UROK ZWIERCIADŁA

[Węgrów, woj. mazowieckie]

Przyrząd do okultystycznych praktyk nad drzwiami zakrystii razi niektórych wierzących. Wystosowali swego czasu nawet list do biskupa, który jednak odpowiedział, że nie jemu decydować o losie zabytku. Poza tym napis na ramie zwierciadła pojednawczo głosi: „Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus ad iste Dei verus in obseqium est” („Bawił się tym zwierciadłem Twardowski, wykonując magiczne sztuki, teraz narzędzie zabawy zostało przeznaczone na służbę Bogu”). 

Jedną z takich „zabaw” czarnoksiężnika było ponoć wywołanie ducha Barbary Radziwiłłówny. Badacz tematu dr Roman Bugaj ubolewa, że lustro znajduje się w kościele – z tego powodu magicznego artefaktu do dziś dokładnie nie przebadano, bo trudno zrobić to w kościelnej zakrystii. Tymczasem już w 1885 r. podróżnik Benedykt Dybowski, prezentując magiczne zwierciadła japońskie, sugerował: „Zwierciadło Twardowskiego należy do luster tego samego rodzaju co japońskie i chociaż z innego może materiału, lecz zbudowane jest na tych samych zasadach. W swej płaszczyźnie ma misternie ukryty i dla oka zupełnie niewidoczny sztych wewnętrzny, doskonale zeszlifowany, nawet przez dotyk niewyczuwalny. Dopiero gdy promień światła pada na niewidoczne dla oka rysy sztychu pod określonym kątem, powoduje się rzutowanie obrazu oparte na ogólnych zasadach optyki”.

Na razie wiadomo, że metalowe zwierciadło ma 56 cm wysokości i 46,5 cm szerokości. Grubość jego płyty wynosi ok. 8 mm, a całość waży prawie 18 kg. Prawdopodobnie zostało wykonane w XVI w., a w 1706 r. miejscowi zakonnicy oprawili je w czarną drewnianą ramę. Na tafli zwierciadła widać rysę. W XIX wieku historyk Teodor Narbutt tak wyjaśnił jej pochodzenie: „uczniowie dawniej ciskali w zwierciadło ciężkimi rzeczami dlatego, że w nim ukazywały im się postacie wykrzywiające się w przeraźliwy sposób. Na ostatek, jeden cisnąwszy kluczami kościelnymi, roztrzaskał zwierciadło tak, że już odtąd ukazywać masek dziwacznych zaprzestało”. Przeglądanie się w tym lustrze miało być ryzykowne. Trudno zliczyć sławy, które się na to odważyły, a potem tej odwagi pożałowały, zobaczywszy  swoją  przyszłość  (choćby Napoleon!). 

Na marginesie warto zauważyć, że nieopodal Węgrowa zakwitła „legenda” całkiem świeża i ewidentnie stworzona pod turystów. Otóż pałac w Patrykozach (lub coś, co wcześniej stało w jego miejscu) uchodzi za dawne laboratorium mistrza Twardowskiego, w którym usiłował zrealizować marzenie alchemików: miniaturowego sztucznego człowieka, zwanego homunkulusem. Sam pałac wybudowano w XIX wieku w stylu romantycznym. Dzisiaj najbardziej przypomina bajkowe budowle z filmów Disneya.

MAGICZNE MIASTO

[Kraków, woj. małopolskie]

