Pacjenci przybywający do Centrum Zdrowia Mózgu otwartego niedawno w Las Vegas nigdy nie zapomną jego widoku. Powyginana bryła, wyglądająca jakby stopiło ją pustynne słońce Nevady, nie przypomina żadnego z dotychczasowych ośrodków tego typu (czytaj: szpitali psychiatrycznych). Autor obiektu, 81-letni Frank Gehry przez lata obiecywał, że w stolicy hazardu nigdy niczego nie zbuduje, bo architektura jego budowli potrzebuje przestrzeni, którą mogłaby zdominować, i otoczenia, z którym by kontrastowała. Zmienił jednak zdanie, gdy o projekt poprosił go Larry Ruvo, szef fundacji zajmującej się zaburzeniami neurologicznymi. Ojciec Larry’ego zmarł z powodu choroby Alzheimera, przyjaciółka Gehry’ego stoczyła walkę z pląsawicą Huntingtona, atakującą ośrodkowy układ nerwowy. Czteropiętrowy kompleks składa się z dwóch połączonych dziedzińcem skrzydeł – w pierwszym mieści się klinika, ośrodek badań i pokoje pacjentów, w drugim tzw. Life Activity Center, z salą na 900 osób, kawiarnią i interaktywnym Muzeum Umysłu. Światło wpada tu przez 199 okien różnych kształtów i wielkości. Przykrywającą skrzydło strukturę złożono z 550 stalowych zróżnicowanych elementów.

Architektura w służbie zdrowia

W leczeniu choroby Alzheimera nacisk kładzie się na rozwijanie nowych umiejętności i stymulowanie mózgu. Trudno wyobrazić sobie, by obiekt Gehry’ego pozostawił kogoś obojętnym. Część przeznaczoną dla pacjentów zbudowano z poukładanych schodkowo białych sześcianów różnej wielkości. Kontrastowe zestawienie obu brył ma przywodzić na myśl dwie półkule mózgu. Larry Ruvo pamiętał, jaką traumą była dla jego ojca pierwsza wizyta w szpitalu, kiedy w poczekalni spotkali pacjentów w zaawansowanym stadium choroby, niekontrolujących podstawowych czynności. Namówił więc Gehry’ego, aby zrezygnował z takiego miejsca. Nowo przybyli zostaną przywitani przez portiera i od razu zaprowadzeni do pokoi. Przestrzenie wspólne zostały tak zaplanowane, aby nie przypominały sterylnych wnętrz typowej kliniki. Ważną rolę w procesie leczenia odgrywa naturalne światło, jasne kolory ścian i... sztuka. Korytarze mają stać się galerią, w której będą prezentowane prace słynnych artystów.

Fundacja chce zbudować więcej podobnych ośrodków na całym świecie. Jak pokazują badania, najlepsze efekty terapeutyczne w zakresie chorób psychicznych osiąga się w przestrzeni, którą psychologowie nazywają dospołeczną. Pomóc mogą ciepłe, jasne kolory, rozproszone, niezbyt intensywne oświetlenie, nisko zawieszony sufit czy masywne (ale lekkie) meble. Kameralne wnętrza wpływają na poczucie bezpieczeństwa i nawiązywanie kontaktów między pacjentami. Problemem są monotonne szpitalne korytarze, ale i tu można wprowadzić kilka sprawdzonych rozwiązań. „Dłuższe ściany wystarczy pomalować na kolor jaśniejszy, krótsze – na ciemniejszy, a na posadzce zaplanować poszerzające ją wzory” – mówi Agnieszka Hundert-Wawrzyniak, projektantka wnętrz oddziałów psychiatrycznych szpitala w Wałbrzychu. „Obrazy powinny mieć charakter relaksacyjny, np. zachody słońca. Należy unikać krajobrazów we mgle czy w czasie burzy. Musimy też przewidzieć miejsce na prace pacjentów. Terapia poprzez sztukę bardzo pomaga chorym” – dodaje.

Odlot nad kukułczym gniazdem

Szczególnie istotny jest projekt wnętrz, w których przebywają najmłodsi. Interesującą koncepcję zrealizowało biuro Dana Pearlmana ze specjalistami oddziału psychiatrycznego Szpitala Ewangelickiego w Berlinie. Wszystkie elementy wystroju zostały zaprojektowane pod kątem realizowanego w ośrodku programu leczenia – to zupełnie nowe podejście do psychiatrii dziecięcej. Blok, w którym przebywają dzieci, został zamieniony w wyspę księżniczki Elizy. Aby ułatwić pacjentom aklimatyzację, wymyślono historię, którą lekarze opowiadają im po przyjeździe. Przewidziano trzy rodzaje pokojów: piaskowy gród dla najmłodszych (od 3 do 6 lat), palmowy szałas (7–13 lat) i Kliper dla nastolatków. Wystrój pomieszczeń odpowiada tematyce i etapowi rozwoju pacjentów. Także projektantów z japońskiej pracowni Nendo zainspirowały nietypowe metody leczenia. Psychiatrzy z tokijskiej kliniki MD.net starają się rozbudzać wyobraźnię pacjentów. Część wspólna wraz z recepcją przypomina pensjonat prowadzony przez ekscentryczną starszą panią – na ścianach wiszą poroża jeleni i małe lustra w grubych ramach, na podłodze znajduje się wykładzina w psychodeliczne wzory. Drzwi są tylko atrapą, prawdziwe wejścia do pokoi umieszczono za regałami na książki lub ukryto w ścianach – otwierając się, „rozcinają” elementy wystroju. Za jedynymi drzwiami, które można otworzyć normalnie, znajduje się okno.