Chiński pochód humanoidów. Czy Pekin wygra wyścig o „ucieleśnioną AI”?

Wizja mechanicznej pomocy domowej, która zmywa naczynia, ściele łóżko i opiekuje się seniorami zmierza z ekranów telewizorów prosto do rzeczywistości. Choć media społecznościowe zalewają nagrania tańczących robotów czy maszyn patrolujących ulice, za tymi obrazami kryje się chłodna, długofalowa strategia geopolityczna. Chiny, zmagające się z błyskawicznie starzejącym się społeczeństwem i lukami na rynku pracy, postawiły wszystko na jedną kartę: ucieleśnioną sztuczną inteligencję.
...

To już nie tylko cyfrowy asystent w telefonie, ale myślący procesor połączony z elastycznym, uczącym się ciałem, który ma stać się fundamentem „realnej gospodarki” Państwa Środka. Pekin nie tylko chce dogonić Zachód, ale dzięki swojej potędze produkcyjnej zamierza zalać świat robotami z metką „Made in China”.

Kluczowa różnica między podejściem Chin a Zachodu leży w skali i zaangażowaniu państwa

Podczas gdy w USA rozwój humanoidów spoczywa głównie na barkach miliarderów i prywatnych startupów, takich jak Tesla ze swoim Optimusem czy Boston Dynamics, w Chinach proces ten jest stymulowany odgórnie przez Komunistyczną Partię Chin. Pekin traktuje ucieleśnioną AI jako priorytet w nadchodzącym planie pięcioletnim, o czym świadczą przyznane fundusze inwestycyjne – w Pekinie jest to aż 14,3 miliarda dolarów, a Szanghaj dokłada własne miliony, by napędzać lokalnych inżynierów.

Nie da się ukryć, że Chiny dysponują czymś, czego Zachód obecnie im zazdrości: potężną bazą produkcyjną i nienaruszonym łańcuchem dostaw. Pozwala to na błyskawiczne skalowanie produkcji, gdy tylko technologia osiągnie dojrzałość. Podczas gdy Elon Musk obiecuje milion sztuk Optimusa rocznie do 2030 roku w cenie 20 tysięcy dolarów za sztukę, chińscy liderzy tacy jak UBTech czy Unitree już teraz dostarczają tysiące jednostek. Skala ta jest tak ogromna, że chińskie władze zaczęły wyrażać obawy o powstanie „robotycznej bańki” – obecnie w Chinach działa ponad 150 firm produkujących humanoidy, często powielających te same rozwiązania dla tych samych rynków.

Zeroth M1, pierwszy domowy robot humanoidalny.

Jednak ucieleśniona AI to coś więcej niż robotyczna obudowa. To systemy, które w przeciwieństwie do stacjonarnych algorytmów, potrafią interpretować fizyczne otoczenie, uczyć się na błędach i dostosowywać do nowych zadań bez specjalistycznego kodowania. Przełomem okazał się model DeepSeek R1 ze stycznia 2025 roku, który pokazał światu, że chińska myśl w dziedzinie AI jest już w pełni dojrzała i gotowa do opuszczenia świata cyfrowego na rzecz fizycznej pracy w fabrykach i domach.

 Bezpieczeństwo w cieniu algorytmów

Jak to zwykle bywa, imponujący postęp technologiczny niesie ze sobą pytania o bezpieczeństwo, które coraz głośniej zadają eksperci z RAND Corporation czy Carnegie Endowment. Autonomiczny humanoid to nie tylko pomocnik, ale potencjalne zagrożenie wewnętrzne na ogromną skalę. Jeśli maszyna potrafi analizować otoczenie, słyszeć rozmowy i mapować wnętrza budynków, staje się idealnym narzędziem do szpiegostwa i inwigilacji. Istnieje więc realna obawa, że dane zbierane przez chińskie roboty będą musiały być udostępniane tamtejszemu rządowi.

Robot Wanda od UniX AI

Problemem jest również podatność na ataki hakerskie. Zhakowany samochód autonomiczny to niebezpieczeństwo, ale zhakowany robot z dłońmi i siłą fizyczną to zupełnie nowy poziom zagrożenia. Eksperci ostrzegają przed możliwością przejęcia kontroli nad całymi flotami robotów w celu sabotażu infrastruktury krytycznej czy wywołania „robotycznego powstania” rodem z filmów, sterowanego przez zewnętrznych aktorów. Już teraz niektóre kraje, jak Australia, ostrzegają urzędników przed używaniem aut wyprodukowanych w Chinach ze względu na ryzyko podsłuchów. W przypadku humanoidów, które mają towarzyszyć nam w najbardziej prywatnych sferach życia, te zagrożenia jeszcze rosną. Bo w końcu co będzie stało na przeszkodzie, by robotyczna pomoc domowa pod naszą nieobecność przeglądała dokumenty czy nawet zbierała dane z komputera. Brzmi to oczywiście skrajnie, jednak takie scenariusze również trzeba brać pod uwagę, czy tego chcemy, czy nie.

Jednak na razie zdaje się, że Chinom, przynajmniej oficjalnie, chodzi o coś zupełnie innego

Wspomniane wcześniej statystyki dotyczące grup społecznych w państwie Środka rzucają światło na motywację Pekinu. Zmiany demograficzne są nieubłagane – szacuje się, że do 2040 roku populacja osób powyżej 60. roku życia w Chinach wzrośnie do ponad 400 milionów osób. W obliczu kurczącej się siły roboczej i konieczności zapewnienia opieki tak ogromnej grupie, roboty humanoidalne przestają być luksusem, a stają się koniecznością ekonomiczną. Pekin widzi w nich szansę na utrzymanie wzrostu gospodarczego bez konieczności otwierania granic na masową imigrację, co mogłoby zachwiać stabilnością społeczną.

Na razie Chiny zdają się wygrywać wyścig o ucieleśnioną sztuczną inteligencję, łącząc polityczną wolę z niespotykanymi możliwościami produkcyjnymi. Podczas gdy Zachód debatuje nad etyką i regulacjami, Pekin buduje armię mechanicznych pracowników gotowych do wejścia w każdą sferę życia – od opieki nad chorymi po montaż w fabrykach. Pozostaje jednak pytanie, jaką cenę przyjdzie im za to zapłacić? Bo nie da się nie zauważyć, że chcąc znaleźć rozwiązanie na przyszłe problemy, Chiny zdają się w ogóle nie zauważać tych, które są obecnie. Wprowadzając roboty do fabryk czy innych miejsc o charakterze usługowym również pozbawiają swoich obywateli pracy, bo w końcu to nie tak, że obsadzają nimi jedynie puste wakaty. Co więc będzie z tzw. „tanią siłą roboczą”? Postęp technologiczny już teraz zbiera swoje żniwo, ale to dopiero początek.