Pomysł szybko rozprzestrzenił się w Internecie na całym świecie, a setki firm, marek i prywatnych użytkowników social media zamieściło całkowicie czarne zdjęcia z hashtagiem #BlackoutTuesday (w wolnym tłumaczeniu #CzarnyWtorek– przyp.red.). I wszystko byłoby O.K., gdyby część z nich nie dopisała hashtaga #BlackLivesMatter (w wolnym tłumaczeniu #CzarneŻyciaSięLiczą – przyp.red.)

"Wiemy, że nikt nie chce zaszkodzić, ale szczerze mówiąc, ale w zasadzie to właśnie szkodzi przekazowi" – napisała na Twitterze rzecznik zdrowia psychicznego i aktywistka Black Lives Matter Kenidra Woods –  "Używamy hashtagów do aktualizacji, ludzie! Proszę, przestań używać ich do czarnych zdjęć!" 


Dlaczego aktywiści alarmują o zaprzestanie używania tagu #BlackLivesMatter?

Podczas gdy te posty mogą być dobrze przemyślane, kilku aktywistów zauważyło, że umieszczanie pustego czarnego obrazu z paroma tagami zatyka krytyczne kanały informacji. Protesty w całych Stanach wciąż szaleją, brutalne aresztowania i akcje policyjne mają miejsce na każdym kroku, a publikowanie nagrań bądź nagrań z różnych miejsc w kraju daje ludziom na całym świecie obraz tego, co faktycznie się tam dzieje. Jednym z najczęstszych sposobów na śledzenie tych wydarzeń jest wyszukiwanie hashtagów.

Po umieszczeniu zdjęcia z tagiem na, powiedzmy Twitterze lub Instagramie, zostaje ono automatycznie dodane do kanału, który użytkownicy mogą znaleźć za pomocą tego tagu. Jest to powszechny sposób na monitorowanie sytuacji lub zainteresowań ludzi. A ponieważ ludzie zaczęli wczoraj dodawać tag #BlackLivesMatter do czarnych zdjęć, relacje z protestów i wszelkie ważne informacje zostały zepchnięte w otchłań social media przez tysiące czarnych plansz.

"Kiedy sprawdzasz hashtag #BlackLivesMatter, to już nie są teledyski, pomocne informacje, zasoby, dokumentacja niesprawiedliwości, tylko rzędy czarnych ekranów" – powiedziała na swoim Insta Story wokalistka Kehlani.

Blackout Tuesday zyskał rozgłos dzięki pracy muzycznych managerek Jamili Thomas i Brianny Agyemang, które postanowiły zaapelować do branży muzycznej, by 2 czerwca wstrzymała swoją działalność w social media "by walczyć z wieloletnim rasizmem i nierównościami społecznymi, które są obecne od sali obrad aż po ulicę".

W miarę błyskawicznego rozwoju ruchu w Internecie, do akcji przyłączyły się osoby i marki, które postanowiły nie umieszczać 2 czerwca żadnych osobistych treści. Pojawiła się jednak obawa, że o ile to, co sprowadza się do wirtualnej minuty ciszy dla zamordowanych lub skrzywdzonych przez policję czarnoskórych, może być dla niektórych mocnym przekazem, to jednak akcja ma miejsce w czasie, gdy głosy czarnych obywateli, działaczy i adwokatów są najbardziej potrzebne i powinny być najgłośniejsze.

Krytykę wobec tego ruchu wyraził na Twitterze między innymi Raper Lil Nas X – "Naprawdę uważam, że jest to czas, by naciskać tak mocno, jak zawsze. Nie sądzę, by ruch kiedykolwiek był tak potężny. Nie musimy go spowalniać, niczego nie zamieszczając. Musimy rozpowszechniać informacje i być tak głośni, jak zawsze."

Właśnie w związku z takimi głosami media społecznościowe zaczęły zalewać czarne plansze zamiast zdjęć, co pokazało skalę protestu na całym świecie.

Czy kolejne protesty coś zmienią? Historia Stanów Zjednoczonych pokazuje, że w ciągu kilkuset lat od sprowadzenia do kraju pierwszych czarnych niewolników, ich los poprawił się tylko w teorii. Czy jedyną szansą dla równego traktowania wszystkich obywateli jest przeczekanie 25 lat? Według szacunków rządu USA biali obywatele będa wówczas stanowili mniejszość w tym kraju.