To, co miało ostatecznie przypieczętować klęskę państw Osi, tak naprawdę stało się potężnym straszakiem w tworzeniu nowego międzynarodowego ładu. Ten, kto miał broń atomową, stawał się automatycznie mocarstwem nowego typu i mógł dyktować swoje warunki. Atomowy argument był obecny przez cały czas trwania zimnej wojny – jeszcze w latach 80. XX wieku byliśmy o krok od niewyobrażalnej tragedii ludzkości. Ba – jako członek Układu Warszawskiego Polska miała odegrać znaczącą rolę w ataku na kraje Zachodu. Na szczęście do tego nie doszło…

Włodarze Kremla, którzy w 1945 roku byli jeszcze sojusznikami USA, natychmiast włączyli się do atomowego wyścigu, zdobywając – dzięki swej siatce szpiegowskiej w USA – upragniony „przepis na masową śmierć” i przeprowadzając próbę jądrową już w roku 1949 (badania nad stworzeniem bomby trwały w ZSRR od 1943 roku). 

Wypływające na światło dzienne szczegóły dotyczące prac nad bombą i pierwszych prób jądrowych świadczą o niezwykłej determinacji Moskwy – liczył się efekt końcowy, a jeśli przy okazji ginęli ludzie, a skażone terytoria zamieniały się w martwą ziemię na dziesięciolecia cel uświęcał środki. Wielu intelektualistów zadawało sobie wówczas pytanie: czy nauka powinna wspierać tworzenie arsenałów jądrowych. Czy fizycy (i nie tylko oni) nie stają się aby sojusznikiem diabła, poświęcając swoje umiejętności idei zagłady milionów? Artykuł, który publikujemy, przedstawia różne punkty widzenia badaczy na tę kwestię. Ale nasuwa się jeden generalny wniosek: przesadnych wyrzutów sumienia fizycy jądrowi, na czele z Robertem Oppenheimerem, przeważnie nie mieli.

Owszem, trafiały się wyjątki, jak Kenneth Bainbridge, jeden z szefów projektu Manhattan, który określił środowiska naukowe mianem „skurwysynów”, ale jego głos był raczej odosobniony. Badacze traktowali prace nad bombą atomową jako wymóg czasu i dowód na postęp nauki. Nie byli moralistami, lecz jedynie specami od teorii kwantów i jak najlepiej wykonywali swe zadania. Ostatecznie, stanowili elitę swej profesji i było im dane brać udział w naprawdę epokowym projekcie. A kto by się tym martwił, że projekt może doprowadzić do zagłady Ziemi?

 

Dostępne na YouTube

 

Władze w USA postanowiły odtajnić nagrania testów z lat 1945-1962. Nastąpiło to dokładnie po 55 latach. W tym czasie nagrania znajdowały się w zabezpieczonym sejfie.

Filmy zostały odrestaurowane i przetworzone na wersję cyfrową przez Narodowe Laboratorium  Lawrence’a Livermore’a. Prace były na tyle skomplikowane, że zajęły 5 lat. Jak twierdzą przedstawiciele laboratorium odrestaurowywanie ma na celu nie tylko pokazanie potężnych eksplozji, ale przede wszystkim mają służyć naukowcom.

Laboratorium posiada 10 tysięcy filmów, nagrywanych z prędkością tysięcy klatek na sekundę. Naukowcy przeanalizowali do tej pory około 500 nagrań, ale muszą się spieszyć zanim taśmy przestaną nadawać się do wykorzystania.