Sezon grypowy jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a już pojawiły się problemy. Jak donosi „Rzeczpospolita”, w aptekach w całym kraju – szczególnie w większych miastach – już zaczyna brakować szczepionek. Niektóre hurtownie ustanowiły limit – jedna szczepionka na jedną aptekę dziennie.

Farmaceuci muszą liczyć się z tym, że zamówione szczepionki będą im wydzielane w poszczególnych terminach niewielkimi partiami. Mariusz Politowicz, członek Naczelnej Rady Aptekarskiej, zamówił 20 szczepionek, na razie otrzymał 7, a na kolejne będzie musiał czekać nawet do października. Z kolei Marcin Piątek z Okręgowej Izby Aptekarskiej w Bydgoszczy z zamówionych 60 sztuk dostał tylko dwie.

Ministerstwo Zdrowia ma „potwierdzoną gotowość dostaw 1,8 mln szczepionek i szansę na kolejne 200 tys., co razem daje 2 mln” – zapewnił wczoraj minister Adam Niedzielski. Immunolodzy ostrzegają, że w tym roku taka ilość może okazać się niewystarczająca, bo wielu Polaków chce skorzystać ze szczepienia przeciwko grypie jako środka ochronnego w czasie trwającej pandemii koronawirusa.

Resort tłumaczy, że zapotrzebowanie na preparat było zgłaszane jeszcze przed wybuchem pandemii, a biorąc pod uwagę wcześniejsze statystyki szczepień przeciw grypie w Polsce, nie było konieczności zamawiania większej liczby szczepionek. Tym bardziej, że wyszczepialność na grypę wynosiła nie więcej niż 4 procent.

Według raportu GIS w sezonie 2017/2018 na grypę zaszczepiło się tylko 3,7 proc. Polaków. W sezonie jesienno-zimowym 2019/2020 zachorowało ponad 3,8 mln osób. Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny, od września 2019 roku na grypę zmarło w Polsce 65 osób, a od początku 2020 roku już 62.

– Produkcja szczepionki nie jest prosta i nie można jej zwiększyć ot tak, bez wcześniejszego zaplanowania – wyjaśnia w rozmowie z rp.pl Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. W praktyce oznacza to, że nie ma szans na znaczące zwiększenie puli dostępnych w Polsce dawek.

W trudnej sytuacji są szczególnie osoby z grupy ryzyka – m.in. osoby starsze oraz cierpiące na choroby przewlekłe – a także pracownicy służby zdrowia. Choć jeszcze niedawno resort zapewniał, że te osoby będą miały zapewniony dostęp do preparatu, teraz okazuje się, że są zmuszeni szukać szczepionki w różnych aptekach – często bez skutku.

W obawie przed jesienną falą koronawirusa, Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało plan ochronny, który obejmuje m.in. właśnie program szczepień przeciw grypie. Jednak immunolog Paweł Grzesiowski ocenia, że dysponując zaledwie 2 mln dawek taki program nie ma szans powodzenia. Polska potrzebowałaby bowiem nawet 10 razy więcej szczepionek.

– Ta nowa filozofia to też zmiana podejścia do walki z koronawirusem. Mamy za sobą etap obrony przed koronawirusem, gdy stosowaliśmy agresywne środki. Teraz zmieniamy charakter podejścia – odchodzimy od środków stosowanych w ujęciu ogólnokrajowym na rzecz środków dostosowanych do skali zjawiska – mówił Niedzielski na konferencji prasowej.

– Rządowe zamówienia szczepionek robi się najpóźniej na poziomie maja. W związku z tym kto inny jest odpowiedzialny za niewykonanie tego działania, niepodjęcie przynajmniej próby zwiększenia dostaw szczepionek do Polski. (…) Możemy zatem mówić o kompletnej porażce programu szczepień przeciw grypie, zanim ona się jeszcze pojawiła i zanim program ruszył – mówił Grzesiowski w TVN24.


 


 

 

Zwiększone zapotrzebowanie na szczepionki na grypę już zgłosiło wiele krajów na całym świecie – m.in. USA, które zamówiły rekordowe 179 mln dawek.