Słowo „sekret” ma ogromny ładunek emocjonalny. To coś, czego nie wiedzą inni. Fascynująca tajemnica, którą chce się poznać lub przekazać. W 1996 roku Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęła historia pewnego morderstwa. – Zabiłam kiedyś z miłości – zwierzyła się dwójce współlokatorów Diane Zamora. Kilka tygodni później ona i jej były narzeczony zostali skazani na dożywocie za zabójstwo kobiety, z którą mężczyzna miał w przeszłości romans.

Czy nie byłoby lepiej, gdyby Diane nie zdradziła swojego sekretu przypadkowym osobom? I dlaczego w ogóle się zwierzyła?

Zygmunt Freud uważał, że to sekretne myśli i popędy są najciekawszą częścią psychiki człowieka. A jednocześnie największym wyzwaniem dla terapeuty, który próbuje dostać się tam, gdzie mieszkają sekrety – czyli do podświadomości. Freud twierdził też, że „żaden śmiertelnik nie jest w stanie dochować sekretu. Nawet jeśli jego usta milczą, przemawiają palce. Zdrada wypływa z każdego pora jego skóry”. Innymi słowy, nawet jeśli próbujemy coś ukryć, może nas zdradzić własne ciało. Tak powstają „freudowskie przejęzyczenia”, czyli językowe wpadki, które obnażają prawdziwe motywy i emocje człowieka. Freud opisywał je dokładnie w swojej pracy „Psychopatologia życia codziennego”.

Wiadomo, każdy ma sekrety. Ale niektórzy z nas są na tyle wstrzemięźliwi, że nigdy ich nie wyjawiają. Czy słusznie? Doktor Anita E. Kelly, psycholożka z University of Notre Dame, która od lat studiuje sekretną naturę tajemnic, twierdzi, że chociaż nie ma bezpośredniej zależności między chowaniem wielu sekretów a słabym zdrowiem, ludzie skryci częściej cierpią na depresję, załamania psychiczne, lęki, a także najróżniejsze bóle psychosomatyczne. Co więcej, dzieci, które od najmłodszych lat muszą ukrywać niewygodne dla rodziny informacje (na przykład o alkoholizmie jednego z rodziców, przemocy domowej czy bankructwie), często zatrzymują się w rozwoju emocjonalnym. Czyli może jednak warto co jakiś czas wysprzątać szafę ze szkieletów?

Ulga jak Myszka Miki

– Nie ma co się oszukiwać: sekrety są dla nas niezdrowe – potwierdza David Eagleman, amerykański neurobiolog i autor książki „Incognito: The Secret Lives of the Brain” („Incognito: sekretne życie mózgu”). Dlaczego? Zacznijmy od neurologicznej definicji sekretu. Według Eaglemana kiedy otrzymujemy informację, która ma pozostać sekretem, w naszym mózgu odbywa się walka. Jedna część mózgu chce sekret wyjawić, druga wie, że nie może tego zrobić. – To pełne sprzeczności procesy umysłowe: ujawnienie informacji i jej zatrzymanie tworzą sekret. Bo jeśli zupełnie nie mamy ochoty na dzielenie się jakąś wiadomością, jest to zapewne mało interesujący fakt. Jeśli z kolei mózg zezwala nam na opowiedzenie czegoś, musi to być po prostu ciekawa historia – tłumaczy Eagleman.

Okazuje się więc, że skrywanie przed innymi sekretów to prawdziwe wyzwanie dla naszego ciała. Zderzeniu dwóch rodzajów pragnień – wyjawienia tajemnicy i jej zachowania – towarzyszy wysokie napięcie psychosomatyczne, które podwyższa ciśnienie, zwiększa poziom stresu w organizmie i osłabia jego odporność.

Trudne sekrety najlepiej więc komuś przekazać, koniecznie z klauzulą poufności. Do tego właśnie przez lata służyły kościelne konfesjonały. Dziś powiernikiem tajemnic wcale nie musi być ksiądz, ale na przykład psycholog czy terapeuta. A jeśli nie możemy tajemnicy wyjawić żywej osobie, warto sekret zapisać na kartce albo wypowiedzieć na głos w samotności. Uwolnienie się od ukrywanej informacji ma ogromne znaczenie terapeutyczne.

