Prawie 9 milionów Polaków pali codziennie papierosy. Rocznie 70 tys. z nich umiera z powodu chorób odtytoniowych. W skali świata liczba ofiar przekracza 7 mln. Z medycznego punktu widzenia wszyscy palacze powinni zerwać z nałogiem z dnia na dzień. Tyle, że mimo dziesięcioleci badań naukowych, zakazów, kampanii edukacyjnych i produktów mających ułatwić odstawienie papierosów, okazało się to mało realne. Do dziś nie istnieje skuteczna metoda rzucenia palenia, która sprawdziłaby się u wszystkich potrzebujących i dawała trwałe rezultaty. 

– Nie możemy wciąż stawiać palaczy tylko przed wyborem „rzuć albo umieraj”. Wielu z nich pali mimo świadomości tego, jak bardzo jest to szkodliwe. Ci ludzie pilnie potrzebują rozwiązań alternatywnych, które zmniejszą ryzyko chorób odtytoniowych i przedwczesnej śmierci – mówi prof. Brad Rodu z Uniwersytetu Louisville, specjalista od ograniczania szkód wywoływanych przez tytoń. 

Idea ograniczania szkód wywołuje gorące dyskusje w środowisku naukowym, ale też zyskuje popularność na całym świecie. 

Nikotynowy mit

Wbrew pokutującym do dziś mitom nikotyna nie wywołuje raka i nie zatruwa organizmu, przynajmniej w takich dawkach, jakie przyswajają sobie palacze. Jest natomiast silnie uzależniająca. 
– W mózgu człowieka palącego papierosy zachodzą zmiany, które przystosowują go do określonego poziomu nikotyny. I te zmiany powodują, że pozbawiony jej palacz nie może normalnie funkcjonować – wyjaśnia prof. Joseph DiFranza z Uniwersytetu Massachusetts. 

Co więcej, nikotyna z papierosów działa błyskawicznie. Jedna czwarta dawki zawartej w porcji dymu już po siedmiu sekundach dociera do mózgu. Stężenie nikotyny we krwi osiąga szczytową wartość w momencie, gdy palacz gasi niedopałek w popielniczce. Dostarczanie tej substancji poprzez plastry, gumy do żucia czy drażetki nie jest tak szybkie, dlatego u wielu palaczy to się nie sprawdza.
Co ciekawe, firmy tytoniowe przez jakiś czas próbowały zmodyfikować klasyczne papierosy w taki sposób, by były mniej szkodliwe. – Badania nad tymi produktami początkowo były obiecujące. Ale gdy zaczęliśmy sprawdzać, jak takie papierosy wpływają na ludzi, okazało się, że nie dają żadnych korzyści zdrowotnych. Dlatego porzuciliśmy ten kierunek badań i skupiliśmy się na produktach alternatywnych, takich jak e-papierosy – wyjaśnia Sarah Cooney, szefowa działu współpracy naukowej i komunikacji British American Tobacco.

Zasada działania e-papierosa jest prosta. Do urządzenia wyposażonego w grzałkę wkładamy pojemnik z płynem (tzw. liquidem) zawierającym nikotynę oraz substancję, która po podgrzaniu zamienia się w aerozol. Najczęściej jest to glikol propylenowy – związek chemiczny wykorzystywany m.in. w urządzeniach produkujących dym podczas koncertów. Część liquidów zawiera też dodatki takie jak aromaty. Takie mieszanki podczas podgrzewania uwalniają znacznie mniej substancji niż w przypadku spalania tytoniu w papierosie. 

 

Mniejsze ryzyko

Obliczenia przeprowadzone na Uniwersytecie Georgetown wykazały, że tylko w USA e-papierosy mogłyby pomóc 6,6 mln palaczy, wydłużając życie każdego z nich średnio o 13 lat. 
Nie znaczy to  jednak, że nowe formy przyjmowania nikotyny nie budzą emocji. – Dzięki e-papierosom palacze obchodzą zakazy palenia, a to sprawia, że nałóg znów może stać się akceptowalny społecznie. Z kolei elektroniczne urządzenia mogą przyciągać uwagę zwłaszcza młodych użytkowników, dla których są kolejnym modnym gadżetem – mówi prof. Stanton Glantz z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. 

