NAUKA KONTRA BIZNES

Zniechęcanie ludzi do sięgania po alkohol jest bardzo trudne z kilku powodów. Na pierwszy plan wysuwa się aspekt kulturowy. „Raczej nie boimy się tego, co znamy. A alkohol jest elementem otaczającego nas świata” – mówi Kenneth Portier z American Cancer Society.

Napoje alkoholowe towarzyszą nam od tysiącleci, mają swoje miejsce w kulinariach, obrzędach religijnych i codziennych obyczajach. A ponieważ etanol szybko zabija tylko w dużych dawkach, większość z nas nie widzi powodu, by zupełnie go wyeliminować ze swego życia.

Znajduje to również odzwierciedlenie w kampaniach społecznych. Produkty tytoniowe od dziesięcioleci są uznawane za szkodliwe, więc w ich przypadku hasło jest jednoznaczne: „rzuć palenie”. Natomiast alkohol – jeśli jesteśmy dorośli – możemy pić, o ile robimy to odpowiedzialnie” albo „z umiarem”. Ponieważ są to określenia bardzo nieprecyzyjne, kampanie tego typu dają niewiele.

Dlatego niektóre agencje rządowe zaczynają już zmieniać oficjalne zalecenia. Brytyjski Department of Health ogłosił, że nawet picie niewielkich ilości alkoholu – choć mało ryzykowne – nie może być uznane za bezpieczne. Warto jednak pamiętać, że po drugiej stronie mamy przemysł alkoholowy, który obraca potężnymi pieniędzmi i zasila budżet państwa poprzez podatki. Dzięki akcyzie na alkohol polski fiskus co roku dostaje ok. 11 mld zł (papierosy dają blisko 18 mld zł). „Wpływy do budżetu z opodatkowania używek są wyższe niż koszty leczenia osób uzależnionych czy zapobiegania nałogom” – podkreśla ekonomista Marek Zuber. W tej sytuacji trudno się spodziewać, by państwo zaczęło bardziej energicznie zniechęcać nas do picia.