Pomysł władz w Canberze, by giganci technologiczni płacili mediom za tworzone przez nie treści zyskał wsparcie organizacji reprezentującej drobnych przedsiębiorców (Cosboa) oraz Australijskiej Komisji Konkurencji i Konsumenta (ACCC).

Pod wpływem dotychczasowych ustaleń ACCC, że Google, ale i Facebook, mają zbyt duży wpływ na australijski sektor mediów władze kraju zapowiedziały projekt przepisów obligujących koncerny technologiczne do negocjacji z lokalnymi mediami na temat opłat za publikowanie w swoich serwisach ich treści. Gdyby nie doszli do porozumienia, wyceny dokonywać ma rządowy arbitraż. 

Dyrektor zarządzająca Google na Australię Mel Silva potwierdza gotowość koncernu do płacenia twórcom za treści, które stworzyli, ale nie godzi się robić tego według zaproponowanych przez rząd zasad. Google m.in. nie chce płacić za hiperlinki ani skróty artykułów „zaciągane” np. na serwis Google News. 

Podstawowym zarzutem wobec giganta jest jego dominacja na rynku wyszukiwarek (90 proc. należy do niego). Przy słabej kondycji prasy drukowanej władze Australii chcą, by sytuację sektora podreperować choćby częściowo wpływami z treści cyfrowych. 12,5 proc. zapytań w australijskiej przeglądarce Google’a dotyczy bieżących wiadomości, więc jest o co walczyć.

Ujawniony przez ACCC cząstkowy raport ze śledztwa prześwietlającego, także zdominowany przez Google’a, rynek reklamy cyfrowej w Australii (wart 2,6 mld amerykańskich dolarów) jako główne problemy wskazuje właśnie dominującą pozycję Google i brak transparentności procesu sprzedaży reklam. 

- Google nie tylko zarządza technologicznym zapleczem pozwalającym na emisję cyfrowych reklam, ta firma posiada też większość przestrzeni do jej wyświetlania. Z tego powodu więcej płacą reklamodawcy, więcej płacą konsumenci – uznała ACCC

Toczące się od lutego 2020 roku śledztwo ma zostać ukończone, wraz z publikacją pełnego raportu, w sierpniu tego roku. Komisja ma m.in. zdecydować, czy Google nadużywając pozycję siły na rynku wyszukiwarek naruszył w tym zakresie australijskie przepisy o wolnej konkurencji. 

Dokładnie to chcą udowodnić prawnicy reprezentujący władze szeregu stanów w USA, które wraz z Departamentem Sprawiedliwości pozwały Google na jego własnym rynku za „wrogie konkurencyjności zachowanie” i nadużywanie „monopolistycznej pozycji” do kontrolowania cen i eliminowania konkurencji.  Analogiczne oskarżenia płyną ze strony regulatorów unijnego i brytyjskiego.

Konflikt między ACCC w Australii i Google trwa od kilku lat. Komisja pozwała już giganta technologicznego sugerując, że złamała przepisy chroniące konsumentów wprowadzając w błąd użytkowników systemu Android odnośnie sposobu gromadzenia i przetwarzania danych lokalizacyjnych.

22 stycznia amerykański koncern zagroził, że jeżeli władze Australii wprowadzą przepisy wymuszające opłaty za treści, firma „odetnie” obywateli tego kraju od wyszukiwarki.  Zeznająca przed komisją senacką Silva wyjaśniła, że przy przyjęciu przepisów w obecnie obowiązującej treści jej firma nie będzie miała innej opcji, niż zablokowanie dostępu do wyszukiwarki.

Premier Scott Morrison skomentował jej słowa następująco: „Australia decyduje o tym co można robić w Australii. To ustala parlament, to ustala rząd. I tak to funkcjonuje w naszym kraju.” Zapowiedzi ze strony australijskiej dyrektor Google’a nadeszły dzień po osiągnieciu przez firmę porozumienia z wydawcami francuskimi, w ramach którego w ciągu trzech lat Google wesprze tamtejszy sektor mediów sumą 1 mld euro.