2. GRZECH EPOKI TABU

 

Pierwszym człowiekiem, który zobaczył plemniki, był holenderski producent mikroskopów Antonie van Leeuwenhoek; jego rodak, fizyk i anatom Régnier de Graaf jako pierwszy odkrył kobiece komórki jajowe. Stało się to w połowie XVII wieku, jednak sam mechanizm zapłodnienia nauka wyjaśniła dopiero dwieście lat później. Przed tym przełomowym odkryciem uważano, że człowiek wzrasta tak jak rośliny – z posianego ziarna. Siał mężczyzna, kobieta zaś pełniła rolę gruntu, który jedynie żywi rzucone w nią nasiona. Wykorzystywanie podobieństw to podstawa myślenia magicznego, opartego na przeświadczeniu, że naśladując zjawiska wywołujące określony skutek, można uzyskać podobny efekt w innej sferze. Jeśli seks prowadzi do rodzenia dzieci, to jak skłonić ziemię, by była równie płodna? Zgodnie z logiką magii należało ją przekonać, by robiła to samo, co człowiek.

W społecznościach plemiennych organizowano więc rytualne orgie mające wzmacniać żywotne siły natury. Uprawiano seks na świeżo zaoranej ziemi, zraszano ją nasieniem, tarzano się nago po polu. Na Nowej Gwinei takie seanse gorszyły misjonarzy jeszcze w XX w. Indianie z amerykańskich prerii, dla których warunkiem przetrwania były udane polowania na bizony, w podobny sposób zachęcali do rozmnażania zwierzęta. Czasem jedynie imitowano w rytualnym tańcu kopulację, ale Mandoanowie wieńczyli obrzęd stosunkiem mężatki, matki kilkorga dzieci, z wojownikiem. Mężczyzna miał zawieszone na szyi zawiniątko ze skóry zwierzęcia, które kobieta tuż przed orgazmem rozsupływała i wyzwolona wówczas magiczna energia ulatywała ku bizonom. Orgiastyczny charakter miały też obrzędy ku czci greckiego boga wina Dionizosa i rzymskiego Bachusa, które przekształcały się w sadomasochistyczne imprezy. Podniecone wyznawczynie (menady) chłostały mężczyzn, czasami na śmierć.

Władze starały się zapobiegać ekscesom, ale ich dalekie echa odzywały się jeszcze w średniowieczu. Dziś trudno w to uwierzyć, ale podczas karnawałowego Święta Głupców księża apelowali do wiernych głównie o to,by... nie uprawiali seksu w kościołach. Zasada „podobne wywołuje podobne” działała również w drugą stronę i u żyznej natury ludzie szukali ratunku na swoje problemy z płodnością.

W Afryce i południowych Indiach kobiety, które nie mogą zajść w ciążę, jeszcze dziś podczas ulewy podkasują spódnice i z uniesionymi nogami czekają, by deszcz użyźnił ich łona – tak jak jałową ziemię. Zachowania seksualne, w których niewtajemniczeni dostrzegliby perwersję, nie podlegały wartościowaniu. Pod jednym warunkiem – mogły się odbywać w określonym miejscu i czasie. Naruszenie tych reguł było złamaniem tabu, co groziło zemstą obrażonych duchów czy bóstw. Szamani i kapłani pilnowali, by do tego nie doszło, a jeśli mimo to ktoś się wyłamał, był surowo karany.