Gdybym go spotkał, z przyjemnością postawiłbym mu piwo, ale raczej niechętnie przedstawiłbym go mojej siostrze – tak niekonwencjonalnie wypowiedział się o słynnym naukowcu Dennis Overbye, autor książki „Einstein in Love”. Z biografii, będącej zwieńczeniem dziesięcioletnich poszukiwań, wyłania się postać człowieka, który w życiu prywatnym nie zasłużył na aureolę: był niewierny, nieodpowiedzialny, niedojrzały. Jako odkrywca Einstein nie miał sobie równych.

Nauka była dla niego wszystkim. Ucieczką od chaosu codzienności, ostoją, oazą. Imperatywem. Ale czy fakt, że każdej dziewczynie mówił, że niebo jest tuż za rogiem, a potem zmieniał zdanie, jest jego je dynym przewinieniem? Z tą tezą nie zgadza się wielu badaczy. Sądzą, że niemiecki fizyk przypisał sobie sukcesy, na które pracowali też inni. Zwłaszcza zaś jego pierwsza żona Mileva Marić. Była pupilką swego ojca. Uwielbiał ją od urodzenia. Kiedy okazało się, że z powodu wrodzonego zwichnięcia stawu biodrowego będzie utykać na prawą nogę, świeżo emerytowany serbski oficer armii austro-węgierskiej Milosz Marić pierwszy raz w życiu się rozpłakał. 

 

ZAKOCHANY MÓL KSIĄŻKOWY

Mileva otrzymała nadzwyczaj staranne wykształcenie. Celowała w matematyce i fizyce, była też niezwykle utalentowana językowo i muzycznie. Dlatego, kiedy miała 15 lat, ojciec postarał się dla niej o zezwolenie na naukę w królewskim męskim gimnazjum w  Zagrzebiu. Próg placówki przeznaczonej dla chłopców przekroczyła jako jedna z pierwszych dziewcząt w monarchii. Końcowe egzaminy w  1894 r. zdała z wyróżnieniem, otrzymując najwyższe oceny w szkole z matematyki i fizyki.

Dwa lata później przystąpiła do matury w żeńskim liceum w Zurychu. W tym samym roku zaczęła studiować medycynę. Jednak już po 2 miesiącach zorientowała się, że jej to nie interesuje, i po brawurowym zdaniu kolejnych egzaminów przeniosła się na prestiżową politechnikę, znaną dzisiaj jako Szwajcarski Instytut Technologiczny (ETH). Niespecjalnie urodziwa 21-latka była jedyną dziewczyną na roku i jedną z zaledwie 5 studiujących matematykę i fizykę. Trafiła do 6-osobowej grupy, do której uczęszczał również niepozorny, szczupły 17-latek Albert Einstein. Ich spojrzenia skrzyżowały się. Usiedli obok siebie. Dwa pierwsze lata okazały się sukcesem Milevy. Była lubiana i ceniona. Zimowy semestr 1897/1898 spędziła na uniwersytecie w Heidelbergu. Tam uczęszczała jako wolna słuchaczka na wykłady Philippa Lenarda, który w 1905 r. otrzyma Nagrodę Nobla za odkrycie promieniowania katodowego. O zajęciach ze słynnym fizykiem z zachwytem opowiadała w listach Albertowi. On nazywał ją swoją małą uciekinierką.

Prosił, żeby szybko wróciła. Od wiosny 1899 roku byli nierozłączni. Całe noce dyskutowali o fizyce. „To nie jest kobieta, to mól książkowy!” – krzyczała matka Alberta. Nie mogła pogodzić się z tym, że Mileva miała 4 lata więcej niż jej syn, poza tym nie była Żydówką i na dodatek kulała. Rodzice Alberta ubolewali też, że porzucił dla niej Marię Winteler, córkę rodziny, u której zamieszkał po przyjeździe do Szwajcarii. Sytuacja była niezręczna nie tylko dlatego, że dziewczyna załamała się psychicznie i wylądowała w szpitalu. Także z powodu rodzinnych i towarzyskich powiązań. Siostra Alberta poślubiła jednego z braci Winteler, a jego najlepszy przyjaciel Michele Besso ożenił się z siostrą Marii. Z kolei ojciec i matka Milevy tolerowali romans, zdając sobie sprawę, że małżeńskie perspektywy ich córki nie są zbyt duże. Sądzili, że u boku kogoś, kto podziela jej naukowe zacięcie, będzie naprawdę szczęśliwa.

