Głównym bohaterem tej historii jest bakteria o nazwie Campylobacter, dość powszechna, znana i powodująca bardzo nieprzyjemne efekty, w tym: biegunkę, ból podbrzusza, gorączkę. Problem w tym, że według opublikowanego niedawno przez CDC cotygodniowego raportu o śmiertelności obywateli, ten szczep był odporny na znane nam antybiotyki. 

Na szczęście wśród 118 przypadków zakażeń żaden nie zakończył się zgonem, jednak na dłużej w szpitalu pozostało 26 osób. W większości przypadków udało się zwalczyć infekcję w ciągu 5 dni, ale w przypadku nieodpowiedniego leczenia (lub jego braku) powikłania mogą prowadzić nawet do paraliżu i śmierci. Osoby z osłabionym systemem odpornościowym (małe dzieci, starsi) oraz zmagający się z nowotworami to grupy najbardziej zagrożone w przypadku takich infekcji. 

Już w sierpniu 2017 rozpoczęto śledztwo w sprawie. Departament Zdrowia stanu Floryda poinformował CDC o 6 przypadkach infekcji w Ohio. Wszystkie tropy prowadziły do jednego sklepu ze zwierzętami. Te dane zachęciły służby do przeprowadzenia śledztwa na skalę międzystanową. 

Zidentyfikowano 118 chorych na przestrzeni od 5 stycznia 2016 do 4 lutego 2018, wśród nich 29 osób była pracownikami sklepów. Wiek chorych obejmował rozpiętość od roku do 85 lat, około 63% zakażonych stanowiły kobiety. Aż 99% pacjentów przyznało się do bezpośredniego kontaktu z psami, a około 95% wspomniało, że będąc w sklepie zoologicznym pogłaskało szczeniaczka. 

Kampylobakterioza czyli infekcja bakterią, zaczyna się najczęściej od kontaktu z surowym lub niedogotowanym drobiem, niepasteryzowanym nabiałem lub zakażonym źródłem wody. Zwykle infekcja nie rozprzestrzenia się między ludźmi, jednak kontakty płciowe lub z pieluchami zakażonego dziecka może takie ryzyko zwiększyć. 

Chociaż w raporcie CDC nie ma wskazania na nazwę miejsc gdzie dochodziło do zakażeń, pojawia się w nim „Petland”, sieć zoologicznych sklepów z punktami w całym kraju. Odpowiadając na pytania dziennikarzy przedstawicielka firmy Elizabeth Kunzelman napisała, że CDC nie przekazało firmie żadnych zaleceń, poza rutynowymi na temat kontynuowania obecnej formy zabezpieczania higienicznego i epidemiologicznego sklepów. 

Śledztwo CDC wykazało, że podczas badanego okresu 142 spośród 149 sprawdzonych szczeniaczków ze sklepów przechodziło terapie antybiotykami. Czasem więcej niż jeden cykl. 

Sieć, ustami przedstawicielki tłumaczy, że o leczeniu zwierząt w sklepach decydują weterynarze, którzy wedle oczekiwań firmy stosują tę samą ostrożność przy podawaniu leków szczeniakom co pediatrzy przepisując antybiotyki dzieciom. 

Jednocześnie zarówno lekarze jak i weterynarze doradzają by po kontakcie ze zwierzętami (szczególnie tymi, które z nami nie mieszkają) nigdy nie zapominać o dokładnym myciu rąk oraz innych zasadach higieny. Większość infekcji bierze się zwyczajnie z ludzkiej nieostrożności i niedbałości. Chyba nie spodziewaliście się, że będziemy w tekście obwiniać szczeniaczki, prawda?

Źródło: CNN