało, jak tylko wędrówka od wsi do wsi, z miasta do miasta, skąd z reguły przeganiali nas albo podejrzliwi mieszczanie, albo też nieufni chłopi”. Nawet proboszcz sądził, że Cyganie „chcieli mu kościół obrabować”.

Śmierć Antona rozdzieliła rodzinę. Nakazem sądowym Margarethe umieszczona została w sierocińcu sióstr Boromeuszek w St. Wendel, gdzie ponoć straciła na pewien czas zdolności jasnowidzenia. Pomimo surowych zasad, którymi się tam kierowano, pobyt w zakładzie wspominała dobrze. Przede wszystkim dlatego, że każdego traktowano jednakowo, niezależnie od pochodzenia i koloru skóry. „Po raz pierwszy od lat śmiałam się tu prawdziwie i głośno” – wspominała Buchela po latach.

Dar jasnowidzenia odzyskała wkrótce po opuszczeniu sierocińca. Podjęła wtedy pracę w Lebach jako służąca, ale nie trwało to długo. Niebawem przeniosła się do Kolonii, do swojej matki, i wspólnie zarabiały na życie drobnym handlem. Chodziły po domach i sprzedawały koronki. Jednak Bucheli bardzo szybko zbrzydło takie życie. Chciała wyjść za mąż i mieć dzieci. Tylko że matka się temu sprzeciwiała. Bała się uszczuplenia dochodów rodziny. W końcu jednak Margarethe dopięła swego. Poślubiła Adama Goussanthiera i razem z nim przeniosła się do Stotzheim.

Niebawem do władzy doszli naziści i pozbawili ją niemal wszystkiego. W obozach koncentracyjnych zginęła matka Bucheli i wielu jej krewnych. Mąż dostał powołanie do wojska i wyruszył na front. Ona sama zaś żyła w biedzie. Znowu utrzymywała się z pokątnego handlu i wróżenia zaufanym klientom. Wiedziała, jakie grozi jej niebezpieczeństwo. Na krótko zatrzymano ją nawet w obozie, została jednak z niego zwolniona wraz z trójką spokrewnionych z nią dzieci. Ostatecznie doczekała końca wojny. Do domu wrócił też Adam Goussanthier, jednak zmarł już w lipcu 1945 r. na zapalenie płuc, którego nabawił się w okopach. Margarethe została sama.

Koronowana głowa, nie koronki

Wróciła więc do Kolonii, do swych koronek. Sprzedawała je, chodząc od domu do domu, a gdy ktoś sobie tego życzył, stawiała karty. Ponieważ po wojnie ubodzy ludzie koronek nie kupowali, pukała do drzwi bogatszych domów. Tym sposobem trafiła do willi księżnej Evy Esfandiary Bachtiari i jej córki Sorai. Gdy w 1948 r. tej ostatniej przepowiedziała męża w cesarskiej koronie, zapewne nawet nie przypuszczała, że już niebawem przepowiadanie przyszłości stanie się jej głównym źródłem utrzymania.

Soraya była córką księcia Chalila Esfandiary Bachtiariego, irańskiego ambasadora w RFN, pochodziła z jednego z najświetniejszych rodów Persji. Zanim wyszła za Rezę Pahlawiego, szacha Iranu, uczyła się w Szwajcarii. W 1948 r. zaczęła studia w Londynie i to wtedy właśnie jeden z krewnych zrobił jej zdjęcie. Gdy fotografię pokazano dopiero co rozwiedzionemu szachowi, zafascynowała go uroda młodej dziewczyny. W 1951 r. odbył się ślub, który swą oprawą przyćmił wszystkie inne. Dość powiedzieć, że na ceremonię zaproszono 1600 gości, a panna młoda miała na sobie suknię od Diora, ozdobioną 20 tys. ptasich piór i 6 tys. brylantów. Od tej chwili Sorayę tytułowano cesarzową Persji. A zatem przepowiednia się spełniła...

KANCLERZ CYGANKI

Spełniła się też wróżba Bucheli, dotycząca Konrada Adenauera. Zapowiadała, że zostanie kanclerzem Niemiec – i tak też się stało. Po raz pierwszy powierzono mu ten urząd w 1949 r. i odtąd sprawował go nieprzerwanie aż do 1963 r. Przepowiednia dla Adenauera, który zaliczał się do jej stałych klientów, przyniosła wróżbitce niemałą sławę.

Miała z tego tytułu sporo satysfakcji, nie mówiąc już o innych korzyściach. W 1961 r. przeniosła się do domu na Viktoriaberg w Remagen, który zapisały jej w spadku dwie wdzięczne za lukratywną poradę klientki. Jako Madame Buchela przyjmowała w tym domu nieraz ponoć nawet 40 osób dziennie, a prasa zaczęła określać ją mianem „Pytii znad Renu”. Poza tym prowadziła kącik wróżbiarski na plotkarskich szpaltach paru gazet, niejednokrotnie pojawiała się też w telewizji. Gdy w 1966 r. Niemcy grali z Anglikami o mistrzostwo świata w piłce nożnej, telewizja WDR zaprosiła ją do studia i poprosiła o wytypowanie wyniku. Madame Buchela przepowiadała remis 2:2 i niewiele się pomyliła. W regulaminowym czasie gry mecz w istocie zakończył się remisem 2:2, jednak później zarządzono dogrywkę, podczas której Anglicy strzelili dwie bramki. W rezultacie to oni zdobyli mistrzostwo świata.