 

PERŁA I MUSZLA

Wbrew rodzicielskim oczekiwaniom, wydarzenia potoczyły się zgoła odwrotnie. Mileva nie zdała egzaminów dyplomowych. Co prawda, z fizyki otrzymała – podobnie jak Einstein – ocenę 5,5, jednak inne noty obniżyły jej średnią do 4. Albert uzyskał najniższą średnią w grupie (4,91), którą zaokrąglono do wymaganej piątki. Zdołał się prześliznąć, ale był jednym z niewielu, którym nie zaoferowano posady. Niepowodzenie Milevy najbardziej zaskoczyło promotora jej dyplomowej dysertacji, profesora Heinricha Webera. Aby mogła spokojnie przygotować się do powtórnego egzaminu, fizyk zaproponował jej pracę w uczelnianym laboratorium. Niestety, Mileva oblała i następnym razem. Nic dziwnego, 2 tygodnie przed egzaminem odkryła, że jest w 3. miesiącu ciąży. 

W styczniu 1902 r. w rodzinnym domu Milevy w Nowym Sadzie urodziła się Lieserl. Albert nigdy nie zobaczył córki. Jego ojcostwo wyszło na jaw przeszło 30 lat po jego śmierci, kiedy wydawca Robert Schulmann – zasłyszawszy o miłosnej korespondencji, przechowywanej przez mieszkającą w Kalifornii rodzinę uczonego – po nitce do kłębka trafił na sejf bankowy z czterystoma listami, wśród których znajdowały się 54 listy Alberta do Milevy. Co zatem stało się z dzieckiem? Nie wiadomo. Prawdopodobnie dziewczynka zmarła na szkarlatynę albo została oddana do adopcji.

Faktem jest, że Mileva wróciła do Szwajcarii sama. Z Albertem pobrała się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Bernie 6 stycznia 1903 r. Albert zaczął pracować w urzędzie patentowym. Rok później urodził im się syn Hans Albert, który zdobędzie światową sławę w dziedzinie inżynierii hydraulicznej. Drugi syn, cierpiący na schizofrenię Eduard, przyjdzie na świat w 1910 roku. Naukowa kariera Milevy została na zawsze pogrzebana.

Pozostanie tajemnicą, co czuła, kiedy laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki zostali Maria Skłodowska i jej mąż Piotr Curie. Upust goryczy wobec Alberta dała dopiero w 1909 roku, pisząc do swojej serbskiej przyjaciółki Heleny Savić: „Cała ta sława nie pozostawia mu zbyt wiele czasu dla żony. Ale cóż można począć, że jedno dostaje perłę, a drugie tylko pustą muszlę?”. Einstein faktycznie miał mało czasu. W  roku 1912 zaczął romansować z  Elsą Löwenthal. Cztery lata później poprosił Milevę o rozwód. Zresztą już wtedy oficjalnie mieszkał z Elsą i jej dwoma córkami.

Ostatecznie Albert rozwiódł się z Milevą w 1919 r. Przed sądem przyznał się do cudzołóstwa. Kilka miesięcy później poślubił Elsę Löwenthal. 

 

TAJEMNICE ŻONY

Ta była elegancką kobietą, która lubiła brylować w towarzystwie. Ale nie zawsze jej to wychodziło. Ponoć kiedyś na przyjęciu Elsa zjadła dekorację kwiatową, myśląc, że to sałata, ponieważ mimo wady wzroku nie chciała nosić okularów. Nie brakowało jej jednak stoickiego spokoju. Wyszła za Alberta Einsteina, choć on oświadczył jej, że właściwie wolałby ożenić się z jej dwudziestoletnią córką Ilsą.

Elsa przymykała oczy na liczne romanse męża. Posunęła się nawet do tego, że jedną z jego kochanek zatrudniła jako sekretarkę. Wiedziała, że po kilku miesiącach i tak się nią znudzi. 