Żołnierzowi, co grał zucha/ Wszystkich łaje i potrąca,/ Świsnął szablą koło ucha,/ Już z żołnierza masz zająca” – tak unieśmiertelnił magiczne umiejętności mistrza Twardowskiego Adam Mickiewicz w balladzie „Pani Twardowska”. Czy to tylko bajeczka? Nic podobnego. Zdaniem dr. Romana Bugaja, owianego legendami czarnoksięskiego mistrza Twardowskiego należy identyfikować z Niemcem Laurentiusem Dhurem, opłacanym na Zygmuntowskim dworze jako „Dor Schwab”. Jego nazwisko (Dor–Dhur–Duranovius–Durentius) można tłumaczyć na polski z niemieckiego i łaciny jako „Twardy” albo właśnie „Twardowski”. Wykształcony w  Wittenberdze  miał  być uczniem samego Fausta (1480–1540). Do Polski przybył w połowie XVI w., aby zainteresować swoimi usługami możnowładców (szczególnie Mniszchów) i króla (za panowania Zygmunta Augusta został nie tylko nadwornym magiem, ale i koniuszym litewskim). Wprawdzie po latach nadworny lekarz Zygmunta III Wazy Joachim Possel nazywa Twardowskiego tylko kuglarzem, a nie magiem, ale pośrednio potwierdza jego historyczność. O Twardowskim alias Dorze Schwabie wspominali też inni ludzie pióra i świadkowie z epoki (autor „Dworzanina polskiego” Łukasz Górnicki, poeta Jan Giza, dworzanie królewscy Jan Zieleński i Jakub Pęgowski). „Skoro Twardowski był postacią historyczną, to zachowały się też i dokumenty” – potwierdza w rozmowie z „Focusem” Maciej Miezian z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, historyk sztuki, autor przewodnika „Krakowskie Stare Miasto. Ścieżkami władców, artystów, alchemików”. To właśnie Kraków jest miejscem, gdzie przetrwało najwięcej historycznych pamiątek po mistrzu.

„Wiemy, że Twardowski był właścicielem kamienicy Pod św. Janem Kapistranem na Rynku u wylotu ul. Wiślnej” – informuje historyk. Kraków odgrywał wówczas rolę prawdziwej mekki czarnoksiężników. Jak informuje Roman Bugaj w książce „Nauki tajemne w dawnej Polsce” astrologia i po części alchemia stały się przedmiotem oficjalnych wykładów na Akademii Krakowskiej. „Pozostałe, tj. magia, nekromancja, kabalistyka, chiromancja, krystalomancja i katoptromancja, należały do dyscyplin tajemnych, uprawianych poza murami tej uczelni” – pisze Bugaj i dodaje, że „scholarom parającym się tymi dziedzinami magii często wytaczano procesy”. Najwyraźniej jednak nie zmniejszało to zainteresowania „owocem zakazanym”, Twardowski zaś doczekał się licznego grona adeptów. „Istnieje miejsce na Podgórzu, za kościołem św. Józefa, tradycyjnie nazywane »szkołą Twardowskiego«” – podaje Maciej Miezian. 

 

Legendarna „szkoła” to kamieniołom w obecnym parku im. Wojciecha Bednarskiego. Może to tam – jak pisał w XVII w. historyk Christian Gottlieb Jöcher – „w podziemnej sali wykładowej koło Krakowa [biorąc pod uwagę ówczesne granice miasta – przyp. red.] prowadził swe tajemne wykłady nekromancji?”. Ponoć po tym, jak diabli wzięli mistrza, uczniowie czarnoksiężnika, szukając skarbów, dzięki czarodziejskim sztuczkom dostali się do wnętrza kamieniołomu. Jednak nie znaleźli tam nic poza magiczną księgą. A propos księgi: legenda może nawiązywać do skarbu Biblioteki Jagiellońskiej, który stanowi potężnych rozmiarów encyklopedia z XV w. zwana „Księgą Twardowskiego”. Plamę na str. 141 brano swego czasu za dotknięcie czarciej łapy. W istocie jednak księga jest dziełem Pawła Żydka z Pragi, zatytułowanym „Liber viginti artium”, zaś tajemnicza plama na pergaminie powstała zwyczajnie – jak przekonuje Bugaj – z rozlanego czarnego inkaustu.

Tak czy inaczej „szkoła Twardowskiego” na Podgórzu to nie jedyne miejsce w Krakowie kojarzone z badaniami i skarbami mistrza magii. „Są też Skałki Twardowskiego z Grotą Twardowskiego na Zakrzówku oraz Kopiec Krakusa, na którym miał prowadzić swoje badania” – wyjaśnia Miezian. Skałki powstały jakoby po nieudanym eksperymencie i wybuchu w laboratorium czarnoksiężnika! Dziś przyciągają częściej nie ezoteryków i poszukiwaczy skarbów, lecz wspinaczy. 

