To były dobre czasy dla Europy. Obeschły już łzy po tych, co nie wrócili spod Waterloo, a okopy na polach porosły młodym zbożem. Panowie dyskutowali o cygarach, polowaniach i inwestowaniu w budowę romantycznych parków w stylu angielskim. Panie o szaleństwach Shelleya i nowym krzyku mody – halce z fiszbinami do podtrzymywania krynoliny. Od kiedy Johann Wolfgang Goethe wydał „Cierpienia młodego Wertera”, młodzi wiedzieli już, jakiego języka używać, gdy się mówi o miłości. Ale poetę poza literaturą interesowała też inżynieria i geologia. Dlatego razem z pruskim ministrem Śląska Fryderykiem von Redenem w 1790 r. wybrał się obejrzeć śląskie kopalnie. W księdze pamiątkowej kopalni „Fryderyk” w Tarnowskich Górach zachował się jego wiersz. Poeta napisał, że choć leży ona „na końcu świata, z dala od ludzi wykształconych”, to jednak może stanowić oparcie dla podnoszącej się z kolan pruskiej gospodarki. W drodze powrotnej von Reden zaprosił Goethego do swojej rezydencji w Bukowcu. Królewski minister, zgodnie z romantyczną modą, wybudował pod Karkonoszami pałac, stylizowaną na „starogrecką” świątynię, w której miał gabinet z widokiem na Śnieżkę, „średniowieczne” ruiny opactwa i dom ogrodnika w kształcie ula, w którym hodował egzotyczne rośliny. Również król Fryderyk Wilhelm III każdego roku jeździł w Góry Olbrzymie – jak zwano wówczas Karkonosze – aby odetchnąć od polityki i podyskutować z malarzami: Casparem Friedrichem, Filipem Otto Rungem i Johanem Dahlem. Odkąd zaś rodzina królewska kupiła pałac w Karpnikach, nieopodal Redena, posiadanie rezydencji w tej okolicy stało się dla arystokracji koniecznością. I tak w Ciszycy koło Kowar zamieszkał książę Antoni Radziwiłł, z nadania Fryderyka Wilhelma III namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Król lubił tego Polaka, biegłego nie tylko w sztuce operowej (napisał muzykę do „Fausta”, a Goethe, tylko dla niego, w jednym egzemplarzu zmienił specjalnie tekst), ale i w polityce. Radziwiłł rozkochał w sobie królewską stryjeczną siostrę, księżnę Fryderykę Dorotę na tyle skutecznie, że w 1796 r. byli już małżeństwem. Mieli dwie córki: Wandę i Elizę.

JAK ROMEO I JULIA


Ulubiony syn króla Fryderyka, książę Wilhelm, znał swoją daleką polską kuzynkę od dziecka. Radziwiłłowie mieszkali w Berlinie w pałacu przy Wilhelmstrasse 77 i z królewską rodziną spotykali się dość często. Ale tak naprawdę dostrzegł ją, kiedy powrócił z wojny napoleońskiej, gdzie zdobył Żelazny Krzyż. W czasie balu z okazji podpisania traktatu wersalskiego w 1815 roku zatańczyli kadryla. Wilhelm – wysoki, szczupły osiemnastolatek w stroju Konrada III. Eliza, choć ledwie dwunastoletnia, w bardzo kobiecej białej sukni. „Stała przed nim jak anioł. I wtedy wszystko się zaczęło” – napisał w 1889 r. w „Aniele z Ciszycy” Bauer Oswald.

Wilhelm miał świadomość, że jego starszy brat Fryderyk, następca tronu, jest słabego zdrowia. A to oznaczało, że kiedyś on, Wilhelm, może poczuć na własnych skroniach ciężar korony. Wiedział też, że pruska arystokracja nie dałaby zgody na ślub z Elizą, ponieważ brata następcy tronu mogła poślubić tylko córka władcy. A nie ledwo księcia, choćby nawet i namiestnika. Minęło 5 lat. Był sierpień i na zielonych tarasach zamku w Książu toczyły się „żywe obrazy”, popularna rozrywka tamtych czasów: młodzi arystokraci przebrani za postaci z mitologii lub współczesnej literatury trwali w bezruchu ku uciesze kontemplujących te sceny dam i kawalerów. Wilhelm i Eliza jako Romeo i Julia odgrywali ostatnią scenę tragedii. „Kocham – napisał wkrótce w cytowanym przez Kurta Jagowa liście do swego wychowawcy, powiernika i przyjaciela Johanna Friedricha Gottlieba Delbrücka. – Kocham, ale co dalej? Nie wolno mi posłuchać serca. Nie wolno mi się do niej zbliżać”.

W roku 1820 mijało właśnie czterysta lat od urodzin Barbary Radziwiłłówny. W dziejach rodu Radziwiłłów zdarzyła się już przecież podobna historia. Następca tronu Zygmunt August pokochał dziewczynę, której pokochać nie powinien. Barbara Radziwiłłówna miała 23 lata i była wdową. Zygmunt zakochał się tak, że ślub wziął natychmiast w największym sekrecie. Musiał oprzeć się woli ojca Zygmunta Starego, Bony Sforzy, Sejmowi Rzeczypospolitej i Kościołowi. – Król może mieć żonę tylko równej krwi – grzmiał prymas Mikołaj Dzierzgowski. Sejm wezwał do unieważnienia małżeństwa. Bona knuła intrygi przeciw Barbarze. Mikołaj Rej piętnował zaślepienie króla w wierszu „Rzecz Pospolita Polska chramiąc tuła się po światu” zwanym „paszkwilem o orle i gęsi”. Ale Zygmunt się nie poddał. W grudniu 1550 r. Barbara Radziwiłłówna została królową. Prawdopodobnie pierwszą w historii Polski królową z miłości, choć tylko pół roku cieszyła się koroną. Umarła na skutek błędów w leczeniu, a może otruta przez Bonę.

Wreszcie Wilhelm wyznał prawdę ojcu. Kilka tygodni później, w wigilijne przedpołudnie 1820 r., Fryderyk Wilhelm III wezwał do siebie Antoniego Radziwiłła na rozmowę o narzeczeństwie. Antoni Radziwiłł zobowiązał się wynająć prawników z kancelarii K. F. Eichhorna, którzy znaleźliby sposób, aby uznano Radziwiłłów za równych książętom Rzeszy. Wówczas ślub mógłby się odbyć, z zachowaniem zasady Ebenbürtigkeit (równego urodzenia). Wkrótce Wilhelm Pruski zaręczył się z Elizą Radziwiłłówną.

MIŁOŚĆ I POLITYKA