Tę prawidłowość zauważył w 1970 roku psycholog James Pennebaker z Uniwersytetu w Teksasie. „Zwierzanie się to pradawny ludzki zwyczaj. Każdy, kto zdradził kiedyś sekrety pamiętnikowi lub wypłakiwał się przed przyjacielem, wie, jaką ulgę przynosi mówienie o swoich kłopotach” – tłumaczy psycholog w bestsellerze z 1997 r., zatytułowanym „Otwórz się: uzdrawiająca siła wyrażania emocji”. W serii badań Pennebaker udowodnił, że osoby ukrywające traumatyczne sekrety z przeszłości częściej chorowały na nadciśnienie, zapalenie płuc, a nawet raka. „Po latach dla wielu z nich wcale nie samo wydarzenie było traumą, ale fakt, że nikomu o nich nie opowiedziały” – tłumaczy psycholog.

Wyjawienie sekretu, czy na papierze, czy w rozmowie, nie tylko przynosi ulgę, ale wpływa na polepszenie stanu zdrowia. Poprawia się jakość snu, reguluje ciśnienie krwi, a także wyniki badań elektroencefalograficznych mózgu (EEG). – „Żałuję, że nie przeczytałem książki Eaglemana wcześniej. To, czego ja doświadczyłem, to Myszka Miki w porównaniu z potwornościami, które przeżywają inni ukrywający niewygodną prawdę” – przyznał jesienią ubiegłego roku aktor i były gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger w rozmowie z dziennikiem „The New York Times”. Każdy, kto pasjonuje się sekretami gwiazd, wie, do czego nawiązywał. W księgarniach właśnie ukazała się autobiografia austriacko-amerykańskiego aktora pt. „Total Recall”, w której Schwarzenegger opisuje pikantne szczegóły swojego sekretnego romansu ze służącą, z którego szesnaście lat temu urodził mu się syn. Mildred Patricia Baena pracowała dla rodziny Schwarzeneggerów ponad dwadzieścia lat, aż do wybuchu skandalu wiosną 2011 roku. To był sekret takiego kalibru, że wielu zastanawiało się, jak Schwarzenegger był w stanie przez te lata funkcjonować.

 

Medialna gorączka

Jeśli wyjawisz komuś sekret, pozbywasz się go. Ale ulgę nie zawsze dzielisz z powiernikiem tajemnicy; tym bardziej że sekret sekretowi nierówny. Począwszy od tych lekkich („wiesz, że to nie są jej naturalne piersi?”, „nie powiemy rodzicom, że nie zjedliśmy obiadu”), aż do ciężkich tajemnic, których nie wolno wyjawić „do grobowej deski”. Z reguły im bardziej aspołeczny wydźwięk sekretu (morderstwo, zdrada), tym gorzej dla osoby, której go powierzono. Trudno jest nie powiedzieć przyjaciółce, że jej narzeczony zdradza ją z jej własną siostrą. Albo nie przekazać koledze z pracy, że za miesiąc jego stanowisko zostanie zlikwidowane.

Tak jak w przypadku Arnolda Schwarzeneggera i jego żony Marii Shiver, ujawnienie rodzinnych tajemnic otwiera stare rany. Nic dziwnego więc, że media kochają sekrety gwiazd – to sekrety, bardziej niż plotki, sprzedają gazety i zwiększają wpływy z reklam telewizyjnych. To dlatego co kilka tygodni lub miesięcy media „odkrywają” kolejny głęboko ukrywany fakt z życia jakiegoś celebryty. Najczęściej oczywiście są to niewygodne sekreciki, których gwiazdy nie chcą oglądać na pierwszych stronach gazet. „David Beckham zdradził Victorię z asystentką. Czy to koniec ich małżeństwa?” – ekscytowały się brytyjskie tabloidy w roku 2004, publikując jednocześnie treść esemesów, którymi miała się wymieniać para kochanków. Z kolei w 2009 r. prasa ujawniła szczegóły sekretnego życia seksualnego żonatego golfisty Tigera Woodsa. Gdy okazało się, że liczba jego kochanek przekroczyła liczbę pobitych rekordów sportowych, kariera sportowa mistrza stanęła pod znakiem zapytania. Podobnie było z kolarzem Lance’em Armstrongiem, który okazał się jednym z większych oszustów sportowych w historii. O swoim „brudnym sekrecie” dopingowym opowiedział ostatnio na sofie u Ophrah Winfrey. Oglądalność programu? Milionowa!