Ostatecznie, po diabelnych perturbacjach, mistrz Twardowski wylądował na Księżycu, co skłania Macieja Mieziana do dodania jeszcze jednego niezwykłego adresu: „Oczywiście nie można zapomnieć o Krzysztoforach, gdzie znajduje się Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, a gdzie codziennie opuszcza się na nitce z księżyca pająk, by przynieść Twardowskiemu najnowsze plotki z Rynku”…

DUCH RADZIWIŁŁÓWNY

[Warszawa, woj. mazowieckie]

Zygmunt August do tego stopnia nie mógł pogodzić się ze śmiercią Barbary Radziwiłłówny (1551 r.), że próbował sprowadzić ducha ukochanej z zaświatów. Kiedy doniesiono mu, że są na to sposoby, nie spoczął, dopóki nie przeprowadzono takiej próby, w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 r. Kronikarz i lekarz Joachim Possel zasugerował w „Historia Poloniae” z 1624 r., że magicznej ceremonii dokonano na Wawelu. Jednak rękopis poety Jana Gizy wskazuje, że wywoływanie ducha odbyło się na Zamku Królewskim w Warszawie, wówczas dużo mniejszym, zbudowanym w stylu renesansowym i gotyckim (jakże pasującym do obcowania z upiorami). Historyczne śledztwo przeprowadzone przez Romana Bugaja („Nauki tajemne w dawnej Polsce”) wskazuje, że to raczej Giza ma rację. Wywoływanie ducha zmarłej wyglądało następująco: „Twardowski uprosił króla, by z krzesła, na którym siedzi, nie ruszył się, zachowując milczenie, gdyby inaczej postąpił, byłoby narażone na niebezpieczeństwo życie i dusza. Przy ukazaniu się (zjawy) było widać smutną, żałosną i jakby niesłychaną tragedię. Mało brakło, a króla nie można by zatrzymać i rzuciłby się na jej łono i zapragnąłby słodkich uścisków, gdyby Twardowski króla nie odciągnął i zatrzymał na krześle, aż mara zniknęła”.

Jak można się domyślać, króla należało odciągać, aby zbyt podniecony nie odkrył prawdy o „duchu”. Jak jednak dokonano mistyfikacji? „Niektórzy uważali, że seans odbył się przy współdziałaniu sił magicznych i że nekromanta Twardowski posiadał zdolności mediumiczne. Inni jeszcze usiłowali dowodzić, że Twardowski w czasie inwokacji użył latarni magicznej lub że posłużył się się specjalnym zwierciadłem, mającym właściwość rzutowania obrazów. Niektórzy wreszcie wyrazili pogląd, że czarnoksiężnik w czasie seansu wprowadził odpowiednio ucharakteryzowaną kobietę, mieszczkę warszawską Barbarę Giżankę, która następnie odegrała rolę »ducha« Barbary Radziwiłłówny” – podsumował swoje poszukiwania prawdy Bugaj.

Dlaczego w grę wchodził sobowtór? Ponieważ organizatorem seansu spirytystycznego nie był Twardowski, lecz skupiona wokół rodu Mniszchów klika dworska starająca się sterować królem. Prawdopodobnie dbali oni, aby łóżko króla nie pozostawało zimne. Kiedy erotyczna fascynacja króla Radziwiłłówną nie przemijała, sprowadzili mu przed oczy „ducha” – a do łóżka też Barbarę, tyle że Giżankę – podobną do zmarłej, która być może odegrała już swoją rolę w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku…

Po co to wszystko? Otóż bracia Mikołaj i Jerzy Mniszchowie żerowali na królu, a po śmierci władcy w Knyszynie „zaopiekowali się” jego skarbcem. Kiedy powołano komisję sejmową do zbadania tej sprawy, mistrz Twardowski, świadek ich machinacji, miał za swoją „zakazaną” wiedzę zapłacić najwyższą cenę.

TA KARCZMA MYSTKI-RZYM SIĘ NAZYWA!

