W języku angielskim słowo “crunch” oznacza chrupanie lub trzask, a szeroko pojęta branża IT zapożyczyła je, by opisać powszechnie występujące w niej zjawisko, które wynika z rychłej konieczności zwiększenia natężenia prac nad projektem, co często oznacza po prostu przedłużającą się pracę, by zdążyć z nim na czas. Crunch ma wiele twarzy – niekiedy wiąże się to praktycznie z mieszkaniem w biurze przez kilka dni, kiedy indziej wystarczy tylko kilka nadgodzin. 

Crunch – co go powoduje?

Istnieje wiele czynników, z których wynika konieczność crunchowania, jednak wszystkie łączą się w jednym, bardzo stresującym punkcie – są bezlitosnym wyścigiem z czasem.

Z czego zatem wynika sama obsuwa? Najczęściej jest to zgłoszenie pilnego zapotrzebowania na nową funkcjonalność bądź niespodziewana zmiana kierunku rozwoju produktu. Niekiedy wynika to również ze złego oszacowania ilości pracy (czasami nieświadomie, czasami z pełną premedytacją) potrzebnej na stworzenie pełnego produktu. 

Bywa i tak, że firmy zgadzają się na ustalony z góry termin zakończenia prac, wiedząc, iż bez crunchu nie ma szans na dowiezienie projektu na czas – robią to z konieczności zachowania płynności finansowej i utrzymania się na powierzchni.

Kolejnym potencjalnym wyzwalaczem crunchu może być również niewystarczające doświadczenie zespołu lub brak zgrania w jego szeregach, a także problemy na poziomie produkcji, które zaburzają efektywność prac.

Paradoksalnie również sam crunch może być wyzwalaczem konieczności dalszego crunchowania, jako że ciągnące się w nieskończoność godziny pracy, brak snu i kiepskie odżywianie mogą prowadzić do tak zwanego “zmęczenia materiału”, czyli stanu, w którym popełniamy znacznie więcej błędów, a nasze procesy myślowe nie są tak błyskotliwe, jak wtedy, gdy jesteśmy idealnie wypoczęci.

Crunch domeną wielkich produkcji?

Czy crunche zdarzają się tylko w potężnych studiach produkujących kasowe gry i dużych firmach IT, które pracują nad skomplikowanymi projektami? Niekoniecznie. 

Potrzeba intensyfikacji prac równie często pojawia się w niezależnych studiach gamingowych i małych firmach IT, które mają ograniczone zasoby, ale duże ambicje. Crunchowanie nie jest też obce freelancującym programistom, którzy często podejmują się ratowania projektów, z którymi nie wyrabiają się zaprzyjaźnione firmy.

Czy crunch to zawsze zła rzecz?

Zależy, jak na to spojrzeć. Z biologicznego punktu widzenia na pewno nie – na dłuższą metę natłok obowiązków, brak wypoczynku i kiepskie jedzenie mogą wykończyć zdrowotnie. Z drugiej strony, dobry pracodawca zawsze wynagradza taki wysiłek – czy to premią, czy to płacą za nadgodziny, czy też dodatkowymi dniami wolnymi.

Jako zjawisko balansujące na granicy czegoś dobrego i czegoś złego, crunch może mieć zaskakująco pozytywne efekty na dużą skalę – w końcu to często w wyniku crunchowania powstają najbardziej jakościowe produkty cyfrowe.