O ile część miliarderów, bankierów i członków elity górnego 1 procenta zachowuje się normalnie, inni popadają w głębokie stany lękowe. Zasobne portfele pozwalają ukoić nerwy poprzez ucieczkę z miejsca zagrożenia prywatnym odrzutowcem, skorzystanie z prywatnej izba przyjęć czy schowanie się w przydomowym bunkrze z zapasami na kilka miesięcy. Nowy koronawirus nie zna granic terytorialnych, jedynie te socjalne.

GADŻETY

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Bella  (@bellahadid) Lut 23, 2020 o 12:00 PST

 

Gdy aktorka Gwyneth Paltrow pisała pod wrzuconym na Instagram zdjęciem z samolotu (wracała z Paryskiego Tygodnia Mody), że ”już była w tym filmie” odnosząc się do ”Epidemii strachu” z 2011 roku, miała na twarzy maskę z filtrem. Nie była to tania, jednorazowa ochrona twarzy, którą wybrały np. Kate Hudson czy Bella Hadid, ale markowy produkt firmy Airinum. W kosztujących od 260 do 380 zł maskach pojawiają się na Instagramie kolejne influencerki. Firma obiecuje nową dostawę w kwietniu.

W aptece C.O. Bigelow Apothecaries położonej w nowojorskiej dzielnicy bogaczy Greenwich Village maski filtrujące patogeny klasy N95 wyprzedały się już pod koniec stycznia. – Mamy 300 osób w kolejce. Naszymi klientami są dość znane osoby, zwykle zachowują się bardzo pokornie. Ale teraz mamy sytuacje, gdy pojawia się ktoś i próbuje rzucając nazwiskiem wymusić na nas dostęp do maski – tłumaczy w ”New York Times” Justin O’Connor, pracownik apteki.

 

 

Przeciętny człowiek będzie szczęśliwy, jeżeli uda mu się z apteki czy drogerii wyjść z antybakteryjnym płynem na bazie alkoholu w zwykłej plastikowej butelce z dozownikiem. Bogatym firma Byredo oferuje, a oni to na pniu wykupują, ”odkażacz dłoni” z nutami zapachowymi kwiatów i bergamotki za ponad 130 zł. Firma Olika swój płyn antybakteryjny sprzedaje w pojemnikach o kształcie kurczaczka. Jedynie równowartość 55 zł za trzy sztuki.

Judy, start-up stworzony w połowie stycznia przez Simona Hucka, bliskiego znajomego Kim Kardashian West, na pniu sprzedaje swoje ”zestawy przetrwania” dopasowane do damskich torebek. Wersja mini kosztuje 50 dolarów, maxi 150. W środku jest zestaw plasterków, torba na odpadki, wilgotne ściereczki, odkażacz do rąk, baterie, latarka i kilka podobnych drobiazgów.

 

SAMOLOTY

W czasach, gdy kichanie czy kaszel obiegające gdzieś z tylnych rzędów brzmią dla pasażerów niczym trąby wieszczące nadejście 4 jeźdźców apokalipsy, wielu przesiada się z samolotów regularnych linii do przewoźników oferujących loty prywatnymi maszynami. Ci, których na to stać, omijają problem odprawy lotniskowej docierając samochodem bezpośrednio do hangaru. Płacą byle uciec z ogarniętego epidemią miejsca.

 

 

Jeszcze w lutym duże korporacje zarządziły lotniczą ewakuację pracowników ze swoich biur w Chinach i innych krajach Azji dotkniętej koronawirusem. Adam Twidell, CEO prywatnej firmy lotniczej PrivateFly pomagał organizować te masowe ucieczki. Wśród jego klientów nie brakuje też rodzin chcących czarterem umknąć realnemu czy domniemanemu niebezpieczeństwu.