Pod koniec lutego w Chinach wykryto 43 tys. przypadków infekcji asymptomatycznych. Choć umieszczono ich pod kwarantanną i obserwowano postęp choroby, nie ujmowano ich w oficjalnych liczbach zarażonych. Ta wynosiła wówczas 80 tys.

Walka z wirusem, który ma kilku, czasem nawet kilkunastodniowy okres inkubacji (pacjent zaraża nie wiedząc, że jest chory) jest trudna. Ukrywanie danych epidemiologicznych nie czyni jej łatwiejszą. Zazwyczaj sprowadza się to do definiowania warunków, przy których każdy przypadek wliczany jest do puli chorych (w Polsce są kontrowersje dotyczące np. wliczania zgonów osób w kwarantannie 

Dla Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) chory na COVID-19 to człowiek, u którego infekcję wykazał przeprowadzony na nim test. To, czy ma symptomy, czy nie, nie jest ważne. Takie samo podejście ma Korea Południowa.

Chiny 7 lutego zdecydowały się uznawać za potwierdzone przypadki tylko ludzi z symptomami, nadal jednak testowały wszystkich którzy mogli mieć kontakt z chorym. Tylko wyniki testów były jedynie dla wiedzy rządzących. Z kolei Polska, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Włochy po prostu nie testują ludzi bez symptomów. Wyjątkiem są lekarze pracujący na pierwszej linii walki z wirusem.

Podejście Koreańczyków i Chińczyków, tzn. masowe testy (niezależnie od tego, co potem robi się z tą informacją) dało efekt w postaci sprawnego (jak się wydaje) ograniczenia roznoszenia się wirusa. W Europie i Ameryce Północnej, gdzie testuje się tylko ewidentnie chorych choroba szaleje a ludzie umierają.

Ujawnione przez South China Morning Post” dane o odsetku przypadków asymptomatycznych w Chinach podważają dotychczasowe stanowisko WHO, że tego typu transmisje patogenu są ”niezwykle rzadkie” (raport organizacji wspominał o 1 do 3 proc. przypadków).

- Liczba przypadków COVID-19 na całym świecie rośnie podobnie jak różnica statystyczna wynikająca z porównania raportów publikowanych przez Chiny z danymi spływającymi z innych państw – Hiroshi Nishiura, japoński epidemiolog z Hokkaido University, napisał w lutym w otwartym liście do czasopisma ”International Journal of Infectious Diseases”. 

Nishiura badał Japończyków sprowadzonych specjalnymi samolotami z Wuhan, epicentrum światowej pandemii. Po tym, gdy wszystkich poddano testom okazało się, że liczba przypadków bezobjawowych wynosi 30,8 proc., mniej więcej tyle, ile wynika z ukrywanych rządowych statystykach z Chin i niemal tyle, co oficjalne dane z Korei Południowej (ponad 20 proc.).

Na słynnym liniowcu Diamond Princess z 712 zarażonych pasażerów aż 334 było asymptomatycznych. Unijne dane z ogniska pandemii w północnych Włoszech wskazują, że 44 proc. zainfekowanych nie zdradza objawów. Problem w tym, że w większości regionów tego kraju nie testuje się ludzi bez objawów.