Kiedy w 2007 roku Steve Jobs podczas targów MacWorld po kazał pierwszego iPhone’a, wy znaczył trend utrzymujący się do dziś. Telefon pozbawiony-- klawiatury, zamiast niewielkiego wyświetlacza – duży, przynajmniej jak na tamte czasy, ekran obsługiwany dotykiem. I oczywiście dostęp do internetu, który sprawił, że jesteśmy ciągle online.
Dziś ten iPhone nie zrobiłby na nikim wrażenia. Choćby z tego powodu, że miał ekran o przekątnej zaledwie 3,5 cala, podczas gdy dzisiejsze smartfony są już z reguły sześ-
ciocalowe. Po latach gwałtownego rozwoju ewolucja zwolniła, co widać też po statystykach sprzedaży. Jeszcze w 2015 r. fani Apple zmieniali iPhone’a na nowy model średnio raz na dwa lata, w 2018 roku decydowali się na to dopiero po 33 miesiącach. Globalna sprzedaż smartfonów spada nawet o kilkanaście procent w skali roku.

Zdaniem futurolożki Amy Webb to nie jest tylko chwilowe spowolnienie. Jak pisze w raporcie „Tech Trend Reports 2019” – obserwujemy początek końca ery smartfonów.
Za pięć lat przestaniemy przy sobie nosić jedno uniwersalne urządzenie. Smartfony zostaną zastąpione pakietem mniejszych urządzeń ubieralnych, tzw. wearables, którymi będziemy sterować za pomocą głosu, gestów i dotyku. Oczywiście zanim to nastąpi, pojawią się nowe, jeszcze doskonalsze smartfony. – Ten rynek jeszcze przez wiele lat będzie mocno stał na nogach. Smartfon nigdzie nie odchodzi, ale może zmienić swą formę – uważa David McQueen, analityk z ABI Research.

UDOSKONALANIE KLASYKI

Choć ekrany smartfonów mają dziś z reguły około 6 cali, konstruktorzy starają się przeznaczyć na obraz jeszcze więcej powierzchni urządzenia. Wyświetlacze stają się coraz bardziej wydłużone i zaokrąglone. Takie zabiegi pozwalają zmaksymalizować przekątną, jak np. w Sony Xperia 1 do 6,5 cala (proporcje kinowe 21:9), a jednocześnie poprawić ergonomię chwytu i obsługi jedną dłonią. Drugi trend to zmniejszanie elementów na przedniej powierzchni telefonu, tworzących wcięcie (tzw. notch), w którym znajduje się kamera i inne czujniki. Chodzi o to, by smartfon za jakiś czas stał się jednorodnym szklanym ekranem. Najpierw producenci zaczęli ukrywać kamerę w wysuwanym module – takie rozwiązanie występuje w Xiaomi Mi Mix 3, Honor Magic 2 czy Oppo Reno. O krok dalej jest Xiaomi Mi 9. Zastosowano w nim technologię Under-Display Camera, czyli kompletnie niewidoczny aparat ukryty pod ekranem.

Same kamery stają się tak dobre, że nawet bardzo wymagający użytkownicy zaczynają robić zdjęcia telefonem, a nie cyfrową lustrzanką. Już w zeszłym roku Huawei P20 Pro
oferował pięciokrotny zoom hybrydowy. Dziś górną granicę możliwości wyznaczają modele takie jak Huawei P30 Pro czy Oppo Reno 10x Zoom. Mają tzw. peryskopowy zoom i oferują 10-krotne zbliżenie hybrydowe, które cyfrowo można rozszerzać nawet do 50–60 razy. W przyszłym roku najlepsze modele mogą oferować nawet 15- lub 20-krotny zoom, co pozwala na zrobienie bardzo dokładnych zdjęć z dużej odległości.

 

Wszystko wskazuje również na to, że z tyłu smartfona standardem będą trzy lub cztery osobne, szerokokątne obiektywy, tak jak w Huawei P30 Pro. Oznacza to, że telefony będą robić dobre zdjęcia nawet przy słabym oświetleniu, kiedy nasze oko rozróżnia tylko kontury.

ROZKŁADANY NIEWYPAŁ

Dotychczasowy wzorzec smartfona zakładał, że jest on sztywnym prostokątem. Jednym ze sposobów na zwiększenie powierzchni ekranu ma być stworzenie telefonów ze składanymi elementami. Pojawiają się pomysły na elastyczne wyświetlacze zawijane wokół urządzenia lub przypominające kartkę książki. Większy ekran ma sprawić, że smartfon pozostanie mieszczącym się w kieszeni urządzeniem, ale przejmie też funkcje tabletu. Prototypy składanych telefonów zaprezentowało na razie trzech producentów. Pierwsza była mało znana firma Royole, która pokazała urządzenie FlexPai (ekran o przekątnej 7,8 cala). Następni byli liderzy rynku: Samsung z modelem Galaxy Fold (7,3 cala) i Huawei z Mate X (8 cali). Plotki głoszą, że podobną konstrukcję mają mieć Motorola Razr 2019, Oppo Foldable oraz podwójnie składany Xiaomi Mi Flex. Prace nad tego typu telefonem potwierdziło nawet Google, ale nie należy się go spodziewać w najbliższej przyszłości.

