- Przyrost jest taki, jak się spodziewaliśmy. Niedługo będziemy mieli 100 osób a za tydzień, może dłużej, dojdziemy do tysiąca. Największy przyrost zarażonych przewidujemy na koniec przyszłego tygodnia, ewentualnie początek następnego – mówił na konferencji prasowej minister zdrowia.

Szumowski podał, że wszystkie nowe zakażenia dotyczą osób z grup ryzyka, czyli tych, które miały kontakt z osobami chorymi bądź wróciły z zagrożonych rejonów.

Szpitale gotowe na koronawirusa?

Jak podaje „Rzeczpospolita”, część placówek medycznych w Polsce jeszcze w tym tygodniu będzie musiała zdecydować, czy odwoła planowane zabiegi i operacje. Powodem odwołanych zabiegów miałyby być braki w zaopatrzeniu szpitali – brakuje m.in. środków odkażających i ochronnych, w tym maseczek chirurgicznych.

Szpital Uniwersytecki w Krakowie, jako jeden z pierwszych podjął decyzję o wstrzymaniu planowanych przyjęć na oddziały i tymczasowym zawieszeniu funkcjonowania poradni. Nadal przyjmowane są przypadki pilne oraz pacjenci onkologiczni.

Maria Włodkowska podkreśla, że decyzję podjęto, ponieważ obecnie szpital nie ma zagwarantowanych dostaw środków ochrony osobistej dla personelu, a środki które obecnie posiada wystarczą zaledwie na dwa tygodnie normalnej pracy.

„My także mamy zapas masek i fartuchów na dwa tygodnie normalnej działalności. Ale jeśli pojawi się u nas pacjent z koronawirusem, ten zapas zejdzie w jeden dzień. Wystąpiliśmy do wojewody o 500 masek i fartuchów, ale tylko nas wyśmiali, więc dysponujemy wyłącznie tym, co zdołaliśmy załatwić sami” – przyznaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dyrektor jednego ze szpitali na Mazowszu.

Resort zdrowia informuje, że na razie nie wydał zaleceń odnośnie przesunięcia planowanych przyjęć, ale nie wyklucza, że jeśli sytuacja w Polsce się pogorszy, konieczne będzie wydanie takiej decyzji dla wszystkich szpitali.

 

Polacy szturmują sklepy

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że w trosce o bezpieczeństwo publiczne zdecydowano o zamknięciu wszystkich placówek edukacyjnych na okres dwóch tygodni. Zamknięte mają być żłobki, przedszkola, szkoły i uniwersytety. Premier zaapelował także do właścicieli prywatnych klubików dla dzieci o zamknięcie placówek na czas kwarantanny.

Zamknięte pozostaną także kina, teatry, muzea. Już wcześniej zdecydowano o odwołaniu wszystkich imprez masowych, co najmniej do końca marca. Jednak termin ten może ulec zmianie, w zależności od rozwoju sytuacji.

Polacy zareagowali na obwieszczenie premiera, szturmując sklepy. Sieć obiegły zdjęcia pustych półek w supermarketach i długich kolejek. Ze sklepów znikają przede wszystkich artykuły higieniczne – papier toaletowy, papierowe ręczniki, mydło, oraz żywność – makaron, ryż, mrożone mięso, konserwy.

Łukasz Szumowski krytycznie wypowiedział się o zakupowym boomie Polaków. Podkreślił, że w czasie, kiedy najważniejsze jest unikanie tłumów i zbiorowisk, w których najłatwiej o narażenie na zakażenie, przebywanie w supermarketach i stanie w godzinnych kolejkach jest nierozważnym posunięciem.

W związku z brakami w sklepach oraz sztucznym podbijaniem cen niektórych produktów premier Morawiecki zapowiedział, że sklepy internetowe mają zakaz wystawiania m.in. maseczek ochronnych, żeli antybakteryjnych i płynów odkażających.

 

Koronawirus: odwołane msze?

Kilka dni temu przedstawiciele polskiego Episkopatu zaapelowali do księży w całej Polsce o zwiększenie liczby mszy świętych tak, aby liczba wiernych obecnych w czasie jednej mszy nie była zbyt liczna, co – zdaniem przedstawicieli KEP – miałoby przyczynić się do ograniczenia ryzyka zakażenia koronawirusem.

Minister zdrowia na czwartkowej konferencji zaapelował jedna do osób starszych – dla których koronawirus jest szczególnie groźny – aby w czasie epidemii pozostali w domach i uczestniczyli w mszach świętych za pośrednictwem środków masowego przekazu, tj. telewizji bądź radia.

Powiedział także, że w tym trudnym okresie komunię świętą można przyjąć duchowo, co potwierdził abp Gądecki.

Msze święte zawieszono do odwołania w wielu europejskich krajach. Polska także nie wyklucza wprowadzenia takiego rozwiązania.

Znaczenie wspólnot religijnych w rozprzestrzenianiu się koronawirusa jest niebagatelne. W Korei do większości zakażeń doszło wśród członków jednej wspólnoty, która nie zdecydowała się na wprowadzenie żadnych środków ostrożności.