Fot. Corbis
Ropa i węgiel się kończą. Biopaliwa, zamiast zaspokoić nasz rosnący apetyt na energię, doprowadzą do ekologicznej katastrofy. Jeśli szybko nie przekonamy się do elektrowni atomowych, będziemy mieli kłopoty
A miało być tak pięknie. Zamiast ropy naftowej – produkty roślinne. Koniec z płaceniem sułtanom znad Zatoki Perskiej i wojownikom z Wenezueli – będziemy jeździć na tym, co wyhodują nasi rolnicy. Ugory po PGR-ach zamienią się w fabryki najbardziej zielonego surowca energetycznego – odnawialnego, ekologicznego w produkcji, przyjaznego dla atmosfery, ulegającego biodegradacji. Wystarczy, że do baków nalejemy biodiesla albo bioetanolu, a ocalimy naszą planetę. Rzeczywistość jednak okazała się znacznie mniej różowa (czy zielona). Kolejne odkrycia naukowe i analizy ekonomiczne pokazują, że tania ekoenergia jest nie tylko mitem, ale także zagrożeniem dla przyrody czy ludzkich społeczności.
Niestety, rządzący zdają się tego nie dostrzegać. W Polsce w tej chwili do paliw dodawane jest 3,5 proc. biokomponentów – za dwa lata ma to być 5 proc. USA chcą w ciągu dziesięciu lat osiągnąć pułap 24 proc., a Wielka Brytania planuje, że w połowie stulecia biopaliwa będą miały jedną trzecią udziału w rynku. Nikt jakoś nie zadaje sobie pytania, gdzie i jakim kosztem urosną surowce do ich produkcji.
Już sto lat temu konstruktorzy pierwszych silników spalinowych zakładali, że paliwem dla nich może być spirytus lub olej z orzeszków ziemnych. Jednak szybko okazało się, że produkty uzyskiwane z ropy są lepsze i tańsze. Dopiero pierwszy poważny kryzys naftowy z lat 70. XX wieku skłonił konstruktorów do odgrzebania idei biopaliw. Na razie najdalej zaszli Brazylijczycy – aż 40 proc. zapotrzebowania na paliwa w ich kraju zaspokajają surowce pochodzenia roślinnego. Najpierw opracowano tanią technologię przerobu trzciny cukrowej (której Brazylia miała za dużo) na etanol. Dziś w całym kraju można tankować benzynę, w której jedną czwartą stanowi metanol, czyli trujący krewny etanolu. Jest to jednak paliwo słabe – wartość opałowa alkoholu to zaledwie 60 proc. tego, co można uzyskać z benzyny.
Prawdziwy problem kryje się jednak gdzie indziej. Producenci biopaliw wycinają tropikalne lasy, a na pozyskanych w ten sposób ziemiach zakładają plantacje palm (z których pozyskują olej palmowy do produkcji biodiesla), kukurydzy i trzciny cukrowej. Podobna wycinka odbywa się również w Indonezji i Malezji. Wskutek tego palma stała się pierwszą uprawą owocową pod względem wielkości areału na świecie, znacznie wyprzedzając dotychczasowego lidera, czyli banany. Sadzony przez człowieka las palmowy nie jest w stanie zastąpić roślinom i zwierzętom naturalnego środowiska. Wskutek tego niszczone są unikatowe ekosystemy lasów deszczowych – z powierzchni ziemi bezpowrotnie znikają tysiące rzadkich gatunków.
Nie wszystkich obchodzi przyroda, ale trudno przejść obojętnie obok ludzkiej tragedii. Sceptyczna wobec biopaliw organizacja Biofuelwatch podaje, że 240 tys. rodzin (!) zostało usuniętych ze swoich ziem w Argentynie i Paragwaju, bo potrzebne było miejsce pod uprawy związane z biopaliwami. Kolejnych 11 tys. osób przesiedlono w Tanzanii w związku z zakładaniem przez brytyjską firmę Sun Biofuel upraw jatrofy – drzewa z rodziny wilczomleczowatych, z którego nasion produkuje się biodiesel. W Indonezji szef Stałego Forum ds. Ludów Tubylczych ONZ ostrzegł, że już niedługo miliony mieszkańców tego kraju mogą stać się „biopaliwowymi uchodźcami”.
