Pochodzenie prochu strzelniczego okryte jest tajemnicą – tak uważa George I. Brown, autor „Historii materiałów wybuchowych”. Wszystko wskazuje, że wynaleziono go w Chinach około IX w. Może chiński alchemik albo ktoś zupełnie przypadkowy zmieszał saletrę z węglem drzewnym i siarką, potem podpalił i doszło do eksplozji. Tak poznano tajemnicę prochu.

Substancji tej używano początkowo do tzw. sztucznych ogni i rac – umiłowanej chińskiej rozrywki. Potem Chińczycy, walcząc z  Mongołami, zaczęli używać czegoś w rodzaju rakiet (osiągały odległość do 1 km i służyły do płoszenia koni kawalerzystów), aż wreszcie w XI w. wprowadzili granaty i bomby, a około 1280 r. zaczęli używać pierwszych dział (w  Europie pojawiły się pół wieku później). Proch – jak uważają historycy – przez Azję Środkową, Indie, Bizancjum, głównie dzięki wojowniczym Turkom i Arabom zawędrował w XIII stuleciu do Europy.

PRZEPIS BACONA

Jako jeden z pierwszych w Europie, zasadę wytwarzania prochu zapisał (szyfrem) w 1260 r. angielski uczony Roger Bacon, z racji swojej wiedzy obdarzony tytułem „Doctor Mirabilis” (Doktor Cudowny). Zajmował się wieloma dziedzinami nauki, od matematyki, fizyki i chemii poczynając, na filozofii i językoznawstwie kończąc. W traktacie łacińskim „O cudownej potędze nauk wyzwolonych i przyrodniczych i o nędzy magii” znajduje się zagadkowy tekst. „Jednakowoż z saletry LURU VOPO VIR CAN UTRI ET siarki i tak wytworzysz huk i błysk i na tym właśnie polega ta sztuczka. Lecz rozważ uważnie, czy tego, co mówię, nie utajniono i czy jest zgodne z prawdą”.

Przez kilka setek lat traktowano ów tekst jako ekstrawagancję Bacona, który czasami zabawiał się szyfrowaniem i mistyfikacjami. Dopiero w 650 lat później pułkownik artylerii Hime z brytyjskiej gwardii królewskiej ustalił, że jest to anagram, który po ustawieniu: R VII PART V NOV CORUL V ET – można tak odczytać: „(saletry) weź 7 części, 5 młodej leszczyny i 5 (siarki)”. Daje to 29,4 proc. węgla drzewnego i siarki oraz 41,2 proc. saletry, czyli skład zbliżony do używanego później w produkcji prochu czarnego.

KUCHENNE REWOLUCJE PANA SCHÖNBEINA

Legenda głosi, że Christian Friedrich Schönbein, szwajcarski chemik niemieckiego pochodzenia wykładający na Uniwersytecie w Bazylei, wynalazł silną substancję wybuchową – nitrocelulozę. W  1846 r. w kuchni, korzystając z nieobecności małżonki, mieszał gorący kwas siarkowy i azotowy. Butla z mieszanką pękła i płyn się wylał. Eksperymentator schwycił bawełniany fartuch żony (inna wersja głosi, że był to ręcznik), wytarł nim podłogę, a potem powiesił mokry materiał przy kuchni, aby szybko wysechł. Zajął się czymś innym, gdy nagle rozległ się huk, błysnęło i fartuch rozpadł się w strzępy. Schönbein był chemikiem, więc od razu pojął, że doszło do reakcji połączonych kwasów z materiałem. Dalej eksperymentował, nasycając mieszanką kwasów watę bawełnianą. Okazało się, że powstała w  ten sposób substancja miała siłę eksplozji sześć razy silniejszą od używanego dotychczas prochu czarnego, spalała się bez dymu i nie pozostawiała zanieczyszczeń. Schönbein nazwał ją „bawełną strzelniczą” i o swoim odkryciu wygłosił odczyt w Towarzystwie Przyrodniczym w Bazylei.

Natychmiast odkryciem Schönbeina zainteresował się przemysł zbrojeniowy. Nowa substancja mogła zastąpić proch czarny. Schönbein miał nadzieję zrobić majątek na wynalazku. Zaprezentował metodę otrzymywania „bawełny strzelniczej” w Anglii, gdzie natychmiast powstała fabryka w Faversham, potem kolejne w Austrii i Francji. Schönbein miał otrzymywać 30 proc. zysków. Niestety, w  Faversham podczas produkcji dochodziło do eksplozji. W powietrze wylatywały budynki, ginęli ludzie. Na kilkanaście lat przerwano wytwarzanie nitrocelulozy. Schönbein, zamiast zdobyć majątek, spotykał się z pretensjami. Zmarł zniechęcony i rozczarowany.

