Nie masz męża czy żony? Twojej drużynie sportowej się nie wiedzie? Przegrywasz ważny proces sądowy? Jesteś jakiś niezdrów? A może twój konkurent w biznesie odbiera ci najlepszych klientów? Spokojnie! Jest na to wszystko niezawodny sposób. Tak mógłby brzmieć slogan reklamowy firmy prowadzonej przez antycznego maga, u którego szukano pomocy w przypadku największych ludzkich namiętności i bolączek: miłości, choroby, rywalizacji sportowej i zawodowej, a nawet chcąc odnaleźć... zgubiony w łaźniach ręcznik.

Smycz na demona

Starożytni znali amulety chroniące przed wszelkim złem, posługiwali się magicznymi „laleczkami”. Mniej natomiast znana – a niesłychanie interesująca – była inna czarnoksięska technika: wytwarzanie magicznych tabliczek, zwanych fachowo defixiones (defixio w liczbie pojedynczej). Tabliczki takie to niewielkie ołowiane płytki. Rzadziej stosowano złoto, srebro, żelazo, brąz, miedź lub też inne materiały: gliniane skorupy, kamień czy drewno. Ołów był bowiem łatwo dostępny, prosty w obróbce, a jego blady kolor kojarzył się ze śmiercią i demonami. Na tabliczkach rylcem pisano tekst zaklęcia, następnie „wyświęcano” je w toku tajemnych rytuałów, zwijano lub składano „w kostkę” i przebijano specjalnymi gwoździami. Potem należało umieścić tabliczkę w odpowiednim miejscu, związanym z duchami, demonami, śmiercią. Często były to groby – najlepiej ludzi zmarłych młodo, okrutną i nagłą śmiercią wśród cierpień i bólu. Szczególnie ceniono mogiły skazańców, na przykład gladiatorów czy ukrzyżowanych przestępców. Czasem tabliczki wrzucano do głębokich ponurych rozpadlin, studni, bagien, źródeł, rzek lub morza. Zdarzały się jeszcze bardziej wymyślne miejsca: jeden z papirusów zawierających instrukcję dla producenta tabliczki nakazuje, aby zaszyć ją w zdechłej żabie, następnie przebić zwierzę gwoździem i przy pomocy włosa z ogona czarnego wołu przywiązać do trzciny rosnącej w posiadłości wroga...

Umieszczona w odpowiednim miejscu tabliczka miała wejść niejako w bezpośredni kontakt z duchami podziemi lub też demonami, w które przemieniają się dusze tragicznie zmarłych. Wierzono bowiem, że ci, którzy odchodzą z tego świata młodo, nagle, tragiczną i bolesną śmiercią, zazdroszczą żyjącym i nienawidzą ich za to, że oglądają wciąż światło słońca. Pod wpływem tej nienawiści ich dusze stają się groźnymi i potężnymi demonami, upiorami, strzygami itd. Magiczna tabliczka ukryta w grobie miała zmusić takiego demona, aby „pracował” dla jej wytwórcy i zamawiającego jego „wyrób”. Tabliczki wkładano nawet w usta trupa lub wpychano mu do rąk. Aby defixiones miały odpowiednią moc i skłoniły demona do działania, musiały zawierać stosowne formułki magiczne, znane tylko profesjonalistom. Dlatego tabliczki zamawiano – za odpowiednią opłatą oczywiście – u magów. Ci dysponowali specjalnymi księgami z gotowymi formularzami zaklęć, w które wystarczyło wstawić tylko imię osoby, na którą rzucano czar. Takie formularze zachowały się w papirusach egipskich. Dobry mag umiał jednak dostosować formułę do potrzeb zleceniodawcy lub wymyślić zaklęcie na poczekaniu.

Kochaj mnie!