Informacji na temat dostarczają badania przeprowadzone przez zespół naukowców z Australii. Zdaniem autorów, profesorów Richarda O’Haira z Uniwersytetu w Melbourne i Stephena Blanksby'ego z Uniwersytetu Technologicznego w Queensland, smog powstaje, gdy dojdzie do występowania dwóch czynników: zanieczyszczenia spowodowanego działalnością człowieka i naturalnych zjawisk, takich jak: duża wilgotność powietrza, mgła czy brak wiatru.

Ozon i lawina wolnych rodników

Jednym z głównych składników smogu jest ozon. Posiada silne właściwości toksyczne i bakteriobójcze, dzięki czemu wykorzystywany jest jako środek dezynfekujący. Na organizm ludzki ozon wpływa jednak drażniąco, uszkadza błony biologiczne, hamuje działanie niektórych enzymów i zaburza proces oddychania komórkowego.

Australijscy naukowcy, wykorzystując technikę spektrometrii masowej, postanowili zbadać, w jaki sposób, na poziomie molekularnym, cząsteczki ozonu reagują z białkami płuc. 

Okazuje się, że efekt był nagły i zaskakujący. W obecności ozonu cysteina, czyli aminokwas wchodzący w skład białek płuc, stała się niezwykle reaktywna, co wywołało lawinę wolnych rodników. Tymczasem wolne rodniki to ogromnie niszczycielska siła, która powoduje wiele niekorzystnych przemian chemicznych. Jeśli ich produkcja wymknie się spod kontroli, są w stanie zniszczyć cały ustrój. Przykładowo: to właśnie one odgrywają kluczową rolę w rozwoju niektórych chorób serca i nowotworów.

Nieodwracalne szkody

„Kiedy dużo wolnych rodników zaczyna powstawać np. w wyściółce płuc, dochodzi do uszkodzeń, które w efekcie prowadzą do rozwoju stanu zapalnego i trudności z oddychaniem” - tłumaczy prof. O’Hair.

„Jeśli w płucach doszło już do uszkodzeń spowodowanych działalnością wolnych rodników, nie da się odwrócić tego procesu. Jest mało prawdopodobne, że kiedykolwiek uda się stworzyć magiczny lek, który naprawi powstałe szkody" - podkreśla badacz.

Jak dodaje uzyskane przez jego zespół wyniki stanowią krok naprzód ku zrozumieniu wpływu ozonu cząsteczkowego na białka ludzkiego organizmu. „Jednak trzeba pamiętać, że nasze testy prowadziliśmy w sztucznym środowisku. Dlatego w następnej kolejności należy potwierdzić uzyskane wyniki na żywych modelach” - podsumowuje O’Hair.