Wróżby Madame Bucheli nie zawsze się sprawdzały. Najczęściej myliła się w typowaniu karier politycznych. W 1967 r. przepowiadała, że kanclerzem RFN zostanie Franz Josef Strauss, a tymczasem urząd ten objął Willy Brandt (1969). Mimo to wkrótce jej popularność jeszcze bardziej wzrosła.

W roli detektywa

Stało się to za sprawą zbrodni, popełnionej w składnicy amunicyjnej 261. Batalionu Strzelców Powietrznodesantowych w Lebach.

20 stycznia 1969 r. wtargnęli tam dwaj nieznani sprawcy. Zastrzelili czterech i ciężko zranili jednego żołnierza, po czym ukradli z magazynu trzy karabiny, dwa pistolety i amunicję. Policja wszczęła śledztwo, które długo nie przynosiło rezultatów. Tymczasem sprawcy napadu zaczęli rozsyłać listy z żądaniem okupu. Otrzymały je redakcje pism „Bild” i „Spiegel” oraz kilku biznesmenów. Pod jednym z takich listów widniał podpis: „Dr Sardo”.

W kwietniu 1969 r. w domu Madame Bucheli zjawiło się dwóch młodych ludzi, z których jeden podawał się za prywatnego sekretarza Sorai Esfandiary Bachtiari. Twierdził, że matka ekscesarzowej bardzo niepokoi się o jej przyszłość i prosi o spotkanie. Był tylko jeden warunek: spotkanie miało odbyć się gdzieś poza domem Madame Bucheli. Najlepiej w Kolonii, dokąd młodzi ludzie zaoferowali się zawieźć wróżbitkę samochodem. Warunek budził podejrzenia, nigdy przecież się nie zdarzyło, by ktokolwiek z rodziny Sorai stawiał tego typu żądania. Dlatego Madame Buchela uprzejmie odmówiła wyjazdu, a gdy młodzi ludzie opuścili jej dom, na wszelki wypadek spisała numer rejestracyjny ich samochodu.

Nie minęło od tego spotkania wiele czasu, gdy w telewizji nadano program kryminalny „Kartoteka XY…”. Kwietniowy odcinek niemal w całości poświęcony był śledztwu w sprawie zbrodni popełnionej w Lebach. Gdy padło nazwisko dr. Sardo, Madame Buchela od razu przypomniała sobie wizytę młodych ludzi. Pamiętała, że jeden z nich posługiwał się takim nazwiskiem. Zadzwoniła na policję i podała zapisany numer samochodu. Dzięki temu kilka dni później mordercy zostali schwytani.

W sprawie zbrodni w Lebach 70-letnia Madame Buchela nie musiała angażować pozazmysłowych zdolności. Morderców udało się schwytać dzięki całkiem przyziemnym podejrzeniom. Jednak wkrótce nikt w Niemczech już o tym nie pamiętał. Przeciętny Niemiec sądził, że skoro wróżka przyczyniła się do schwytania morderców, stało się to za sprawą jej zdolności paranormalnych. W ten sposób, poza nagrodą pieniężną za swój wkład w zatrzymanie sprawców, „Pytia znad Renu” zyskała uznanie i wielką popularność. W latach 70. ubiegłego stulecia wielu Niemców uważało ją za jedną z najbardziej wpływowych kobiet w RFN. Zmarła 8 listopada 1986 r. w klinice w Bonn. Miała wtedy 87 lat.

 

  • Dodaj do:

Zobacz także

Autor artykułu

  • Paweł Pizuński
    Paweł Pizuński

    Historyk. Napisał m.in. książki: „Krzyżacy od A do Z”, „Poczet Wielkich Mistrzów Krzyżackich 1198–2000”, „Wielki leksykon rycerstwa polskiego”.

Ulubione

Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.

Artykuł czytali

  • adorable
  • apple pie
  • Draupnir
  • Broximona
  • louve
  • kasko6
  • Ania_fifi

Czytali także

Dodaj komentarz

Formularz dodawnia komentarzy
  1. obrazek CAPTCHA zabezpieczenie przed SPAM-em Nie widzisz obrazka? przeładuj obrazek
  • adorable18:17 9/05/2012

    miała ciekawe życie icon_smile.gif

  • Gość22:30 31/01/2012

    Niesamowita biografia.

Zobacz pozostałe komentarze
Focus FQ Test
Strategiczna gra wojenna na przeglądarkę!
Focus Śledczy
Oblicz swoje IQ
Doradca Focus