Kolejny problem wynika z tego, że „zielone” paliwa produkuje się przede wszystkim z roślin jadalnych, a jeśli nawet nie, to na gruntach, które mogłyby służyć do produkcji żywności. „Mówiąc wprost – albo nakarmi się ludzi, albo samochody” – mówi Jean Ziegler z FAO, żywnościowej agendy przy ONZ. Z analiz Wildlife Conservation Society wynika, że w skali globalnej ludzkość zajęła już 98 proc. obszaru gruntów nadających się do upraw rolnych. Ten obszar musi produkować żywność dla sześciu miliardów ludzi. W wielu miejscach się to nie udaje, czego skutkiem w najlepszym razie jest przewlekłe niedożywienie milionów mieszkańców krajów rozwijających się.
Tymczasem uczeni szacują, że zboże potrzebne do produkcji biopaliwa na jedno tankowanie większego samochodu osobowego wystarczyłoby do wyżywienia jednego człowieka przez cały rok! Wykorzystywanie płodów rolnych do produkcji paliw daje łatwy do przewidzenia efekt: zwiększa się na nie popyt, więc rosną ich ceny (np. kukurydza zdrożała dwukrotnie w ciągu kilku ostatnich lat). „Wzrost cen żywności doprowadzi do głodu w ubogich krajach. Na naszej liście znajduje się 37 państw zagrożonych tą klęską” – twierdzi Ziegler. Jego zdaniem biopaliwa to wręcz zbrodnia przeciwko ludzkości.
Niezależny dziennikarz naukowy, fotograf, filmowiec i podróżnik. Przez wiele lat związany z „Gazetą Wyborczą” i „National Geographic Polska”.
Możesz dodać ten artykuł do listy swoich ulubionych artykułów.
poczekajmy do 2020 ...
Witam Bardzo dobry i ciekawy artykuł. Jednak chciałbym wytknąć jedna poważną nieścisłość, która stawia cały artykuł w zupełnie innym świetle. Czytamy- cytuję : "Dziś jedyna realna alternatywa dla paliw kopalnych to energia jądrowa. Wbrew powszechnym – zwłaszcza w Polsce – opiniom jest ona znacznie bardziej „zielona” niż biopaliwa czy elektrownie wodne. Światowe zasoby materiałów rozszczepialnych wystarczą nam na wiele tysięcy lat." Jeżeli chcielibyśmy zbudować wystarczającą ilość elektrowni które mogły by pokryć aktualną ilość energii jaką dziś zużywa świat (10 TW) musielibyśmy wybudować 10 000 - DZIESIĘĆ TYSIĘCY ! największych z możliwych elektrowni atomowych. Jednak gdybyśmy to zrobili i spalali w nich U-245 światowe zasoby uranu zostały by wyczerpane w czasie nie przekraczającym 15 lat. Jest to fragment analizy profesora Davida L. Goodsteina Profesora Fizyki na Wydziale Techniki Uniwersytetu California. Dodajmy tylko że mówimy o dzisiejszym poziomie konsumpcji energii, ilości która wciąż się zwiększa. Więc relatywnie po wybudowaniu takiej ilości elektrowni atomowych energii będzie o 30 % za mało. Ponadto wybudowanie takiej ilości reaktorów jądrowych tysiąckrotnie podniosło by ryzyko awarii, ataku terrorystycznego czy zwykłego zaniedbania w procesie składowania radioaktywnych materiałów, czy odpadów. Jest to gotowy przepis na katastrofę- nuklearną, energetyczną, lub ekologiczną. Czyli widzimy że ten krok nie był by dobrym posunięciem na dłuższą metę. To jest pierwszy znaleziony przeze mnie błąd. Kolejny to próba stawiania znaku równości pomiędzy energią elektryczną (obojętnie jak pozyskiwaną) a biopaliwami- czy paliwami pochodzącymi z ropy naftowej . Na