 

Elsa i Albert byli ze sobą do jej śmierci w roku 1936. Nie miała pojęcia o fizyce, ale to ona pozostała w świadomości ludzi jako żona Einsteina. Jedyna! Uczony skrzętnie bowiem usunął ze swego życia wszelkie pamiątki, będące dowodem jego związku z Milevą. Umierając w 1955 roku, powierzył wszystkie swoje rękopisy przyjacielowi Ottonowi Nathanowi i wieloletniej sekretarce Helen Dukas. Oboje gorliwie bronili dostępu do oryginałów. W 1958 roku wstrzymali publikację książki Friedy Einstein, żony Hansa Alberta, starszego syna uczonego.

Powód? W książce znalazły się liczne cytaty z prywatnych listów fizyka, Milevy i ich dwu synów. Zgodnie z wolą Einsteina, po śmierci Heleny Dukas dokumenty i rękopisy stały się własnością Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Ponieważ wcześniej Uniwersytet w Princeton, pod naciskiem części środowiska naukowego, rozpoczął prace nad zbiorowym wydaniem pism Einsteina (co było zawzięcie blokowane przez wykonawców testamentu), zostały one skopiowane. Ostatecznie I tom pism zebranych Einsteina, zawierający 54 listy uczonego do pierwszej żony, ukazał się w 1987 roku. Dopiero wtedy świat naukowy dowiedział się ze zdumieniem o Milevie.

 

KTO ROBIŁ NOBLIŚCIE RACHUNKI?

Czym wytłumaczyć tę skrytość geniusza? Przecież były to lata jego największej płodności naukowej. Annus Mirabilis, czyli cudowny rok 1905, zaowocował epokowymi dysertacjami: o kwantowej teorii efektu fotoelektrycznego, o ruchach Browna, o elektrodynamice ciał w ruchu, czyli szczególnej teorii względności, oraz słynną pracą „Czy bezwładność ciała zależy od zawartej w nim energii?”.

Czy jednak Einstein był ich jedynym autorem? Wraz z ukazaniem się listów Alberta do Milevy rozpoczęła się dyskusja na temat jej współudziału w sukcesach męża. Zdania badaczy są podzielone. Nie ulega jednak wątpliwości, że Einstein podziwiał inteligencję Milevy. 27 marca 1901 r. napisał do niej: „Ależ będę szczęśliwy i dumny, kiedy będziemy razem i będziemy mogli uwieńczyć sukcesem nasze prace nad względnością ruchu”. Podobnych cytatów jest wiele. Jedni interpretują je wyłącznie jako wyraz miłości Einsteina do Milevy. Inni widzą w  nich dowód na naukową współpracę małżonków. Zwolenniczką tej tezy jest Desanka Trbuhovic-Gjuric, która w wydanej w 1969 roku książce o Marić zebrała opinie dzieci oraz przyjaciół Einsteinów. Potwierdzili oni, że małżonkowie szczegółowo omawiali prace fizyków i matematyków, takich jak: Lenard (Mileva uczęszczała przecież na jego wykłady w Heidelbergu), Helmholtz, Hertz, Drude, Planck, Kirchhoff. Z kolei Senta Troemel-Ploetz w eseju „Mileva Einstein Marić: The woman who did Einstein’s mathematics” dowodzi, że to pierwsza żona zajmowała się matematyczną stroną prac noblisty (po rozstaniu z Marić „rachunki” uczonego przejął Marcel Grossman).

Zachowała się nawet kartka ze studenckiego zeszytu uczonego z jej poprawkami. „Wziąwszy pod uwagę wysoce matematyczny aspekt szczególnej teorii względności, nie można nie dostrzec wagi współpracy” – stwierdziła autorka eseju. Mileva była bardzo lojalna wobec Einsteina. Mówiła, że są jedną skałą: „Ein-Stein”. W roku 1905 napisała do koleżanki: „Zakończyliśmy prace, które uczynią mego męża słynnym na cały świat”. Niestety, w przeciwieństwie do edytorskiej pieczołowitości, z jaką zostały opublikowane listy Einsteina, korespondencję Milevy wydano z budzącymi spory skrótami.

