Kirsten Hawksey, młoda matka z Liverpoolu, określana była przez swoją rodzinę jako silna i niezależna, typ dziewczyny, która nie będzie przy byle czym prosić o pomoc. Gdy na jej nogach pojawiły się siniaki wielkości śliwek z początku je zignorowała. Dopiero po pewnym czasie zdecydowała się na rozmowę z lekarzami, którzy dość szybko zdiagnozowali u niej białaczkę i rozpoczęli chemioterapię.

Niestety po tym jak sińce się powiększyły nastąpiła także infekcja płuc, a system immunologiczny kobiety nie wytrzymał. Lekarze podłączyli ją do systemu podtrzymującego życie. 25 grudnia doznała wylewu krwi do mózgu, a jej rodzina podjęła dramatyczną decyzję o odłączeniu jej od systemu.

Jej bliscy starają się rozpowszechniać to, co sama Kristen napisała w ostatnim wpisie internetowym – by nigdy nie ignorować żadnych niepokojących symptomów i natychmiast radzić się lekarzy. W przypadku takich chorób jak białaczka każda godzina jest cenna i może zadecydować o powodzeniu ratowania życia.

- Gdy dowiedzieliśmy się, że to białaczka zapytałem “Dlaczego Kirsten? Czy to z powodu czegoś co zrobiła?” - opowiada jej ojciec – Lekarze odpowiedzieli jednak, że po prostu miała pecha.

Tekst ostatniego wpisu i zarazem apelu Kirsten:

“We wtorek zdiagnozowano u mnie białaczkę, zaczęłam dziś chemioterapię... nie jest to próba wymuszenia na was współczucia, to nie w moim stylu haha, ale chodzi o świadomość i by nie ignorować żadnych oznak! Ja nigdy nie chodzę do lekarzy, dzięki Bogu za wszystkich, którzy namawiali mnie do tego by się zbadać w sprawie tych niewyjaśnionych siniaków! Nie da się wystarczająco podziękować mojej rodzinie i przyjaciołom za wsparcie, którego udzielili mi przez ostatni tydzień. Czuję się bardziej szczęściarą niż pechowcem. Chcę wam wszystkim podziękować.”

 

Źródło: Daily Mail