Faktem jest, że przez kilka lat e-papierosy znajdowały się w swoistej próżni prawnej. Według przepisów nie były wyrobami tytoniowymi, więc można ich było używać tam, gdzie obowiązywał zakaz palenia tytoniu. Dziś jednak e-papierosów dotyczą te same ograniczenia. 

Kwestia atrakcyjności elektronicznego gadżetu jest bardziej skomplikowana. – Z naszych badań wynika, że ludzie mają różne potrzeby i preferencje dotyczące alternatywnych rozwiązań dostarczających im nikotynę. Jeśli coś im nie będzie odpowiadać, przerzucą się z powrotem na bardziej szkodliwe papierosy – mówi Sarah Coney z BAT. - Nierzadko w grę wchodzą też czynniki kulturowe. Snus, czyli tytoń w torebkach umieszczanych w ustach jest bardzo popularny w Szwecji, gdzie stopniowo wypiera papierosy. Ale w Japonii nie sprawdził się w ogóle, bo został uznany za niehigieniczny. Japończycy natomiast chętnie przerzucają się na urządzenia elektroniczne. Co więcej, dostępność na rynku wyrobów alternatywnych takich jak e-papierosy zwiększa liczbę prób rzucenia palenia zwykłych papierosów w tym prób udanych.

 

Temperatura pod kontrolą

Dziś na rynku dostępne są e-papierosy wykorzystujące różne technologie. Przykładem jest działający w systemie zamkniętym e-papieros Vype ePen 3, który składa się z dwóch elementów: baterii i gotowych wkładów. Bardziej zaawansowani użytkownicy mogą wybierać w urządzeniach, które umożliwiają im personalizowanie ustawień. 

Jednak nawet tak szeroki wybór nie zaspokaja potrzeb wszystkich palaczy. Niektórym z nich brakuje aromatu tytoniu, a nawet samego rytuału wyciągania papierosa z paczki. Z myślą o takich osobach powstały nowe rozwiązania – urządzenia do podgrzewania tytoniu. Ich konstrukcja do pewnego stopnia przypomina tę znaną z e-papierosa. Jednak w tym przypadku aerozol pochodzi z wkładu zawierającego nie płyn, ale specjalnie spreparowany tytoń, który jest podgrzewany. 

– Kluczowa jest tu temperatura. Jeśli będzie zbyt wysoka, dojdzie do spalenia tytoniu i uwolnienia setek bardzo szkodliwych związków chemicznych. Natomiast w temperaturach między 200 a 300 st. C z tytoniu uwalniane są przede wszystkim substancje aromatyczne i niewielkie ilości toksyn – wyjaśnia dr James Murphy, szef działu badań biomedycznych w laboratoriach British American Tobacco.
Badania wykazują, że urządzenia do podgrzewania tytoniu wytwarzają aerozol, który zawiera od 90 do 95 proc. mniej szkodliwych substancji niż klasyczny dym tytoniowy.

Zaawansowane badania nad rozwojem nowoczesnych produktów nikotynowych realizowane są także w Polsce – w należącym do British American Tobacco Centrum Naukowo Badawczym zlokalizowanym w Poznaniu.

- Przed wpuszczeniem nowego produktu na rynek, w tym podgrzewaczy tytoniu czy papierosów elektronicznych, taki produkt podlega rejestracji w biurze do spraw substancji chemicznych. Wymaga to, jeszcze przed zgłoszeniem, wykonania szeregu testów związanych z bezpieczeństwem produktu – tłumaczy dr Michal Kozłowski z poznańskiego eSmoking Institute, przeprowadzającego testy produktów dostępnych w sieci eSmoking World. - Należy zbadać płyn nikotynowy, należy zbadać samo urządzenie, np. elektroniczny papieros, ale także to, co powstaje w wyniku odparowania płynu nikotynowego bądź też podgrzania tytoniu. 

Dokładne badania, które pozwolą precyzyjnie ustalić, jak tego typu produkty wpływają na zdrowie ludzi wymaga jednak wielu lat. Dobra wiadomość jest taka, że firmy tytoniowe nie tylko same angażują się w tego typu projekty badawcze, ale też publikują ich wyniki w recenzowanych, poważnych czasopismach naukowych i są otwarte na krytykę.