Wygląda bowiem na to, że zbudowanie składanego smartfona wcale nie jest proste. Samsung miał wprowadzić Galaxy Fold na rynek w kwietniu, ale ze względu na problemy techniczne przesunął to na bliżej nieokreśloną przyszłość. Huawei Mate X miał zadebiutować w czerwcu i kosztować ok. 10 tys. zł, ale już wiadomo, że ta premiera opóźni się
o co najmniej trzy miesiące. Eksperci nie są zresztą pewni, czy składane telefony się przyjmą. Większy ekran robi wrażenie, ale smartfon wyposażony w coś takiego traci jeden ze swych atutów – smukłość i lekkość. Poza tym taki format wyświetlacza to rewolucja. Kwadratowy ekran o przekątnej 7–8 cali nie będzie konkurencją dla tabletów. Może też być trudny do zaakceptowania dla użytkowników smartfonów, którzy przywykli już do pionowego formatu obrazu, dominującego w aplikacjach takich jak Snapchat czy Instagram.

WYŚWIETLACZ Z SUPERSZYBKĄ SIECIĄ

Możliwe więc, że prawdziwą rewolucję wywoła zupełnie co innego. W najbliższych latach firmy telekomunikacyjne chcą zaoferować nam jeszcze szybszy mobilny dostęp do internetu. Chodzi przede wszystkim o technologię 5G, a także nowe standardy WiFi. W ciągu kilku kolejnych lat większość nowych smartfonów ma umożliwić korzystanie z takich udogodnień. W praktyce oznacza to, że będziemy mogli oglądać na telefonie wideo w znakomitej jakości, transmitowane na bieżąco przez sieć. Tylko czemu poprzestawać na filmach? W ten sam sposób będziemy mogli korzystać z gier (tak jak w dostępnej już dziś technologii Nvidia GameStream) i praktycznie każdej usługi,
jaką dziś zapewniają aplikacje. A to oznacza, że nie będziemy ich musieli instalować w telefonie. – Smartfon stanie się „głupim” wyświetlaczem służącym do transmisji obrazu
i dźwięku poprzez sieć 5G. Większość obliczeń, które dziś wykonuje elektronika telefonu, zostanie przeniesiona do chmury – uważa analityk David McQueen.

W takiej sytuacji telefon stanie się „chudszy”, ponieważ nie będzie potrzebował drogiego i energochłonnego procesora ani dużych ilości pamięci. Znikną też zapewne znane nam dziś łącza, takie jak gniazdko słuchawkowe czy port USB. Wszelka komunikacja z telefonem będzie bezprzewodowa. Nie będzie potrzebna nawet „szufladka” na kartę SIM – już dziś zastępuje ją moduł eSIM, na stałe wbudowany w telefon. Smartfon przyszłości stanie się więc wodoodporną jednolitą szklaną tabliczką, a jego możliwości techniczne będą zależeć od zaawansowanych aplikacji działających na internetowych serwerach.

Ta sama zasada powinna też stosować się do innych urządzeń przenośnych, które staną się inteligentniejsze. Technologie ubieralne (tzw. wearables) nie będą potrzebowały zaawansowanej elektroniki, co przełoży się na spadek ich ceny i dłuższe działanie na jednym ładowaniu baterii.

 

TELEFON W KAWAŁKACH

Tu dochodzimy do wizji przedstawionej przez Amy Webb. Za 5–10 lat coraz więcej funkcji, które dziś kojarzymy ze smartfonem, przejmą urządzenia ubieralne: douszne słuchawki, okulary, zegarki, pierścionki, bransoletki wyposażone w czujniki biometryczne, głośniki i mikrofony. Dziś większość z nich działa niezależnie od siebie i potrzebuje łączności ze smartfonem albo komputerem. Webb przewiduje, że z czasem to się zmieni i wszystkie te urządzenia połączą się w jeden wspólnie działający ekosystem.

Inteligentne zegarki to pierwsze urządzenia, z których można korzystać bez smartfona. Przykładem mogą być modele Apple Watch Series 4, Samsung Gear S3 Frontier LTE, LG Urbane 2nd Edition LTE. Za ich pomocą można prowadzić rozmowy (nawet bez potrzeby podłączania słuchawek bezprzewodowych), pisać lub dyktować SMS-y, odczytać maile, słuchać muzyki, sprawdzić pozycję na mapie i monitorować swą aktywność fizyczną.