[Mystki-Rzym, woj. podlaskie, pow. wysokomazowiecki]

Popadłszy w kłopoty (śmierć króla, afera z Mniszchami), Twardowski postanowił dla własnego bezpieczeństwa uciec do Węgrowa. Niestety, po drodze zatrzymał się we wsi Mystki, w stojącej na skraju wioski karczmie „Rzym”. Tam zaś diabli go wzięli! („Ale zemsta, choć leniwa,/ Nagnała cię w nasze sieci;/Ta karczma Rzym się nazywa,/ Kładę areszt na waszeci!”). A mówiąc dokładnie: dopadli go tam zabójcy wysłani przez Mniszchów. Twardowski był w końcu niebezpiecznym świadkiem ich pasożytowania na królu Zygmuncie Auguście. Za taką wersją wydarzeń, potem przyobleczoną w metaforyczną opowieść o porwaniu podróżnego przez czarty, opowiada się dr Roman Bugaj, autor monografii o czarnoksiężniku. O to, gdzie mieścił się feralny „Rzym”, toczą Mystki spór z Krakowem. Tak czy owak, ślady po starej karczmie też diabli wzięli. Chociaż nie do końca: mieszkańcy wsi mówią, że tam gdzie stała, do dziś rośnie w polu kilkusetletni wiąz, a obok wciąż znajdowane są w ziemi cegły. Żeby dotrzeć do tego magicznego drzewa, trzeba jednak zasięgnąć języka już na miejscu.

HYDROZAGADKA MISTRZA

[Czechowizna, woj. podlaskie, pow. moniecki]

W opisie Tykocina z 1684 r. czytamy: „Chodzi wieść u ludu miejscowego, iż Twardowski, ażeby królowa Barbara miała na czem pływać, zrobił djabłami groblę 200 kroków mającą, na stawie dochodzącym do 1,5 mili długości; a wiadomo, że 12.000 niewolnika co było w Tykocinie we trzy tygodnie las wycięli i rzekę płynącą do Jaszonówki mocną zamknęli groblą”. Ten ciekawy zapis, to nie jedyna informacja o hydrologicznych zainteresowaniach mistrza Twardowskiego w tych rejonach. 

 

W Czechowiźnie, 4 km na północ od Knyszyna, do dziś znajduje się Jezioro Zygmunta Augusta. Wedle legendy nad brzegiem miał kiedyś stanąć pałac dla Barbary Radziwiłłówny. Ten sztuczny zbiornik należy do najstarszych w Polsce. Historycy twierdzą, że utworzono go na rozkaz króla w 1559 r. przez spiętrzenie rzeki Nereśl. Piewcy mistrza Twardowskiego sugerują natomiast, że nie udałoby się to bez udziału czarnoksiężnika. Właśnie on wezwał czarty, które pomogły czeskim niewolnikom wykopać jezioro. Nad bramą przystani nad jeziorem swego czasu umieszczono napis, który sprytnie ani temu zaprzeczał, ani potwierdzał: 

„Staw ten egzystuje od dawnych już czasów. Pamięta Jagiellonów, panowanie Sasów, Przetrwa burze dziejowe, inwazję Moskali, Król Zygmunt go założył. Czesi wykopali”.  

MACZUGA NA DIABŁY

[Pieskowa Skała, woj. małopolskie, pow. krakowski]

Znajdująca się obok zamku w Pieskowej Skale – gdzie bywał ponoć mistrz Twardowski – wapienna Maczuga Herkulesa też ma według legendy związki ze sławnym czarnoksiężnikiem. Podobno gdy diabły dopadły Twardowskiego w „Rzymie” i chciały odebrać mu duszę, mag zażądał by najpierw przeniosły tę skałe z innego miejsca Doliny Prądnika i odwróciły ją szpicem do dołu (dzięki czemu zaczęła wyglądać jak maczuga). Zapewne Twardowski liczył, że takiego życzenia czartom nie uda się spełnić, i będą musiały odstąpić ze wstydem od zawartego zakładu. Niestety, siły nieczyste nie miały z tym problemu. 

Inna wersja legendy mówi, że nie chodziło o zakład, ale o jakieś perturbacje przy uprowadzeniu mistrza („szatany przekręciły [skałę], jak Twardowskiego nieśli, co godzinki skompanił. To ją przewróciły do góry serokom, a na dół śpicem”). Tak czy inaczej maczuga do dziś cieszy oczy turystów, a niektórym straceńcom udało się nawet wdrapać na szczyt 25-metrowej diablo niebezpiecznej skały.