Jeśli nigdy nie słyszeliście o Hatsune Miku, to tylko dlatego, że nie jesteście Japończykami. W swej ojczyźnie ta 16-letnia wokalistka zdobyła scenę szturmem. Jej piosenka „Świat jest mój” od miesięcy utrzymuje się na pierwszej pozycji krajowej listy przebojów. Na jej koncerty przychodzi tysiące osób. Nastolatki ubierają się jak ona, farbują włosy na niebiesko i wiążą w koński ogon. Hatsune Miku ma swój fan club, własny adres na Facebooku, często występuje w reklamach, ostatnio zaczęła grać w filmach. W odpowiedzi na petycję podpisaną przez 14 tysięcy młodych ludzi, w  marcu 2010 roku trzy metalowe talerze z jej wizerunkiem poleciały na pokładzie powietrznego statku Akatsuki w kosmos. 

Po tym, jak wystąpiła na żywo w Los Angeles i w Singapurze, jej kariera nabrała międzynarodowego charakteru. Piosenkarka otrzymała dziesiątki zaproszeń z całego świata. Jej przyjazdem zainteresowane są: Kanada, Wielka Brytania, Australia, Niemcy. Z całą pewnością w innych krajach też występują robiące zawrotną karierę nastoletnie wokalistki, trudno jednak porównać je z filigranową Japonką. Hatsune Miku jest wyjątkowa, ponieważ fizycznie nie istnieje. Twórcą wirtualnego wizerunku jest firma Crypton Future Media. Głos zaś uzyskano dzięki programowi Vocaloid firmy Yamaha. Japońska aktorka Saki Fujita nagrała poszczególne japońskie głoski, z których program może układać całe słowa i zdania.

Stara iluzja

Hatsune Miku nazywana przez prasę (oraz przez Wikipedię) gwiazdą holograficzną, w istocie taką nie jest. Powoływana jest do istnienia podczas koncertów za pomocą tylnej projekcji na przezroczystym niemal ekranie. W przeciwieństwie do hologramu – obraz nie jest trójwymiarowy. Jest płaski, ale ponieważ widzowie są daleko i do stworzenia obrazów postaci używano programów pracujących w 3D – piosenkarka wydaje się trójwymiarowa.

Identycznego niemal sposobu używano już 150 lat temu, by podczas sztuczek magicznych i oszukańczych seansów spirytystycznych przywoływać rozmaite zjawy. Technikę publicznie zademonstrował w latach 60. XIX wieku John Henry Pepper – dlatego nazywana jest ona Pepper’s Ghost (duch Peppera). W swojej dziewiętnastowiecznej wersji sztuczka polegała na tym, że postać, znajdująca się w niewidocznym dla obserwatora pokoju, odbijała się w ustawionym pod kątem 45 stopni półprzezroczystym lustrze. Dziś podobne efekty można uzyskać za pomocą tylnej projekcji, choć oryginalna technika także jest w użyciu, np. w parkach rozrywki Disneya.

Miliony na stadiony

Gwiazdy – zjawy (tyle że sportowe) stały się przedmiotem międzynarodowej dyskusji w 2010 roku, kiedy to rywalizująca z Australią, Katarem, Południową Koreą i Stanami Zjednoczonymi Japonia przedstawiła swą propozycję dotyczącą organizacji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2022 roku. 

Japoński pomysł na mistrzostwa wyglądał niczym skradziony z filmu science fiction. Transmisja meczów, zgodnie z tym, co pokazano w promocyjnym zwiastunie, miała odbywać się za pomocą nieistniejącej jeszcze techniki przestrzennego przekazu. – Każdy mecz miał być filmowany przez 200 kamer o wysokiej rozdzielczości, wykorzystując technologię Free Viewpoint, która pozwoliłaby widzom śledzić akcję z punktu widzenia zawodnika, co do tej pory było wykorzystywane jedynie w grach wideo – powiedział prezentujący japońską propozycję Suminori Gokoh.

W Japonii jest 13 stadionów nowej generacji, a najnowszy, supernowoczesny, w Osace może pomieścić 83.300 kibiców. Ponieważ zgodnie z zapewnieniem S. Gokoha Kraj Kwitnącej Wiśni postawił sobie za cel dostarczanie radości nie tylko obywatelom państwa będącego gospodarzem mistrzostw, ale i kibicom na całym świecie, holograficzne mecze miałyby odbyć się w 400 różnych punktach ziemskiego globu, na specjalnie zbudowanych przez Japończyków stadionach lub już istniejących i jedynie zmodernizowanych, jak między innymi słynny londyński  Wembley i legendarny Maracana w Rio de Janeiro, dzięki czemu każdy mecz mogłoby na żywo obejrzeć 360 milionów widzów. 

Mimo tak fantastycznej wizji (a może właśnie dlatego) FIFA nie zdecydowała się skorzystać z japońskiej oferty i przyznała organizację mistrzostw Katarowi. 

Wirtualne obietnice

Powstaje pytanie – czy Japończycy byliby w stanie wprowadzić w życie swoją futurystyczną wizję, czy też obiecywali gruszki na wierzbie? Phil Surman, naukowiec pracujący nad telewizją 3D na Uniwersytecie w Leicester, twierdzi, że technologia FTV (Free Viewpoint), umożliwiająca widzowi wybór punktu widzenia, byłaby jak najbardziej do wykonania, bo wiele w tym kierunku zostało już zrobione. Jednak reszta jest dość spekulatywna. 

– Transmisja w systemie 3D bez specjalnych okularów polega na przekazie obrazu bezpośrednio na widzów, muszą oni jednak pozostać nieruchomi lub mieć specjalne urządzenia wychwytujące obraz. Wszystko to sprawia, że trójwymiarowa transmisja meczu jest możliwa, ale tylko dla niewielkich grup. Jeśli w grę wchodziłby cały stadion ludzi, nie mam pojęcia, jak można by tego dokonać – stwierdził P. Surman. 

– Jeśli poruszysz głową, obraz poruszy się wraz z tobą, a przecież trudno tkwić nieruchomo na meczu piłkarskim. Poza tym wiele osób, odbierając stereoskopowy obraz bez okularów lub specjalistycznego sprzętu VR, może cierpieć na zawroty głowy lub wręcz tracić orientację – dodał.