W przyszłości coraz większą popularność będą zdobywać także tzw. hearables, czyli urządzenia douszne. Będą pełnić funkcję napędzanego sztuczną inteligencją asystenta głosowego, który na podstawie pomiarów aktywności mózgu, ciśnienia krwi, pulsu, ruchu, analizy dźwięku będzie przewidywał, co i kiedy chcemy zrobić. Przykładowo w restauracji kiedy wyczuje, że koncentrujemy się na rozmowie z naszymi znajomymi, wyciszy odgłosy tła (muzykę, rozmowy innych gości), a wzmocni głosy, których wcześniej się nauczył.

Już dziś pojawiają się słuchawki, które mają dodatkowe możliwości. Jabra Elite Sport mierzy nam puls w uchu, Google Pixel Buds czy Mymanu Click potrafią tłumaczyć na bieżąco rozmowy prowadzone w różnych językach. Bragi The Dash to z kolei model, który wyczuwa ruchy naszej głowy. Dzięki temu możemy np. zaakceptować połączenie
przychodzące, potakując albo odrzucić je, potrząsając głową.

Za jakiś czas mogą też pojawić się hearables, do których obsługi nie będzie potrzebny głos. Przykładem może być projekt AlterEgo, czyli interfejs przymocowany do twarzy, któ-
ry pozwala wydawać polecenia np. asystentowi głosowemu bez otwierania ust. Wystarczy tylko pomyśleć o tym, że wypowiadamy jakieś słowa, a czujniki przekażą informację
z naszych mięśni do algorytmów sztucznej inteligencji odczytujących to, co bezgłośnie mówimy. Komunikacja w drugą stronę również odbywa się bezgłośnie. AlterEgo przekazuje dźwięk do ucha wewnętrznego przez kości czaszki, bez zakłócania zwykłej percepcji słuchowej użytkownika.

ZAMIAST EKRANU

Nie można jednak zapominać, że smartfon to przede wszystkim urządzenie pokazujące obraz. Gadżety umieszczane w uszach czy na nadgarstkach mogą być użyteczne, ale nie pozwolą nam na obejrzenie filmu, wirtualną rozgrywkę, sprawdzenie mapy czy zanurzenie się w rzeczywistości rozszerzonej (AR). Następca telefonu musi mieć ekran albo coś, co go zastąpi. Pierwszym rozwiązaniem tego typu będą zapewne okulary, takie jak Google Glass.

 

Co prawda ich wczesna wersja pokazana sześć lat temu nie zawojowała świata, ale do sprzedaży trafia właśnie kolejny model. Google Glass Enterprise Edition 2 mają być przeznaczone dla specjalistów – będą pomagać w pracy np. serwisantom samolotów (wyświetlając procedury obsługi) czy lekarzom (pokazując dane medyczne i badania
obrazowe pacjenta). Bardziej zaawansowane rozwiązania znajdziemy w okularach Creator One, pokazanych w ubiegłym roku przez firmę Magic Leap. Przekazują one obraz bezpośrednio do oka użytkownika, dzięki temu obiekty cyfrowe płynnie nakładają się na rzeczywisty obraz. To oznacza, że np. w grach wirtualne stwory będą potrafiły schować się za fotelem i zza niego wyjrzeć. Creator One nie muszą współpracować ze smartfonem – w ich obudowie kryje się cała niezbędna elektronika. W podobnym kierunku idzie Microsoft ze swoimi okularami HoloLens.

FUTURYSTYCZNE POMYSŁY

Dalsze etapy ewolucji są na razie bardziej domeną science fiction niż prawdziwej technologii. Możliwe, że uda się całkowicie wyeliminować ekran – czy to smartfona, czy
montowany w nadal mało komfortowych okularach. Jedna z koncepcji zakłada, że będziemy nosić szkła kontaktowe wyświetlające informacje na powierzchni naszych oczu.
Patenty na takie rozwiązania zastrzegło już kilka firm, w tym Sony i Samsung, a zaawansowane próby prowadziły wspólnie firmy Google i Novartis. Ich elektroniczne soczewki kontaktowe miały mierzyć poziom glukozy u chorych na cukrzycę.

Jednak w 2016 r. Novartis wycofał się z testów klinicznych z udziałem ludzi uznając, że jest jeszcze za wcześnie na takie badania. Inne rozwiązania zaprezentowali naukowcy z Uniwersytetu Carnegie Mellon i Uniwersytetu Stanowego Arizony. Ich LumiWatch wykorzystuje przedramię użytkownika jako dotykowy ekran dla miniaturowego projektora. A w odległej przyszłości wszelkie ekrany mogą stać się zbędne, bo dane będą przekazywane bezpośrednio do mózgu, jak twierdzi między innymi wizioner Elon Musk (podobne prace prowadzi też Facebook). Ciekawe, czy wtedy ktoś jeszcze będzie pamiętał, że cała ta rewolucja zaczęła się od 3,5-calowego iPhone’a.