Chyba nikt nie ogląda filmów science fiction, by nauczyć się fizyki, ale ja mam uczulenie na nadużycia, jakich dopuszczają się scenarzyści. Wybaczam niewiele naukowych błędów, a jednym z nich jest rozchodzenie się dźwięków w próżni. Przecież kosmiczne sceny batalistyczne byłyby piekielnie nudne, gdyby ktoś chciał w nich ściśle trzymać się praw fizyki. Teoretycznie w czasie orbitalnych walk powinna panować kompletna cisza, co oznacza, że takie produkcje jak „Gwiezdne wojny” w dużej mierze byłyby filmami niemymi.

Przenoszenie dźwięku kojarzy się przede wszystkim z gazami, takimi jak powietrze. Ale potrafią to również ciecze i ciała stałe. Co więcej, w tych ośrodkach dźwięk przenosi się lepiej i szybciej. Im gęstszy ośrodek, tym lepiej nadaje się do przenoszenia drgań. No bo dźwięk to drgania, o czym wiedzą prawie wszyscy – tylko jak je sobie wyobrazić? Fala dźwiękowa nie przypomina fali na wodzie. Dźwięk to nie falowanie powietrza, cieczy czy ciała stałego, lecz zagęszczanie i rozrzedzanie. Mówiąc, hałasując albo grając na instrumentach, powodujesz rozciąganie i zgniatanie powietrza pomiędzy źródłem dźwięku a odbiornikiem (np. uchem).

Co ciekawe, nie zawsze to, co odbiera nasze ucho, jest najważniejsze. Wyobraźmy sobie, że słuchamy pełnego składu orkiestry symfonicznej. Czy muzycy naprawdę są w stanie naśladować każdy możliwy dźwięk? Nie – bo nie muszą. Sporo dźwięków dopowiada nam mózg. Choć nikt ich nie wygrywa i choć nasze ucho ich nie odbiera, to mózg wie, że powinny być zagrane. Dlatego „słyszymy” je całkiem wyraźnie.

A jak to się dzieje, że donośne dźwięki wydają np. w sumie niewielkie skrzypce? Źródłem dźwięku nie są w nich struny. Te rzeczywiście drgają (pod wpływem pocierania o nie smyczkiem), ale owe drgania są zbyt słabe, by mogły być słyszalne na dużej sali koncertowej. Zmieniając długość struny (przez dociskanie palcem do podstrunnicy,) zmieniamy częstotliwość jej wibracji. Te przenoszone są przez mostek na górną powierzchnię pudła rezonansowego. Wraz z nim drgać zaczyna znajdujące się w środku powietrze, które pełni rolę wzmacniacza.

Źródłem dźwięków gitar, skrzypiec, wiolonczel czy kontrabasów nie są więc struny, tylko pudła rezonansowe. I tutaj dochodzimy do największej tajemnicy instrumentów strunowych. Wyprodukowanie zwykłych skrzypiec nie jest wielkim problemem. Jednak stworzenie instrumentu wybitnego wymaga geniuszu i ogromnej wiedzy: o lakierach, o rodzajach drewna, technologii jego suszenia, a nawet o grzybach, które w nim żyją. Stradivariusy – uważane za najlepsze skrzypce na świecie – mają niepowtarzalny dźwięk m.in. dlatego, że zrobiono je z lekko zagrzybionego drewna.

Na koniec zastanówmy się jeszcze nad energią niesioną przez fale dźwiękowe. Czy jest ona wystarczająco duża, żeby coś zniszczyć – np. rozbić kieliszek? Tak, ale dokonanie tego za pomocą głośnego śpiewu czy krzyku jest w zasadzie niemożliwe. Po to, by kieliszek pękł, musiałby wpaść w rezonans z dźwiękiem. To zaś jest możliwe tylko wtedy, gdy ów dźwięk przez dłuższy czas ma dokładnie taką samą częstotliwość. Człowiek nie potrafi emitować takich fal dźwiękowych – do tego potrzebne są specjalne urządzenia.