Dobry sekret

Może więc lepiej chronić niewygodne sekrety, skoro powodują tylko cierpienie nasze i innych? Niekoniecznie; czasem tajemnica, podobnie jak białe kłamstwa czy plotki, może też mieć pozytywny wpływ na życie człowieka. A nawet więcej, bo – jak pisał słynny niemiecki filozof i socjolog George Simmel – „sekret jest jednym z największych osiągnięć ludzkości”. W jakim sensie? Simmel uważał, że chociaż człowiek jest uwarunkowany przez umiejętność mówienia, bardziej kształtuje go umiejętność milczenia. Filozof tłumaczył też, że sekret pozwala rozwiniętym społeczeństwom funkcjonować, a także uzdrawia relacje rynkowe. Jeśli kupiec chce coś kupić po najniższej cenie, a sprzedawca sprzedać najdrożej jak się da, maksymalna cena, na którą się zgodzą, jest tajemnicą każdego z nich. Sekret to bowiem informacja, która ma pewną wagę – jest na tyle istotna, że ktoś może ją posiadać, ale nie musi jej przekazywać. Na dyskrecji i anonimowości budowane są całe systemy społeczno-polityczne. Podczas egzaminów końcowych na uczelniach prace studentów są kodowane, a informacja, kto napisał dany esej, jest dla sprawdzających tajemnicą. Podobnie jest podczas wyborów – ufamy państwu, że zapewni nam warunki, w których nikt nie wie, na kogo głosowaliśmy. Brak dyskrecji i prywatności, często podawane jako przeciwieństwa sekretu, powodowałby, że wszyscy by wiedzieli, co dzieje się w głowie innych ludzi. A stąd już niedaleko do rzeczywistości z książki George’a Orwella „Rok 1984”.

Dlaczego więc sekrety mają taką złą sławę? –„Linia dzieląca sekret od oszustwa jest bardzo cienka. Łatwo je pomylić, tym bardziej że oszustwo polega właśnie na ukrywaniu prawdy” – tłumaczy szwedzka filozofka Sissela Bok, autorka książki „Secrets”, w której zastanawia się nad moralną stroną sekretów. Wydaje się więc, że tak jak ze wszystkim w życiu, tak i z ilością sekretów po prostu nie należy przesadzać. A jak się już je wyjawia, to może lepiej pamiętnikowi niż mediom.

Oni też mają sekrety:

  • Channing Tatuum fatalnie zranił swojego penisa, wylewając nań wrzącą wodę. Szczęśliwie wydarzyło się to już po zakończeniu kariery striptizerskiej aktora.
  • Barbra Streisand ma wielki dom w Malibu. Zaraz! To żadna tajemnica, jednakże usilne próby ukrycia tej informacji przed opinią publiczną dały efekt zwany dzisiaj „efektem Streisand”. Chodzi o zjawisko, w którym na skutek prób zatrzymania dla siebie jakichś informacji, następuje szybkie ich rozpowszechnienie.
  • Ojciec Tobey Maguire’a napadał na banki. Spiderman mógłby się od niego wiele nauczyć.
  • Ophrah Winfrey urodziła dziecko w wieku 14 lat. Kto by pomyślał, biorąc pod uwagę nieskazitelny wizerunek amerykańskiej gwiazdy.
  • Pierwsza praca Brada Pitta polegała na rozdawaniu ulotek w restauracji „El Pollo Loco” w przebraniu kurczaka.
  • Woody Allen poślubił adoptowaną córkę.
  • Rod Stewart pracował jako grabarz, aby wyzbyć się lęku przed śmiercią.
  • Siostra Jacka Nicholsona okazała się jego matką, a kobieta, którą uznawał za matkę – babcią.
  • Charlize Theron była świadkiem, jak matka – w obronie córek – zabiła jej ojca. Sekret wyszedł na jaw po latach. Wcześniej aktorka utrzymywała, że straciła ojca w wypadku samochodowym.
  • Prawdziwe nazwisko Whoopi Goldberg brzmi Caryn Elaine Johnson. Aktorka zmieniła nazwisko w solidarności z narodem żydowskim. Jest też dyslektyczką i członkiem Amerykańskiej Organizacji Strzeleckiej.