świecie w każdej sekundzie pracuje 700 000 000 silników spalinowych, których nie nakarmimy prądem. One już są, pracują, działają, zarabiają pieniądze, każdego dnia zapewniają nam niezmienny wizerunek rzeczywistości w jakiej żyjemy. Przez ostatnie 40 lat nie zrobiliśmy niemal nic w kierunku zmiany takiej sytuacji. Jedyny sukces to silnik hybrydowy spalinowo- elektryczny. Ale bądźmy szczerzy – jest to zabieg czysto “marketingowy” . Kiedy ludzkość będzie w stanie zastąpić 700 000 000 silników spalinowych silnikami hybrydowymi? Za 50 lat? Do tego czasu nie będzie już ropy która by mogła je zasilić. Paradoksem jest że gdybyśmy mieli czarodziejską różdżkę i wszystkie samochody na świecie wyposażyli w silniki hybrydowe to dzisiejszy poziom zużycia ropy naftowej osiągnelibyśmy za 5 lat. (Pamiętajmy że wraz ze wzrostem gospodarczym idzie wzrost zużycia ropy naftowej) Ale wracając do biopaliw bo przecież o nich jest mowa..... Biopaliwa to od samego początku była zupełnie beznadziejna inicjatywa. Gdybyśmy CAŁĄ MOŻLIWĄ POWIERZCNIE UPRAWNĄ ŚWIATA, zamieni w jedno wielkie pole do uprawy roślin wykorzystywanych w pozyskaniu biopaliw, i cały ten plon pomnożyli razy 10, to mówimy wciąż o ilości która ma się jak naparstek do wiadra- w skali zapotrzebowania na ropę. Wyobraźcie sobie wtedy skalę głodu na świecie. Nie wiadomo tylko czy wcześniej zabił by nas głód czy katastrofa ekologiczna. Bilans energetyczny biopaliw jest ujemny, na każdy wytworzony litr biodiesla zużywamy 3 litry paliw kopalnych. Jeszcze gorzej jest w kwestii wodoru- wielkiej nadziei naukowców. Na wyprodukowanie ilości paliwa wodorowego dającego tyle energii co jedna baryłka ropy zużywamy SZEŚĆ BARYŁEK ROPY NAFTOWEJ !!! - absolutnie nie ma mowy o żadnym zysku energetycznym.(Profesor Alfred M. Spormann – Uniwersytet Stanford) Dodajmy do tego fakt niemożności magazynowania wodoru, szalenie trudnej dystrybucji oraz całkowitego braku infrastruktury w tym kierunku. Błędem są próby sięgania po wciąż nowe paliwa nieodnawialne, które prędzej czy później się skończą, gdyż mówimy tu o NIEWYOBRAŻALNEJ ilości energii jaką zużywa ludzkość. Zauważmy że jeszcze w latach 70-tych zaledwie USA Kanada , część Japonii oraz Europa były konsumentami ropy. Cała Azja, Afryka, Australia, bliski wschód i wiele innych rejonów świata nie wykorzystywało ropy w ogóle lub w bardzo niewielkim stopniu. I w ciągu 40 lat zużyliśmy niemal całość ropy naftowej na całym świecie. Surowca tak wysoce energetycznego i jednocześnie tak taniego w pozyskaniu że nie sposób go zastąpić żadnym innym. Moim zdaniem katastrofa jest nieunikniona, ale jej skala jest zależna od tego co dziś uda się osiągnąć nauce i którą drogę wybierzemy. Ani biopaliwa, ani wodór, ani tym bardziej energia nuklearna nie są żadną sensowną alternatywą dla ludzkości. Pozdrawiam Ark adiusz
kismanek napisał(a):
czyli jednak wychodzi na moje - wszystko robione jest dla pieniędzy.
A czy to nie jest oczywiste, że rozwiązania rynkowo nieopłacalne nie mają racji bytu? Oczywiście można je subwencjonować, ale to jest właśnie zmiana sytuacji rynkowej.
Pozdrawiam,
Ja n Stradowski, "Focus"
Copyright 2008 Gruner + Jahr Polska