Jak wyjaśnił Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, witryna powstała w ramach sprzeciwu wobec blokowania Donalda Trumpa w największych serwisach społecznościowych (Facebook, Instagram, Twitter, Youtube, Snapchat i Twitch).

- Niebezpieczne zjawiska monopolizacji i cenzury narastały od kilku lat, ale teraz osiągnęły apogeum. Musimy, mamy obowiązek się temu przeciwstawić. Jedyną radą jest tworzenie własnych mediów elektronicznych. Mamy już silne strony internetowe, które czytają miliony osób. Teraz trzeba je połączyć z mediami społecznościowymi – oświadczył Sakiewicz w komunikacie.

Po uruchomieniu Albicli autorzy portalu przyznali się do problemów z wydajnością, oskarżyli wrogów o atak („trolle i hakerzy”) i obiecali, że „będzie z dnia na dzień coraz lepiej”. Już w pierwszym dniu, jak dowiedzieliśmy się od Tomasza Sakiewicza, Albicla „naruszyła potężne interesy i dokonała wyłomu w ścianie ideologicznego frontu spychającego konserwatywną myśl na margines” - donosi Niezalezna.pl 

 Zaczynając od początku, czemu taka nazwa serwisu? Autorzy tłumaczą ją rozszyfrowując akronim ABC jako anglojęzyczne (Let) All Be Clear, czyli „(niech) wszystko będzie jasne”. Naszym zdaniem trochę nietypowe jest używać anglicyzmów w serwisie, który miał być tak bardzo „polski”.  Sytuację rozjaśnia nieco zapowiedź uruchomienia Albicli w magazynie „Press” - Nazwa serwisu Albicla nawiązuje do łacińskich słów aquila alba, czyli orzeł biały – pisze autor artykułu.

Krążąca po sieci teoria spiskowa sugeruje, że przy rejestracji domeny ktoś zrobił literówkę i teraz „dorabia się ideologię” do błędu. Nasz narodowy symbol, bielik (który orłem nie jest) po łacinie nazywa się Haliaeetus albicilla. Wątpliwe jednak, byśmy kiedykolwiek dowiedzieli się, czy serwis Sakiewicza miał pierwotnie nazywać się Albicilla.

 

 

Przy pisaniu o tym serwisie społecznościowym nie chodzi o „śmieszkowanie z prawaków”, bo im nie wyszło. Bo szkoda, że nie wyszło. Konkurencja Facebookowi, jakkolwiek mało realna, jest potrzebna. Najważniejszą i budzącą szczery niepokój kwestią jest bezpieczeństwo tych, którzy Sakiewiczowi zaufali i konto założyli.

 

W kwestii bezpieczeństwa jest o czym pisać, choć na tym etapie większość tych błędów jest (powinna być) załatana. Mamy więc „drobiazgi”, jak nielimitowane długością hasła (słynny casus przeklejenia Pana Tadeusza w całości), możliwość zakładania wielu kont na jeden adres e-mail, wylogowywanie po kliknięciu w użytkownika o nazwie „login” czy kasowanie konta każdemu, kto kliknął w użytkownika „delete_account”.

 

 

Serwis, według pojawiających się oskarżeń, zawiera fragmenty „przeklejone żywcem” z Facebooka, łącznie z linkami i tekstem regulaminu. Autorów Albicli oskarża się też, że dopuścili do sytuacji, gdy ktoś bez wiedzy technicznej może tworzyć treści na koncie innego użytkownika.

 

Bezpieczeństwo danych użytkownika to także kwestia zapisów z regulaminu. Jak przekonuje Sławomir Wikariak z "Dziennika Gazety Prawnej", sytuacją na Albicla mógłby zainteresować się Urząd Ochrony Danych Osobowych.

- Zakładając konto na tej Albicli godzicie się udostępnianie swych danych osobowych w celach marketingowych dowolnej firmie, która współpracuje ze spółką Słowo Niezależne. To znaczy, nie godzicie się, ale spółce wydaje się, że się godzicie Ciekawe co na to @UODOgov_pl?

 

 

„Fejkowe” konta wysypały się niemal natychmiast. Pierwszą z ofiar, a przynajmniej najgłośniej o tym donoszącą, była Krystyna Pawłowicz. - Uwaga, uwaga! Wczoraj jakiś łobuz założył konto na Albicla, podszywając się pode mnie. Jest to fałszywe konto. Proszę o zgłaszanie oszusta. Blokuje mi wejście na to nowe medium. Dziękuję – napisała na Twitterze.

 

Ciężko zweryfikować, czy przeklejany rzekomy wpis z konta Albicli na Twitterze, że dopiero zatrudnią moderatorów, faktycznie powstał i potem go usunięto. Obecnie jest tam tylko katolickie pozdrowienie, zachęta do rejestracji oraz informacja o 10 tys. już posiadanych użytkowników.