 

KIEDY GENIUSZ POKAZUJE JĘZYK

Kontrowersje dotyczące prac datowanych na 1905 rok na tym się nie kończą. Autor eseju biograficznego pod tytułem „Ms. Einstein” Evan Harris Walker dotarł do prasowej informacji, opublikowanej w 1956 roku (czyli zaledwie rok po śmierci Einsteina). Wynika z niej, że fizyk Abram Joffe – będąc młodym asystentem Wilhelma Roentgena, członka rady wydawniczej prestiżowego czasopisma „Annalen der Physik” – miał okazję widzieć złożony do druku rękopis szczególnej teorii względności. Pamięta, że był on podpisany Einstein-Marity. Marity jest zaś węgierską formą nazwiska Marić! Mileva używała go jedynie w oficjalnych dokumentach. Widnieje na przykład na akcie ślubu. Walker uważa, że gdyby Joffe nie widział zaginionego oryginału rękopisu, nie mógłby go znać. Znamienne jest też, że mimo wielokrotnych nominacji to nie ta teoria dała naukowcowi Nobla.

Ten szczególny laur przyznano mu kilkanaście lat później za wyjaśnienie efektu fotoelektrycznego (bazą były badania Lenarda, na którego wykłady uczęszczała w Heidelbergu Mileva). Uczony nie odebrał nagrody osobiście i  nigdy się nią nie chwalił. Co znamienne, niezbyt hojny Albert obiecał Milevie, że gdyby dostał Nagrodę Nobla, przekaże jej całą sumę. Niektórzy biografowie uważają, że był to warunek, aby otrzymał rozwód. Nie wydaje się to prawdą, zważywszy, że oficjalnie rozstali się w 1919 r., a więc trzy lata przed prestiżowym wyróżnieniem. Abram Pais, autor eseju „Subtle is the Lord: The Science and the Life of Albert Einstein”, twierdzi, że był to dżentelmeński gest uczonego. Ale raczej trudno dać temu wiarę, czytając jego listy do kochanki. Opisuje w nich żonę jako stworzenie pozbawione poczucia humoru, które samą swą obecnością zabija w innych radość życia. Wyśmiewa się też z jej niepospolitej brzydoty i ułomności.

Kiedy w 1925 roku Mileva rozważała możliwość napisania pamiętników, eksmąż poradził jej, aby była skromna i trzymała język za zębami. Co nim kierowało?

I – zasadnicze pytanie – dlaczego po rozstaniu z kobietą, którą uwielbiał i znienawidził, nie wniósł już niczego wielkiego do rozwoju nauki? Czy rzeczywiście tylko dlatego, że (jak sam stwierdził pod koniec życia, spacerując po Princeton z  rozwichrzonymi włosami i w skarpetkach nie do pary) jedynie w młodości jest się zdolnym do wielkich odkryć? Sekretów dotyczących genialnego naukowca jest więcej. Prof. Umberto Bartocci z Uniwersytetu w Perugii dowiódł, że najsłynniejszy wzór fizyczny świata E=mc2 nie jest autorskim odkryciem Einsteina. Noblista opublikował go w  roku 1905 w  pracy „Czy bezwładność ciała zależy od zawartej w nim energii?”. Jednak już 2 lata wcześniej formułę tę podał Olinto De Pretto, przemysłowiec i samouk z Wenecji Euganejskiej. Napisał o niej w artykule, który ukazał się po włosku dwa razy: po raz pierwszy w 1903 r. i powtórnie rok później.

 

„De Pretto, aczkolwiek zdawał sobie sprawę z wagi odkrycia, nie wyprowadził z niego teorii względności. Nie ma oczywiście dowodów, że Einstein znał pracę Włocha. Ponieważ jednak uczony, doskonale władając językiem włoskim, zamieszczał w »Annalen der Physik« recenzje ukazujących się po włosku artykułów naukowych z zakresu fizyki, wydaje się, że i tekst De Pretto nie mógł ujść jego uwadze” – stwierdził prof. Bartocci. W pracach, datowanych na 1905 rok, Einstein nie podał żadnych źródeł i nie zamieścił bibliografii. Wymienił jedynie nazwisko swego najlepszego przyjaciela i powiernika: Włocha Michele Besso.

Nawiasem mówiąc, pochodził on – podobnie jak De Pretto – z północnych Włoch. Czy rzeczywiście Einstein, ekspert techniczny III klasy w szwajcarskim biurze patentowym, w ciągu jednego roku sam jeden dokonał rewolucji w nauce? W świetle nowych dociekań, możliwych po otwarciu archiwum uczonego, coraz bardziej wydaje się to mitem. Ale czy jesteśmy gotowi, żeby się z tym mitem rozstać?