WYBUCHOWE LASKI ALFREDA NOBLA

Przełomem w historii materiałów wybuchowych stało się wynalezienie w 1866 r. dynamitu przez Alfreda Nobla. Był on chemikiem gruntownie wykształconym na europejskich uniwersytetach. W Paryżu poznał Ascanio Sobrero, wynalazcę nitrogliceryny. Użył jej jako podstawowego składnika do wytworzenia dynamitu. Nazwa pochodziła od greckiego słowa „moc”. Jak często bywało, główną rolę odegrał przypadek. Nobel szukał sposobu na ujarzmienie nieobliczalnej nitrogliceryny, która eksplodowała przy byle okazji. Transportowano ją w naczyniach uszczelnianych ziemią okrzemkową, dobrze izolującą wybuchającą ciecz od wstrząsów. Ziemia okrzemkowa to kopalina z okolic nadmorskich; jej składnikiem są skorupki mikroskopijnych glonów.

Nobel zaczął mieszać ziemię okrzemkową z alkoholowym roztworem nitrogliceryny, dodając jeszcze bawełnę strzelniczą z mieszanką kwasu azotowego i  siarkowego. Optymalny okazał się skład: trzy czwarte nitrogliceryny i jedna czwarta ziemi. Powstała ciastowata substancja przypominająca torf. Była bezpieczna. Robiono z niej laski dynamitu, wybuchające dopiero od zapalnika. Dynamit spowodował rewolucję w górnictwie, robotach ziemnych, skalnych. Nobel, który opatentował dynamit, wybudował fabryki produkujące go w większości krajów europejskich i stał się bogaczem. Widocznie miał jakieś zobowiązania wobec swego włoskiego kolegi Ascanio Sobrero, niefortunnego wynalazcy nitrogliceryny, który nie potrafił zadbać o swoje interesy, gdyż zatrudnił go w swojej włoskiej fabryce dynamitu i dobrze mu płacił. W końcu XIX i w XX w. z pomocą dynamitu dokonywano wielkich prac inżynieryjnych. Używano go choćby podczas budowy kanałów Sueskiego czy Panamskiego. Przedsiębiorstwa Nobla miały 93 fabryki w różnych krajach i produkowały rocznie prawie 70 tys. ton materiałów wybuchowych. Gdy zmarł w 1896 r., jego majątek obliczono na 2 mln funtów (a były to dobre stare funty).

NISZCZYCIELSKI ATOM

W XX wieku (a dokładnie w 1903 r.) powstał właściwie tylko jeden całkowicie nowy i bardzo ważny materiał wybuchowy. Był to trotyl, wynaleziony przez niemieckiego chemika Josepha Wilbranda już w 1863 r., ale udoskonalony i  wyprodukowany na wielką skalę dopiero w nowej epoce. Użyto go po raz pierwszy podczas wojny rosyjsko-japońskiej. Była to mieszanka toluenu (substancja wytworzona z ropy naftowej i smoły węglowej) oraz stężonych kwasów: siarkowego i azotowego. Za to nowa epoka w historii niszczycielskich wybuchów rozpoczęła się 16 lipca 1945 r. Tego dnia na pustyni w  Nowym Meksyku w  Stanach Zjednoczonych tuż przed godziną 5 rano przeprowadzono eksperyment z pierwszą bombą atomową.

Pomysł oparty był na zasadzie rozszczepienia jądra atomu, co według teorii fizycznych miało wyzwolić nieznaną siłę. Nad pomysłem pracowano od 1942 r. – nosił nazwę „Projekt Manhattan” i  kosztował 2 mld dolarów, co było wtedy ogromną sumą. W Los Alamos zgromadzono najlepszych naukowców, najczęściej uciekinierów z Europy. Bomba zawieszona na wieży eksplodowała z mocą 19 ton trotylu. Jeden z jej „ojców” Robert Oppenheimer po eksplozji zacytował słowa starohinduskiego poematu: „Stałem się śmiercią, niszczycielem świata”. Ale amerykańscy wojskowi byli uradowani. W niecały miesiąc później zrzucono dwie bomby atomowe: na Hiroszimę i Nagasaki. Japonia ogłosiła kapitulację, bo jej przywódcy nie wiedzieli, że Amerykanie nie dysponują już innymi egzemplarzami broni tego typu. USA niedługo były jedynym mocarstwem atomowym. Szpiedzy Stalina wykradli tajemnice tej broni. Oppenheimer stał się przeciwnikiem broni jądrowej. W 1945 r. powiedział: „Ludzie muszą się zjednoczyć, bo inaczej zginą”.