20 000 przestępstw i wykroczeń rocznie, w tym dwa tysiące rozbojów – życie na osiedlu Bijlmermeer w latach 90. było naprawdę niebezpieczne. Ale dopiero kiedy samolot pasażerski spadł na osiedle i zabił 39 osób, opinia publiczna zwróciła uwagę na amsterdamskie blokowisko. Relacje telewizyjne z tragedii ujawniły, jak wygląda prawdziwe życie w osiedlu-getcie. Czy można przebudować blokowisko tak, aby życie na nim stało się znośniejsze? – zastanawiali się Holendrzy. Okazało się, że można. Nawet drobne poprawki mogą spowodować gwałtowny spadek liczby przestępstw.

WYSTARCZY PODNIEŚĆ PODŁOGĘ

Kiedy osiedle Bijlmermeer powstawało pół wieku temu, miało być rajem dla mieszkańców. Urbaniści zaprojektowali m.in. dwupoziomowe drogi osiedlowe: górą jeździły samochody, rowery i piesi przemieszczali się dołem. Takie rozwiązanie miało zapewnić ludziom bezpieczeństwo, ale skutek był odwrotny do zamierzonego – w osłoniętych alejkach zaczęli czaić się bandyci. Dlatego likwidowanie dwupoziomowych dróg było pierwszym punktem przebudowy. Wyburzono także czteropiętrowe parkingi, cenione przez przestępców. Prócz tego usunięto część wysokich bloków i postawiono niższe. Pojawiły się nowe centra handlowe i sklepy, szkoły, przedszkola, obiekty kulturalne i religijne oraz amfiteatr, boiska i publiczne korty tenisowe, a w niektórych budynkach także powierzchnie biurowe przeznaczone pod wynajem. 80 proc. odzyskanej przestrzeni pełni dziś funkcje publiczne. Zburzono też pobliskie estakady i poprawiono komunikację z centrum – pojawiły się np. nowe stacje metra. Osiedle zaczęło przyciągać przedstawicieli klasy średniej, przede wszystkim artystów i ludzi wolnych zawodów. Stało się bardziej przyjazne, co potwierdziły policyjne statystyki – przestępczość spadła o 60 proc.!

Przykład Bijlmermeer pokazuje, że architektura wprost przekłada się na liczbę przestępstw. Pod tym względem architekci są dziś o wiele mądrzejsi niż w latach 60. Znają wiele trików, które zniechęcają do przekraczania prawa. Świetnie sprawdzają się w tym względzie proste sztuczki psychologiczne. Wystarczy np. podnieść poziom podłogi w budynku kilkanaście centymetrów ponad poziom gruntu, aby odwiedzający poczuł respekt (aby przekroczyć próg, trzeba na niego spojrzeć – czyli pochylić głowę) i zrezygnował z niecnych zamiarów. Podobnie działają tabliczki z nazwami domów: przeprowadzone w USA badania wykazały, że tak oznakowane budynki są okradane rzadziej. Warto zaznaczyć, że aby poprawić bezpieczeństwo jakiegoś kompleksu domów, nie trzeba go grodzić. Wystarczy postawić bramę (albo wybudować łuk między dwoma domami) i już przypadkowi przechodnie będą omijać podwórko, a ci, którzy wejdą, poczują, że są na czyimś terenie. Wiadomo też, że dobre oświetlenie zapobiega przestępstwom. Ciemna ulica odstrasza przechodniów: można kogoś napaść bez świadków i nawet nie zostać zapamiętanym. Stwierdzono także, że białe oświetlenie jest lepsze niż żółte, które sprawia, że budynki i ludzie wyglądają trochę groźnie, odstrasza przechodniów i przyczynia się do wzrostu przestępczości.

BLOKI NA KARTOFLISKU

Transformacja osiedla Bijlmermeer pokazała, że odpowiednimi środkami nawet getto można przemienić w przyjemne miejsce. „Problem tkwi nie w architekturze, ale przede wszystkim planowaniu przestrzeni”– tłumaczy architekt Piotr Fortuna. „Właśnie tu należy zacząć szukać nowych rozwiązań”. Jak powinno wyglądać dobrze zaprojektowane osiedle? „Dziś przy budowie osiedli dobrze sprawdza się model monachijski” – wyjaśnia urbanistka Gabriela Rembarz. „Zakłada on, że nie powinno się budować więcej niż 2500 mieszkań na jednym osiedlu. 1/3 terenu należy przeznaczyć na funkcje mieszkaniowe, 1/3 na miejsca pracy i usługi, 1/3 na zieleń i rekreację”. Niedobrze, kiedy przestrzeni publicznej jest za mało, źle także, kiedy wolnego miejsca jest za dużo, tak jak na polskim osiedlu z czasów PRL, gdzie bloki stoją rozrzucone w olbrzymich odległościach od siebie. „W żadnym blokowisku z wielkiej płyty nie mieszka się dobrze i przyjemnie – chyba że zostanie poddane modernizacji i humanizacji” – mówi dr Iwona Borowik, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Takie poprawianie osiedli z płyty polega przede wszystkim na nadaniu im miejskiego charakteru. „Chodzi o to, żeby wyeliminować wrażenie pustego pola po zbiorach, wielkiej przestrzeni, w której na horyzoncie majaczą jakieś bloki, stworzyć poczucie, że jesteśmy w mieście” – tłumaczy urbanista i mieszkaniec warszawskiego Ursynowa Sławomir Gzell. Osiedla wielkopłytowe nie mogą pozostawać sypialniami, należy je włączyć w strukturę miejską. Najważniejsze jest stworzenie nowych pierzei ulic, przestrzeni ogólnodostępnej, na wzór centrów miast.„Jak mawiamy, przestrzeń osiedli jest z reguły amorficzna, domy znajdują się w dużej odległości od siebie, ta kompozycja jest niezgodna z tym, czego od miasta oczekują jego mieszkańcy. Ulice muszą mieć odpowiednią skalę, budynki odpowiednią wysokość, należy też zachować między nimi właściwe odległości: istotna jest perspektywa człowieka idącego ulicą, tak jak w większości tradycyjnych miast. Perspektywa pieszego powinna też być brana pod uwagę przy określaniu nowych kategorii ulic. Brakuje małych spacerowych uliczek, ulic handlowych itp.” – twierdzi Sławomir Gzell.

NIECH MIESZKAŃCY DECYDUJĄ